niedziela, 12 października 2014

Zachcianki i walka z fasolą

Szczęśliwie powoli opuszczają mnie permanentne mdłości od pobudki do zaśnięcia. Mogę sobie też pozwolić czasem chwilkę pogłodować i nie muszę nosić ze sobą awaryjnych trzech kanapek. Z drugiej strony regularnie już karmię rybki i to absolutnie niezależnie od tego, czy jem coś zdrowego, niezdrowego, bardziej lub mniej smacznego itp. A zwykle wygląda to tak, że jadę sobie rano wesoło na uczelnię, na wykładach jest wszystko ok, wracam do domku i zaraz po zamknięciu za sobą drzwi muszę biec do kibelka. Schemat absolutnie powtarzalny co ma swoje wady i zalety. Na pewno dużą zaletą jest to, że nie boję się, że zdarzy mi się randomowy bełt na mieście. Największą jednak wadą jest cóż... to, że w ogóle mi się coś takiego zdarza.
Trochę przechodzę przez to wszystko w fazę bulimiczki. Ach, co za różnica, co i ile teraz zjem? I tak zaraz się tego pozbędę, więc mogę sobie pofolgować. No i schudłam już dwa kilogramy od początku ciąży. Ponoć taki spadek wagi w pierwszym trymestrze jest naturalny i nie szkodzi nikomu więc na razie się nie przejmuję.
Raz jeden próbowałam przeciwstawić się fasoli. Poprzedniego dnia po wymiotach bardzo bolało mnie gardło i miałam problemy z jedzeniem czegokolwiek, prawie przez całą resztę dnia. Powiedziałam sobie, że nie będę się dawała fasoli terroryzować i następnego dnia, po wielu trudach, udało mi się zachować przez cały dzień zawartość żołądka na swoim miejscu. I szczerze mówiąc, uważam, że nie było warto. Czułam się fatalnie nie tyle nawet do zaśnięcia, co i przez całą noc. Budziłam się często, ciągle czując ciężar i bajzel w żołądku, którego w żaden sposób nie dało się ukoić. Przeszło mi dopiero koło 4-tej nad ranem. Nie było warto. Zwłaszcza, że zaraz po wymiotach zaczynam czuć się bardzo dobrze i wszystko co dolegało mi wcześniej (mdłości, nadwrażliwość na zapachy, ból głowy itp.) mijają jak ręką odjął. W następnych dniach już postanowiłam nie walczyć. Trudno, niech gówniarz postawi na swoim.
Co do zachcianek, to nie jestem pewna, w którym momencie ciąży się pojawiają i są najbardziej powszechne jednak w moim wypadku to bardziej są antychcianki, jak na razie. Z reguły nie mam ochoty na nic i zwykle zamiast pytania: Hmmm, co bym sobie dziś zjadła?, zadaję sobie pytanie: Hmm, ciekawe czy po tym też mi będzie niedobrze?. Staram się znaleźć najmniejsze zło dla mojego biednego żołądka, próbując bardzo wielu rzeczy i szukając tych, które są stosunkowo mało inwazyjne. Dodatkowo mam absolutny czekoladowstręt i nie mogę patrzeć na żadne słodycze i ciastka. Cóż, to akurat chyba całkiem dobra strona tego wszystkiego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz