czwartek, 18 grudnia 2014

Co za różnica?

Ostatnio, gdy już rozmawiam z ludźmi o Fasolce, rozmowa schodzi na płeć malucha. I pomijając wielkie zdziwienie, gdy mówię, że chcemy mieć niespodziankę, zawsze dochodzi pełne zaskoczenia pytanie jak kupimy ubranka i czy chcemy to zrobić dopiero po porodzie. I tu nasuwa mi się jedna dość istotna kwestia: CO ZA RÓŻNICA?!
Czy jest jakiś tajny dress code dla niemowląt określający, że konkretnie te właśnie kolory/ fasony/ kroje/ wzorki przeznaczone są dla chłopczyków a inne dla dziewuszek? Czy może w sprzedaży są tylko niebieskie i różowe ubranka, które przecież w stu procentach określają nam płeć dziecka i absolutnie nie wolno ich pomylić? Czy ktoś może mi powiedzieć, czy to jest ciuszek babski czy męski:
Albo ten, bo ja się chyba pogubiłam: 

Poza tym, nie oszukujmy się. Małe dzieci rosną szybciej niż nasz dług publiczny, więc na ile mogą wystarczyć rzeczy kupione przed porodem? Dwa miesiące? (Szczerze mam nadzieję, że jednak na troszkę dłużej...)
Tak więc, jeśli ktoś byłby mi jednak uprzejmy wytłumaczyć dokładnie tą kwestię to byłabym bardzo wdzięczna. Na dzień dzisiejszy mimo wszystko jednak chyba pozwolę sobie zaryzykować okropne faux pas i chyba kupimy przed rozwiązaniem chociaż coś na start.
Jeśli chodzi o samą Fasolę to zdaje się, że czuje się świetnie a ja zastanawiam się czy jest w stanie zrobić mi siniaki od środka bo kopie całymi dniami (i niekiedy nocami) jakby mu za to płacili. Mam wrażenie, że czuję każdy jego ruch i nie trudno już go wyczuć nawet gdy ktoś mi kładzie rękę na brzuchu. Ale jest chociaż na tyle miły, że w końcu teraz, przed świętami zaczął mi pozwalać jeść trochę normalniej. Mam nadzieję, że w Wigilię będę już mogła sobie troszkę pofolgować.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz