wtorek, 20 stycznia 2015

Chora Mama i sesja za pasem

Przeziębienie? Dobry żart. Po roku w Mongolii gdzie przez 6 miesięcy temperatura nie weszła na plus ani razu powinnam być zahartowana na najbliższe trzy lata co najmniej. No i cieplutko się przecież ubieram. Co zatem? Zatem mój żołądek odmówił w niedzielę współpracy i stwierdził, że świństwa jem a on świństew nie lubi. Nie bardzo niestety wiem co mu zaszkodziło, bo akurat dzień wcześniej nie jadłam nic co było szczególnie podejrzane. Już bardziej mogłabym się takiej reakcji spodziewać po spotkaniu z ambasadorami Azji i Afryki, które organizował mój wydział w zeszłym tygodniu i gdzie ambasady przygotowywały poczęstunki ze swoich tradycyjnych potraw. Ot, cała Azja i Afryka smaków przeszły niezauważone aby w niedzielę nagle zaszkodził mi domowy obiadek. No cóż, i tak bywa.
Sytuacja nie wyglądała zbyt kolorowo bo żołądek postanowił w pewnym momencie nie przyjmować nie tylko żadnych posiłków stałych ale i płynów i gotowa już byłam jechać do szpitala, gdy w końcu trochę odpuścił. I całe szczęście bo bałam się, że będą mnie chcieli zostawić na kroplówce i obserwacji a ja od dziś mam zaliczenia i egzaminy! I może nawet czegoś bym się w szpitalu pouczyła, ale przegapić sesji bym bardzo nie chciała. Nie mam za dużo zaliczeń, więc nie ma tragedii a ja po studencku zamartwianie się zostawiam na ostatnie pięć minut przez egzaminem. Bo po co się stresować? Stres jest bardzo niewskazany, zwłaszcza w moim stanie.
Myślę, że istotniejszą sprawą od sesji jest dalej moja praca licencjacka. Zaliczenie jednego z przedmiotów to oddanie jej części, co z jednej strony mnie cieszy z drugiej niepokoi. Bo i mam jakiś imperatyw, żeby się za to zabrać tak... bardziej, a z drugiej prowadzący chce ode mnie tej części pracy, do której na razie nie mam zamiaru siadać. Bądź mądry i pisz wiersze...
Myślę też, że jest to dobry moment aby zaznaczyć, że na każde pytanie typu: "Jak ci idzie pisanie pracy?", "Zaczęłaś już coś pisać?" itp. będę ostentacyjnie odpowiadać, że nie zaczęłam i nie mam zamiaru zaczynać, niezależnie od stanu faktycznego. Mili moi, jak będę chciała na ten temat porozmawiać to z pewnością zacznę ten temat sama i nie trzeba mi przypominać co trzy miesiące, że jest już coraz mniej czasu.
Jeśli natomiast chodzi Fasolę, to zdaje się, że nie przejęła się zbytnio buntem mojego żołądka i dogadza jak zawsze. Tylko musiałam na kilka dni przejść na trochę lżejszą dietę więc znów mogę zapomnieć o wszelkich dodatkowych kilogramach. Do tej pory wychodzę na 0, jeśli chodzi o przybieranie na wadze i nie wiem czy mam się z tego cieszy czy powinnam zacząć niepokoić. Według średniej powinnam do teraz przytyć 5-7 kilogramów. Czy to tak jakbym te 5-7 kilogramów teraz schudła?
Pomijając jednak wszelkie zdrowotne dywagacje to w naszym domku powoli zaczęła panować atmosfera wicia gniazdka. I tak oto przygotowujemy się do małego przemeblowania, które jest niezbędne aby Fasolce zrobić trochę miejsca w naszym M-6. Dodatkowo zaczęliśmy negocjować porozumienie, na podstawie którego będziemy mieli dzielić się obowiązkami względem Fasolki. Zaproponowałam  żeby podzielić się po równo, czyli jak ja biorę na siebie pierwsze dziewięć miesięcy teraz to Mój Luby mógłby zamienić mnie na następne dziewięć miesięcy i tak dalej. Na razie dyskusja jest otwarta i coś ten mężczyzna kręci na to nosem, ale moim zdaniem propozycja jest uczciwa.

2 komentarze:

  1. Spodobały mi się Twoje negocjacje. Z racji tego, ze nie miałam z kim negocjować moje dziecko poświęca mi 100% swojej uwagi :-) a może to ja jemu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, nic z tego niestety. Coś marudzi, że praca i w ogóle...

      Usuń