wtorek, 21 października 2014

Co tak późno?

Wspominałam już wcześniej o tym, że przed zajściem w ciążę nie bardzo się zastanawiałam w ogóle z czym to się je. No zajdę w ciąże, poczekam 9 miechów i hop! Będzie nas plus jeden (ew. ciut więcej). Proste. Mówi się, że to taki cudowny stan i najlepszy okres w życiu kobiety i w ogóle. Czym mogłam się przejmować?
Niemniej jednak moje pierwsze odczucia po oficjalnym potwierdzeniu ciąży były kompletnie dla mnie wcześniej nie do przewidzenia. Byłam, delikatnie mówiąc, przerażona. Nie tym, że zostanę mamą i czy poradzę sobie w tej roli, lecz tym, że być może właśnie nią nie zostanę, lub stanie się coś złego. Zaczęłam czytać artykuły w internecie i książki i mój strach wcale nie malał. Szacuje się, że liczba poronień po wykryciu ciąży liczy między 10-15% (wg. niektórych źródeł dużo więcej). O poronieniach do 4 tygodnia ciąży nie wiadomo prawie nic, gdyż zwykle kobiety nie wiedzą nawet w tym okresie, że są w ciąży, lecz przypuszcza się, że dochodzi wtedy do poronienia w ponad 40% wszystkich ciąż.
Planowałam wstrzymać się jak najdłużej z obwieszczania światu, że będzie nas więcej, chcąc wyczekać może nawet do końca pierwszego trymestru. Po tym czasie poronienia zdarzają się już bardzo rzadko.
Zżerał mnie potworny stres i byłam naprawdę przerażona. Czytanie rozmaitych komentarzy kobiet w internecie zwykle nie pomagało.
"Wiesz, mi w 8 tygodniu wszystkie nieprzyjemne objawy ciąży minęły jak ręką odjął. Potem się okazało, że ustała praca serca zarodka."
"Nawet nie zorientowałam się, że poroniłam. Ot jakiś skrzep mi wypłynął. A mówią, że zawsze przy tym jest silny ból brzucha."
"Ja poroniłam dwa razy i kolejną ciążę mam zagrożoną i tylko leżę w łóżku. Czuję się fatalnie i jeśli znów poronię chyba nawet nie będę próbowała po raz kolejny. Widać taki mój los."
Podczas wizyty natomiast usłyszałam, że w zasadzie do 12 tygodnia lekarze niewiele mogą zdziałać a w wielu krajach zachodnich przed końcem pierwszego trymestru w ogóle nie przyjmuje się kobiet jako kobiety ciężarne, zwykle odsyłając je do domu, niezależnie od tego co się dzieje.
Dlatego też uprzejmie proszę wszystkich o nie kierowanie żalów i pretensji w moim kierunku o to, że dowiadują się tak późno bo to dopiero początek, a mnie trochę ten początek przerósł.
Poza tym, zaczynam czuć się nieco lepiej i tylko towarzyszą mi dość często potworne torsje (nie zawsze na szczęście kończące się biegiem do toalety). Dalej pozostaje mi wmuszanie w siebie jedzenia, bo apetyt mi specjalnie nie dopisuje. Ponadto zaczęłam źle reagować na wiele potraw i sama nie jestem pewna co mi szkodzi bardziej, co mniej a co jest dość neutralne. Mój żołądek na pewno nie toleruje żadnych słodyczy i w zasadzie mi to nie przeszkadza. Aczkolwiek nie sądziłam, że kiedykolwiek będę z taką niechęcią patrzyła na batoniki i tabliczki czekolady jak teraz.
No i na koniec mam pytanie. Gdzie jest mój brzuch? "W dziewiątym tygodniu ciąży twoja macica urośnie już nawet do rozmiarów małego melona." I gdzie ten melon. Dalej nie widzę nic oprócz tłuszczyku, który wyhodowałam sobie w Mongolii. Chodzę w swoich ciuchach, zakładam najbardziej obcisłe bluzki i nie specjalnie widzę jakąś różnicę. Nie to, żeby spieszyło mi się, do latania z wielkim bęcolem ale jakoś tak... chyba chciałabym już poczuć tą ciąże w jakiś inny sposób niż tylko przez mdłości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz