niedziela, 25 stycznia 2015

Krnąbrne łóżeczko

Wspominałam już chyba wcześniej, że zakupiliśmy już łóżeczko dla Fasolki. Z kilku powodów zdecydowaliśmy się na turystyczne, składane zamiast standardowe drewniane. Wydawały się one ładniejsze, poręczniejsze, bardziej wielofunkcyjne i bezpieczniejsze dla dziecka, które przez brak drewnianych desek, nie ma się o co uderzyć. Dziś postanowiliśmy je rozłożyć na próbę i zobaczyć ile będzie faktycznie zajmować miejsca i o ile mniejszy materac do sypialni musimy sobie kupić. Teraz mamy burżujski 160x200 na którym mogłoby się na upartego i sześć osób zmieścić. Nie dziwota, że przywykliśmy do przestrzennych, sypialniowych luksusów. Szczęśliwie będziemy mogli pozwolić sobie na nowy niewiele krótszy bo powinien bez problemy wejść razem z łóżeczkiem materac o szerokości 140cm.
Wracając jednak do samego łóżeczka, to okazało się ono bardzo nieskore do współpracy. Z instrukcji wynika, że wystarczy je rozłożyć, pociągnąć najpierw za poprzeczne, górne boki, potem za te podłużne i wszystko się cacuśnie zablokuje i będzie stało. Wygląda na to, że nawet jedna osoba powinna sobie z tym poradzić w trzy minuty. Jednakże poprzeczki miały gdzieś to czy się je ciągnie, szarpie, bije czy obrzuca je obelgami. Oczywiście nie wszystkie tylko trzy, kompletnie nie chciały się złożyć i wisiały cały czas smętnie, sprawiając, że łóżeczko składało się do środka. Ostatnia poprzeczka zablokowała się zaraz po wyjęciu z pudełka i ona z drugiej strony nie chciała drgnąć nawet odrobinę, żeby się później złożyć.
Trochę zagubieni i poirytowani siedzieliśmy kilka minut nad łóżeczkiem, którego już ani złożyć, ani rozłożyć się nie dało. I jak tu nawet to zareklamować i odesłać, jak ta przeklęta poprzeczka nie chciała ani drgnąć?
Zrezygnowana zapytałam o radę wujka googla, który trochę mnie pocieszył. Choć w zasadzie nie wiem, czy fakt iż co druga osoba zakupująca tego typu łóżeczko ma podobne problemy, powinien być pocieszający. Jednak kierując się drobnymi radami osób, które przed nami już przeszły to piekło, udało nam się ostatecznie dziada złożyć. I wygląda naprawdę fajnie, ładnie i poręcznie. I chyba będzie tak musiało wyglądać przez najbliższe cztery miesiące... na środku naszego mieszkania... bo jak wspomniałam już, złożyć się go nie da...
Trochę utrudnia całą sprawę fakt, że zajmuje połowę M6 a miejsce, które dla niego mamy przeznaczone na razie zajmują półki z książkami i część wspomnianego wyżej materaca. Ale na dziś przynajmniej kapitulujemy. Niech sobie tu stoi i straszy. Może jutro uda nam się je jakoś złożyć.



1 komentarz:

  1. Te typy chyba faktycznie tak mają. Mamy kojec działający na podobnej zasadzie, ileż ja się naklnę przy jego rozstawianiu i składaniu to tylko moje :-) pozdrawiam konstruktorów tych bobasowych super łóżeczek i kojców. Pocieszam się tylko, ze jeżeli chodzi o składanie jest to tak utrudnione by dziecko samo przypadkiem kojca nie złożyło, ale że z rozłożeniem jest problem, to tego już nie rozumiem.

    OdpowiedzUsuń