piątek, 22 stycznia 2016

Mama wychowuje konsekwentnie

- Jak się nie uspokoisz to zaraz wracamy do domu! - mówi mama podniesionym głosem.
Zabrała dziecko do Zoo. Było fajnie na początku, a teraz znów ta sama śpiewka co zawsze. Robi się po prostu nieznośnie. Była umowa, że żadnych dziś słodyczy, ale oczywiście sklepiki w ogrodzie zoologicznym kuszą aż nadto. 
Oczywiście może sobie mama strzępić język. Dziecko swoje, krzyk coraz większy, ludzie zaczynają się oglądać, co to się dzieje.
Mamie naprawdę puszczają nerwy. Trzeba to jakoś skończyć! Dla świętego spokoju kupuje w końcu gałkę lodów i powtarzając dziecku jak to się fatalnie zachowuje i jak to tak nie można robić, prowadzi malucha do następnego pawilonu ze zwierzętami. Można dodać jeszcze, że w domu w takim razie nie będzie dziś bajek. Niech wie, że to nie przelewki!

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Myśl i Pamięć - Nasze domowe Zoo

Gość na zdjęciu to Myśl. Myśl ma dziewczynę Pamięć i razem do nas przylatują. A może to Pamięć jest gościem, który ma dziewczynę Myśl? Sama nie wiem.
Jakby nie było, witają u nas codziennie od około półtora roku. I dziś będzie właśnie o tym, jak mama zorganizowała maluchowi domowe Zoo.




























wtorek, 12 stycznia 2016

Mama wychowuje bez krzyku

Dziecko niemrawo podpełza do ściany, zapatrzone w jeden jej punkt, znajdujący się zaledwie kilka centymetrów nad podłogą. Jeszcze trochę bliżej i jeszcze. W końcu mała łapka sięga do kontaktu i paluszki zaczynają łapczywie badać to przedziwne urządzenie. Nie trwa to jednak zbyt długo, bo mama (która odwróciła się tylko na chwilę) już biegnie w tamtym kierunku i szybko podnosi dziecko do góry.
- Nie! Nie wolno! Be be be! Brzydko! Bardzo brzydko! Bardzo nieładnie! Nie wolno! Ile razy mam mówić, że nie wolno?! - powtarza i dla podkreślenia o co jej chodzi, zaczyna klepać malucha po dłoniach.
Dziecko, przestraszone gwałtownością, hałasem i nagłym zamieszaniem zaczyna płakać, ale to nic. To w końcu dla jego dobra. O jego bezpieczeństwo przecież chodzi. Kilka razy dostanie po łapkach to w końcu się nauczy.

Znacie to? Widzieliście taką scenę w rodzinie lub u znajomych? Sami tak robiliście, może? Nie jest to taki znów niecodzienny i trudny do zrozumienia widok. Mnie się jednak nie podoba. I już mówię dlaczego:


niedziela, 10 stycznia 2016

Jak to jest być niemowlakiem?

Moja odpowiedź na to pytanie, solidnie przemyślana i przeanalizowana podczas wyjątkowo krótkich kąpieli pod prysznicem, będzie dość zwięzła i konkretna. No dobra, nie aż tak zwięzła jak "42" i nie aż tak konkretna jak "może", na pytanie "Czy coś się stało, kochanie?". Jednak bez zbędnego owijania w bawełnę, moja odpowiedź to: Być niemowlakiem, to jak być Tyranosaurusem Rexem, spędzającym życie w wesołym miasteczku, żywiącym się jedynie fasolkami wszystkich smaków Bertiego Botta i otoczonym praktycznie samymi olbrzymami.
A teraz pozwólcie mi, że rozwinę:


wtorek, 5 stycznia 2016

Skoki rozwojowe

Skoki rozwojowe w pierwszym roku życia dziecka są mocno związane z rozwojem układu nrwowego dziecka. "Rozwój mózgu i systemu nerwowego sprawia, że dzieci poddawane sa jeszcze większym bodźcom doznaniowym niż dotychczas. To właśnie ta intensywność doznań (...) może powodować stres u maluszka a co za tym idzie, większą płaczliwość i ogólny niepokój". 

środa, 30 grudnia 2015

Zeszłoroczne - Tegoroczne - Noworoczne!

Dużo się ostatnio naczytałam o postanowieniach noworocznych. O dziwo (albo i nie) mówi się o nich często bardzo negatywnie. Czyżby słomiany zapał był naszą domeną narodową? Której z resztą jak widać, strasznie nie lubimy? Ja postanowienia noworoczne robię. Ba! nawet się z nich potem rozliczam. Zaraz się rozliczę się z zeszłego roku i przedstawię plan na rok przyszły, który w zasadzie będzie taki sam jak miniony. I nie, nie będzie nic w stylu "zacznę ćwiczyć", "będę wstawać godzinę wcześniej" czy "zapiszę się na jogę". Moje postanowienia noworoczne to pewne niepozorne wyzwanie. 

poniedziałek, 28 grudnia 2015

"Nie wiem kim jesteś ale proszę - to dla Ciebie."

Pamiętacie klasowe losowania mikołajkowe i kupowanie prezentów kolegom i koleżankom z klasy? Miało być sekretnie, miało być symbolicznie, miało być miło i przyjemnie a każdy wie jak zwykle się to kończyło. Każdy wiedział kto kogo ma już kilka minut po losowaniu, każdy się między sobą wymieniał imionami, ktoś dostał wypasiony prezent a ktoś tylko symboliczny breloczek i było głupio... Doskonale rozumiem dlaczego tak wiele osób nie lubiło tego zwyczaju. Szkolnym losowaniom mikołajkowym zwykle wiele brakuje do ideału. A mnie zawsze marzyły się taki idealny Sekretny Mikołaj.