środa, 12 listopada 2014

Rosnę!

Oto ja... my, z powrotem! Nie pisałam ostatnio bo chciałam poczekać z nowościami do wizyty lekarskiej. I oto już za mną pierwsze dokładne badanie USG (robione między 11 a 14 tygodniem ciąży). Przyznam, że troszkę się stresowałam, ale stosunkowo niedużo, w porównaniu z samym początkiem ciąży. Badanie takie pozwala wykryć niektóre wady rozwojowe płodu i genetyczne (jak np. zespół Downa). Poszedł ze mną mój luby bo stwierdził ostatnio, patrząc na mój brzuch, że chyba go wkręcam z tą ciążą i musi się upewnić, że faktycznie coś tam jest. :) Było to bardzo fajne doświadczenie, zobaczyć  tak dokładnie fasolę i popatrzeć jak się rusza i macha kończynami. W prawdzie nie był jakoś szczególnie ruchawy i pan doktor musiał go trochę poszturchać, żeby się obudził, ale jakaś ręka i noga gdzieś tam śmignęła.
Mnie natomiast, ponownie zadziwił lekarz, który spojrzawszy na fasolę na monitorze zaczął wymieniać: "wątroba, jelita, serce, nerki, pęcherz moczowy, żołądek wszystko na swoim miejscu..." Spojrzałam więc nieco uważniej na brzuch fasoli i tylko przekonałam się o tym, że nie widzę tam nic oprócz szarych mroczków... No może faktycznie widać było bijące serducho ale reszta? Jakby nie było, wszystko jest w normie, wszyscy jesteśmy cali i zdrowi i spokojnie rośniemy sobie dalej.
Chociaż tak naprawdę to chyba tylko jedno z nas rośnie. Ja, cóż, nigdy specjalnie  nie miałam parcia ani nie czułam potrzeby odchudzania się, ale na dzień dzisiejszy mogę stwierdzić, że jeśli kiedykolwiek próbowałam czegokolwiek to nic chyba nie dało takich efektów jak właśnie ciąża.  Od początku zeszły mi trzy kilogramy (na wadze, bo ile w rzeczywistości to trudno powiedzieć; fasola też rośnie i coś swojego waży). Dość faktycznie wyszczuplałam co w zasadzie mnie cieszy. Lekarz powiedział, że na początku ciąży to nic strasznego więc też się nie martwię.
Poza tym czuję się całkiem nieźle i zaczynam znów trochę się szlajać. Chociaż teraz właśnie, gdy już prawie całkowicie minęły mi mdłości i wymioty, a brzuch nadal się nie pokazał, praktycznie nie czuję, że coś we mnie siedzi. Może i dla mnie było to USG, żebym się przekonała, że to serio się dzieje? Aczkolwiek pozostały mi problemy z żołądkiem i naprawdę jest bardzo niewiele produktów, po których czuję się dobrze. No więc też nie trudno się dziwić, że chudnę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz