wtorek, 25 listopada 2014

Płeć Fasoli!

I pewnie wydaje się Wam, że ten post będzie czymś w rodzaju "To chłopiec/ dziewczynka!!!!". A bo nie. Bo nie mam bladego pojęcia czy będzie to chłopiec czy dziewczynka. Niemniej jednak, Fasola faktycznie jest już na tyle duża, że można by to określić podczas badania. Ja jednak chyba nie chcę wiedzieć jakiej jest płci. Bo z zasadzie co mi to robi za różnicę? Jakoś argumenty pt. "bo będzie wiadomo, czy wyprawkę kupować dla chłopca czy dla dziewczynki", do mnie nie przemawiają. Bo co to za różnica przy osprzęcie dla niemowlaka? Wszystko wygląda tak samo. Najwyżej nie będziemy kupować ani niebieskich ani różowych ubranek tylko zielone czy beżowe, skoro są bardziej uniseksualne. Poza tym ja osobiście lubię taki dreszczyk oczekiwania z odrobiną tajemnicy. Jakoś do samego faktu bycia w ciąży już się przyzwyczaiłam to zostawię sobie jakąś niewiadomą. Mój luby nie protestuje i zgadza się ze mną, że możemy poczekać do dnia rozwiązania z wiadomością o płci.
Ba! możemy pójść nawet dalej i poczekać aż dziecko samo dorośnie i się określi. Wiecie, żeby nie było potem, że zostaniemy oskarżeni o podanie błędnej płci dziecka, przy wyrabianiu aktu urodzenia, bo Michalina będzie się czuła jednak Michałem. Przynajmniej moglibyśmy pod tym względem pójść trochę na rękę Fasoli i wybrać jakieś łatwo konwertowalne (jest takie słowo w ogóle?) imię. Np.: Karol - Karola, Emil - Emilia, Kamil - Kamila, Michał - Michalina, Dominik - Dominika, Klaudia - Klaudiusz. Żeby potem nie było takich perełek jak Rafalala.
A jeśli już o imionach mowa to przyznam się, że decyzja wcale nie jest łatwa. Chyba oboje się zgadzamy, że nie chcemy niczego zbyt wymyślnego (Montezuma odpada :( ). Mnie za to zależy na tym aby imię miało sens i zawzięcie sprawdzam wszelkie propozycje pod względem ich znaczenia. Swoją drogą wiele można się dowiedzieć, jak człowiek zacznie tak drążyć. Polecam stronkę http://www.behindthename.com/ . Można spokojnie wyszukiwać też polskie imiona i nie trzeba wpisywać ich oryginalnych odpowiedników. Stronka zrobi to za nas.
Tak więc zbieram chętnie wszelkie propozycje, zarówno męskie jak i żeńskie, jakby ktoś miał jakiś błyskotliwy pomysł.
U mnie tym czasem powolutku zaczyna pojawiać się bęcol. W ciągu chyba dwóch dni, wszystko co do tej pory siedziało mi w miednicy podniosło się wyżej, przez co przestały mi się dopinać moje ostatnie "normalne" spodnie. Czas na kolejne zakupy. Póki co, niczego jeszcze nie widać pod ubraniami i dalej ludzie są bardzo zdziwieni, gdy dowiedzą się, że jestem w ciąży i to już w 4-tym miesiącu. I w zasadzie to trochę się nawet cieszę, bo może znaczy to, że nie utyję z Fasolą jakoś strasznie dużo?

środa, 19 listopada 2014

Basen

Jak pisałam już wcześniej, zaczynam czuć się coraz lepiej (co nie znaczy, że jest idealnie). Nadal dokucza mi żołądek i muszę unikać wielu rzeczy co bardzo mnie męczy. Chciałabym zacząć znów jeść normalnie, bez strachu, że coś będzie boleć i będę się źle czuła. Próbowałam znaleźć jakieś informacje na temat tego, dlaczego tak źle reaguje na posiłki, które przecież nie powinny być w żaden sposób szkodliwe i czemu jest mi tak źle ale niestety ani w mądrych książkach, ani w internecie nie udało mi się znaleźć nic co byłoby podobne do moich dolegliwości. no trudno. Albo przeczekam albo zacznę się skarżyć lekarzowi jak nie przejdzie do następnej wizyty.
Tymczasem zaczął mi się powoli zaokrąglać brzuszek, choć nadal mogę chodzić w normalnych ubraniach i nic po mnie nie widać. Nadal też nic nie przytyłam ale przestałam już chudnąć, co jest dość pocieszające. No i najważniejsze - zapisałam się na basen!
Na początku ciąży zarzuciłam ruch i ćwiczenia ze względu na to jak się czułam. Teraz gdy wracam do siebie zaczyna rozpierać mnie energia i chciałabym znów zacząć cokolwiek ze sobą robić. Uznałam, że basen będzie super rozwiązaniem i znalazłam niedaleko domu pływalnię oferującą raz w tygodniu zajęcia dla ciężarnych. Szkoda, że tylko raz w tygodniu, ale dobrze, że w ogóle. Bo między Bogiem a prawdą, szukając w internecie, bardzo mało widziałam tego typu zajęć w Warszawie, co strasznie mnie zdziwiło. Myślałam, że w dobie zdrowego odżywiania, dbania o sylwetkę i ruch, większe będzie zainteresowanie tego typu zajęciami. Cieszę się więc, że udało mi się znaleźć jakiekolwiek, w dodatku tak blisko. Tak więc, czepek na głowę i do wody!
Jeśli chodzi o studia to jakoś tak powoli i "jak zwykle" idzie. Ci sami wykładowcy, tych samych pięć osób na roku cały czas i te same zajęcia. Trochę nuda ale przynajmniej spokojnie. Pomijając fakt, że zaczynam czuć sapanie pracy licencjackiej na karku i trochę boję się do niej odwrócić. Oczywiście zaczęłam już pisać... tylko na razie mentalnie. Jestem przynajmniej w tej dobrej sytuacji, że faktycznie wszystkie potrzebne do niej materiały już mam więc, wystarczy mi tylko znaleźć czas i chęci. A że niedługo już święta i błoga trzytygodniowa przerwa wraz z nimi to jest nadzieja, że w ogromie wolnego czasu uda mi się i na odrobinę chęci natrafić.

środa, 12 listopada 2014

Rosnę!

Oto ja... my, z powrotem! Nie pisałam ostatnio bo chciałam poczekać z nowościami do wizyty lekarskiej. I oto już za mną pierwsze dokładne badanie USG (robione między 11 a 14 tygodniem ciąży). Przyznam, że troszkę się stresowałam, ale stosunkowo niedużo, w porównaniu z samym początkiem ciąży. Badanie takie pozwala wykryć niektóre wady rozwojowe płodu i genetyczne (jak np. zespół Downa). Poszedł ze mną mój luby bo stwierdził ostatnio, patrząc na mój brzuch, że chyba go wkręcam z tą ciążą i musi się upewnić, że faktycznie coś tam jest. :) Było to bardzo fajne doświadczenie, zobaczyć  tak dokładnie fasolę i popatrzeć jak się rusza i macha kończynami. W prawdzie nie był jakoś szczególnie ruchawy i pan doktor musiał go trochę poszturchać, żeby się obudził, ale jakaś ręka i noga gdzieś tam śmignęła.
Mnie natomiast, ponownie zadziwił lekarz, który spojrzawszy na fasolę na monitorze zaczął wymieniać: "wątroba, jelita, serce, nerki, pęcherz moczowy, żołądek wszystko na swoim miejscu..." Spojrzałam więc nieco uważniej na brzuch fasoli i tylko przekonałam się o tym, że nie widzę tam nic oprócz szarych mroczków... No może faktycznie widać było bijące serducho ale reszta? Jakby nie było, wszystko jest w normie, wszyscy jesteśmy cali i zdrowi i spokojnie rośniemy sobie dalej.
Chociaż tak naprawdę to chyba tylko jedno z nas rośnie. Ja, cóż, nigdy specjalnie  nie miałam parcia ani nie czułam potrzeby odchudzania się, ale na dzień dzisiejszy mogę stwierdzić, że jeśli kiedykolwiek próbowałam czegokolwiek to nic chyba nie dało takich efektów jak właśnie ciąża.  Od początku zeszły mi trzy kilogramy (na wadze, bo ile w rzeczywistości to trudno powiedzieć; fasola też rośnie i coś swojego waży). Dość faktycznie wyszczuplałam co w zasadzie mnie cieszy. Lekarz powiedział, że na początku ciąży to nic strasznego więc też się nie martwię.
Poza tym czuję się całkiem nieźle i zaczynam znów trochę się szlajać. Chociaż teraz właśnie, gdy już prawie całkowicie minęły mi mdłości i wymioty, a brzuch nadal się nie pokazał, praktycznie nie czuję, że coś we mnie siedzi. Może i dla mnie było to USG, żebym się przekonała, że to serio się dzieje? Aczkolwiek pozostały mi problemy z żołądkiem i naprawdę jest bardzo niewiele produktów, po których czuję się dobrze. No więc też nie trudno się dziwić, że chudnę...