wtorek, 31 marca 2015

Matemtyka ciąży

Dziś trochę o liczbach, jakie się najczęściej pojawiają gdy mówimy o ciąży.

Przede wszystkim czas trwania ciąży. Mówi się, że cała ciąża trwa 40 tygodni (+/- 2 tygodnie). W Polsce, zdaje się, że dwie najbardziej powszechne metody obliczania terminu porodu to:
- obliczenie 40 tygodni od daty rozpoczęcia ostatniej miesiączki (co w zasadzie daje nam ciążę trwającą ok 38 tygodni, nie 40),
- dodanie siedmiu dni do ostatniej daty miesiączki i odjęcie trzech miesięcy.
Wynik w zasadzie jest ten sam. Jednak jak wyżej wspomniałam przyjmuje się możliwe odchylenie 2-óch tygodni od tak wyliczonego terminu. Znaczy to że dzieci urodzone między 38 - 42 tygodniem uznawane są za dzieci urodzone w terminie. W moim przypadku oznacza to,że mogę urodzić jakoś między 6 maja a 3 czerwca (dokładny termin mam na 20 maja). Dość spora rozpiętość.

Ciąża trwa 9 miesięcy (każdy to wie, prawda). Jednak co specjalista to pojawiają się rozbieżności co do tego jak te 9 miesięcy liczyć. Skąd ten problem? Bo 40 tygodni nie do końca pokrywa nam się z 9 miesiącami kalendarzowymi. Niektórzy idą na łatwiznę i liczą po prostu 10 miesięcy księżycowych (1 miesiąc = 4 tygodnie). Ja jednak przyjęłam niżej podany schemat obliczania miesięcy:
1 miesiąc - 0-4,5 tyg.
2 miesiąc - 4,5-9 tyg.
3 miesiąc - 9-13,5 tyg.
4 miesiąc - 13,5-18 tyg.
5 miesiąc - 18-22,5 tyg.
6 miesiąc - 22,5-27 tyg.
7 miesiąc - 27-31,5 tyg.
8 miesiąc - 31,5-36 tyg.
9 miesiąc - 36-40 tyg.
Wszystko jasno i wyraźnie. Jeden miesiąc to 4,5 tygodnia. W innych tabelkach zwykle wychodziło, że niektóre miesiące mają pięć tygodni inne cztery i nie było to niczym uzasadnione a niektóre były w ogóle od czapy a tu przynajmniej takich wątpliwości nie ma. 

Kolejny problem to tygodnie. Tutaj też pojawia się mnóstwo dyskusji na forach internetowych. A w czym problem? Bo czy np. 20 tydzień ciąży i 3 dni to naprawdę 20 tydzień (jako skończony) czy już 21 (jako rozpoczęty)? Z tego co widziałam to podział między tymi dwoma metodami jest mniej więcej równy. Ja dostosowałam swoje obliczenia do swoich lekarzy czyli liczę skończone tygodnie (czyli przeciwnie do miesięcy). I tak mówię, że ciąża ma 20 tygodni ale jestem w piątym miesiącu. W zasadzie można by to odwrócić i powiedzieć, że jestem w 21 tygodniu ciąży i ciąża ma 4 miesiące. Jak kto woli, da się to jeszcze pomieszać na kilka sposobów ale sens zostaje ten sam. Ja jednak liczę tygodnie już skończone.

Waga. Och, jakże to jest sporny temat. I nic dziwnego. Tutaj nie ma żadnych reguł. Każda kobieta i każda ciąża jest inna. Niemniej jednak jakieś cyferki i w pod tym względem można podać. Przede wszystkim przyjrzyjmy się temu co i ile w ciąży waży:
- dziecko ok. 3,5 kg
- macica ok. 1 kg
- zwiększona ilość krwi i dodatkowe płyny ok. 3 kg
- płyn owodniowy (wody płodowe) ok. 1 kg
- łożysko ok. 1 kg
- piersi ok. 0,5 kg
Razem ok. 10 kg. Cała reszta to tkanka tłuszczowa (po części niezbędna i szybko spalana w czasie karmienia piersią).

Więc ile można przytyć? Można przytyć oczywiście ile się chce. W końcu kto ciężarnej zabroni zjedzenia tortu czekoladowego gdy ma na niego ochotę... raz dziennie... ew. cztery.
Co jednak podają mądre tabelki? W zależności od twojej wagi sprzed ciąży:
- w przypadku niedowagi można przytyć do 16 -17 kg
- przy wadze normalnej 12 - 15 kg
- przy nadwadze 7 - 10 kg
- przy otyłości nie więcej niż 7 kg.

Podane przeze mnie liczby starałam się uśredniać po zaczerpnięciu informacji z różnych źródeł.
Jeśli chodzi o mnie to chyba tych 10 kg nie przekroczę. Na razie stanęłam na 5~6 i dobrze się z nimi czuję. Chociaż widzę, że przez mdłości na początku ciąży trochę wyszczuplałam więc chyba dobrze rokuje to na moją sylwetkę po porodzie. Fasola może mieć już pod 2 kg ale naprawdę nie obraziłabym się, jakby do porodu uzbierało jej się nie więcej niż trzy. Ja sama urodziłam się ważąc ponoć jakieś 2600 g. A teraz te dzieci takie wielkie wychodzą...


niedziela, 29 marca 2015

Biegać po lazarecie!

No właśnie. Niefortunnie zapanował u nas lazaret. M. rozłożył się nieco i cierpi więc wyjątkowo cały weekend mamy domowy. Ku jego umiarkowanym niezadowoleniu sięgnęłam do medycyny ludowej i napasłam go (i siebie profilaktycznie też) czosnkiem i poję regularnie herbatką malinową. Do tego mnóstwo miodu, który i tak schodzi u nas zawsze jak świeże bułeczki i kogel-mogel na gardło. Do tego M. posiłkuje się też jakimiś proszkami na przeziębienie więc liczę na to, że taka intensywna terapia przyniesie efekty. No i żebym się tylko nie zaraziła. Na szczęście nic na razie na to nie wskazuje.
Oprócz tego stary Hermesik robi wrażenie jakby przestały mu pomagać leki przeciwbólowe, które dostaje więc też jest w nie najlepszym stanie i na koniec, wisienka na torcie, Neska która od dwóch dni wymiotuje i ma biegunkę. Noc była ciężka, i co chwilę któryś z psów nas budził a ja byłam już bardzo bliska rękoczynów. I zła trochę jestem na siebie za ten brak cierpliwości do cierpiących zwierząt. Bo to nie ich wina, że coś boli lub, że potrzebują wyjść. Niemniej jednak wstałam rano zła jak osa i psy same mi już z drogi schodziły.

Poza tym muszę przyznać, po raz kolejny, że Pan Wałek i to, że mogę spać na brzuchu bardzo mnie ratuje. W piątek, gdy zdarzyło mi się dłużej posiedzieć przed komputerem przy pisaniu pracy, nagle okazało się, że moje plecy odmawiają współpracy. (A tak się chwaliłam, że nic mnie nie boli, prawda?) Nie było łatwo, bo praktycznie każda pozycja, po tym okresie zasiedzenia się okazywała się niezdolna do wytrzymania. Posiedzieć? Nie dłużej niż 5-10 min. Położyć się? To samo - plecy krzyczą z bólu. Stać? Jeśli chociaż nie drepczę w miejscu to lepiej żebym usiadła. Nie mniej jednak jest prosta metoda na poradzenie sobie z tym. Ćwiczenia! I sięgnęłam po to niemal od razu. Pół godziny ćwiczeń z czego głównie rozciągające i praktycznie wszystko mija jak ręką odjął. No właśnie. Bo dopóki jestem cały czas aktywna w ciągu dnia i coś robię i nie zatrzymuję się na dłużej niż godzina/półtorej w jednej pozycji to wszystko jest ok. Do tego regularne ćwiczenia i o jakimkolwiek bólu można zapomnieć. Tak więc, przynajmniej jak dla mnie, podstawa to ruch, ruch, ruch i jeszcze trochę ruchu. Basen, ćwiczenia, spacery z psami czy cokolwiek byleby się nie zastać i wszystko jest w porządku.

czwartek, 26 marca 2015

32 tydzień ciąży - przegląd internetów

Kurcze, już chyba powoli zbliżamy się do finiszu. Sprawdźmy, co mówią nam mądre portale.

"Bóle pleców, zgaga, trudności z oddychaniem – to codzienność ciężarnych w ósmym miesiącu ciąży."
Hmmm ... nope? Kurcze, może nie jestem w ciąży?

"Szczególnie dokuczliwa może się okazać ciągła konieczność chodzenia do toalety, która zwłaszcza w nocy będzie się przyczyniać do rosnącego niewyspania i zmęczenia."
A mnie się właśnie zaczęło tak dobrze spać! Pan Wałek naprawdę pomaga i zdarza się, że w nocy wstanę tylko ze dwa razy i budzi mnie dopiero budzik. Cudne uczucie. Zaczęłam się znów wysypiać!

"Coraz większy brzuch utrudniał będzie znalezienie wygodnej pozycji w łóżku do spania."
J.w. No i mój lekarz powiedział, że nie ma przeciwwskazań do spania na brzuchu więc już się nie krępuję nawet.

"Twój brzuch ma imponujące rozmiary, więc naturalnie możesz czasem tracić poczucie równowagi."
Ma co? Mam znajomych, którzy dopiero w zeszłym tygodniu zorientowali się, że jestem w ciąży. Ja wiem, że wiele zależy od tego co mam na sobie, niemniej jednak zakładam, że brzuch imponujących rozmiarów, nie dałby się schować pod ciut luźniejszym t-shirtem.

"Masz prawo czuć się coraz gorzej."
A mam też prawo czuć się coraz lepiej?

No więc tak wyglądają internetowe mądrości: "Jest ci, źle i niedobrze i z każdym dniem będzie coraz gorzej." A ja naprawdę zaczęłam się czuć lepiej. Jeśli wcześniej zdarzało mi się, że pobolewała mnie łopatka to już dawno to przeszło. Zaczęłam się znów wysypiać i w zasadzie mogę jeść już o wiele więcej rzeczy, spośród tych których jeszcze niedawno przez ciążę nie tolerowałam. Mam sporo energii a że zrobiła się ładna pogoda to w wolnych chwilach wykorzystuję to na np. długie spacery z psem. Strasznie mnie rozpiera, żeby wsiąść na rower i pojechać gdzieś w las ale dam radę wstrzymać się z tym jeszcze chwilę. No i kurcze, żyć nie umierać!
No ok, trochę mnie dobiła w tym tygodniu wyrzynająca się ponownie 8-ka. Nie wiem czemu i jak ale zaczęła znów rosnąć, choć myślałam, że wszystkie są już całkiem wyrośnięte. Nie wiem jednak, czy mogę zaliczyć ją do uciążliwych objawów ciążowych. Obawiam się że nie.
Jeśli chodzi o Fasolę to kręci się, słucha mamy i taty i bardzo często miewa czkawkę. Siedzi dalej głową w dół i niech tak już pozostanie.
A mój brzuszek? No rośnie - trudno, żeby malał - niemniej jednak przekonałam się, że kupowanie ubrań dla ciężarnych byłoby mało sensownym pomysłem w moim przypadku. Oprócz spodni oczywiście. Chodzę dalej w swoich bluzkach, kurtka i bluzy wszystkie się jeszcze bez płaczu dopinają i tylko kupiłam dwa dłuższe t-shirty, choć dalej w moim zwykłym rozmiarze, coby tylko za brzuch sięgały.
No i naprawdę kurcze zbliżamy się do finiszu.

niedziela, 22 marca 2015

31 tydzień - ruchy dziecka

Jak w tytule, podrzucam dziś kolejny filmik z nagraniem ruchów Fasoli. Choć teraz to już porządny gar fasolki po bretońsku by z tej "Fasoli" wyszedł pewnie. Filmik w zdecydowanie lepszej jakości w porównaniu do poprzedniego i zdecydowanie wyraźniej widać gdzie to w tym brzuchu siedzi.


Ponadto mam już za sobą USG, o którym pisałam. Jak widać moje obawy co do ułożenia Fasolki były bezpodstawne bo już siedzi głową w dół. I niech już tak lepiej pozostanie. Tak więc wielkie wystające coś, w okolicy moich żeber musi być zatem tylną częścią ciała a nie piękną okrągłą główką jak mi się wcześniej wydawało. Całe badanie wyszło bardzo dobrze i wszystko rozwija się tak jak powinno. Orientacyjna waga to ok 1600g czyli ładnie wpasowujemy się w normy. Choć słyszałam, że taki pomiar może się czasem mylić i o ok. 500g (zwykle zawyża). Niemniej jednak nie wydaje mi się, żeby Fasola miała przekroczyć 4kg. Byłabym bardzo zawiedziona gdyby tak było i chyba bardzo zaskoczona. Na razie sama przytyłam jakieś pięć. Ponadto pan doktor nie wygadał się co do płci a ja na wszelki wypadek unikałam patrzenia na monitor.

M: - Doktor się wygadał?
Ja: - Nie, nic nie powiedział.
M: - Super. To już na pewno będzie niespodzianka.
Ja: - Będzie dziecko. ... Dziecko niespodzianka!

Poza tym doktor się bardzo uśmiał bo udało mu się zrobić Fasoli zdjęcie gdy ta wkładała sobie palec do ucha.
No i w końcu dotarł do nas nasz piękny wózeczek. Wypróbowaliśmy go, korzystając z pięknej pogody, podczas spacerku powrotnego ze sklepu. Prowadzi się bardzo łatwo, jest lekki, ładny i ma całą masę rozmaitych funkcji, które z chęcią przetestowaliśmy po powrocie. Wypinanie, przepinanie,dopinanie, składanie, rozkładanie, kołysanie, hamowanie i najważniejsze rozjeżdżanie psów (w ramach sprawdzenia jak prowadzi się po trudnym terenie).


piątek, 20 marca 2015

Czuję

Coraz mniej czasu zostało. Dwa miesiące niespełna. I w zasadzie czuję się nieco lepiej niż ostatnio. Poradziłam sobie trochę ze snem. Spanie na brzuchu na Wałku faktycznie zdaje egzamin. Gdy natomiast leżąc na boku podsunę Pana Wałka pod talię i tak zasnę to też mnie potem nic nie boli. Wszystko to jest oczywiście dość mało wygodne ale zasnąć się da i to się liczy. Wróciłam więc do schematu: kilka pobudek w nocy i natychmiastowy powrót do spania. Tak już się da wyspać. Chwała Bogu. Już ten finisz nie wygląda tak źle jak się zapowiadał. Poza tym dalej latam wszędzie jak zwykle. Nawet ostatnio dużo łażę po mieście załatwiając różne rzeczy i włócząc się przy różnych okazjach. Lubię łazić. Lubię dużo łazić i cieszę się, że mogę to cały czas robić bez problemu. No może mam trochę zmiażdżone płuca i bywa, że się nieco zasapię przy zbyt dużym wysiłku ale kto by się tym przejmował?
Z tego co mi się wydaje to Fasola nadal siedzi w poprzek. Rzadko więc zdarza się, że wsadzi mi coś pod żebro i częściej kopie nadal w pęcherz i jakieś tam flaki. Niemniej jednak czasem zdarza mi się zarobić niezłego kopa. Ostatnio nawet, gdy wieczorem wracaliśmy z M. do domu Fasola postanowiła chyba zrobić jakiś karkołomny obrót i prawie zwijałam się z bólu. Mogłaby już dla świętego spokoju obrócić się głową do dołu. Już bym nawet zniosła te kuksańce pod żebra, które także są potwornie nieprzyjemne ale przynajmniej wiedziałabym, że wszystko gotowe i w pozycji "wyjściowej".
No bo znalazłam sobie nowy powód do zmartwień. "Co jeśli Fasolka się nie obróci głową do dołu?" Oczywiście w takim wypadku cesarskie cięcie a ja nie chcę cesarskiego cięcia. Już się nastawiłam na poród naturalny i chciałabym, żeby tak zostało. Nie uśmiecha mi się wizja krojenia mnie i potem jeszcze leczenia dziury w brzuchu. Nie, jakoś mnie to bardziej przeraża niż normalny poród. Wiem, że Fasola ma jeszcze jakieś pięć tygodni na skakanie po brzuchu jak jej się żywnie podoba ale na wszelki wypadek zaczęłam już robić ćwiczenia, które rzekomo mają zachęcić ją do obrócenia się. Zaszkodzić nam to nie zaszkodzi a może faktycznie coś da.
Poza tym zaczęłam się ostatnio bardziej zastanawiać nad płcią Fasolki. Nie chcę jej znać do porodu, zdania nie zmieniłam, ale zastanawiam się czy faktycznie można w jakiś sposób to wyczuć. Kobiety, które od razu decydują się na poznanie płci dziecka nie mają szansy nawet na sprawdzenie swojej intuicji czy instynktu. Dawniej jednak tak nie było, stąd też rozmaite sposoby na wywróżenie płci. Ja się za to zastanawiam, czy faktycznie przeczucie matki ma jakieś znaczenie. Jeśli chodzi o mnie to prawie od początku ciąży sądziłam, że będzie chłopak. No i zdecydowana większość znajomych i rodziny stawia na chłopaka. Nie wiem jednak, czy sama nie obstawiałam chłopaka tylko dlatego, że troszkę bardziej chciałam jednak syna niż córę. Ostatnio natomiast mam silne przeczucie, że jednak będzie baba. Nie wiem dlaczego ale po prostu czuję, że noszę pod serduchem dziewczynkę. Dowiemy się prawdy już niebawem.
Tymczasem czeka mnie dziś ostatnie ciążowe USG. Będę musiała na wstępie zaznaczyć panu doktorowi, żeby ocenzurował mi wszystkie zdjęcia i nie pokazywał monitora. Może tylko gdy będzie widać buźkę. Spojrzałabym chętnie na buźkę Fasolki. Ponoć jest już bardzo podobna do stanu ostatecznego. W zasadzie Fasola już tylko tyje i kończą rozwijać się płucka. Gdyby urodziła się dziś miałby szanse na przeżycie bliskie 100%. Jednak im dłużej tym lepiej. Niech sobie tam siedzi co najmniej do końca długiego weekendu. Albo do mojej obrony, jeśli nie uda mi się tego załatwić wcześniej.

niedziela, 15 marca 2015

Odliczanie i postrzeganie

A i owszem. Zaczynam odliczać dni. Nie z niecierpliwości czy w wielkim napięciu tylko już chyba trochę ze zmęczenia. Sen mnie wykańcza. Brak snu mnie wykańcza. Na myśl o tym, że muszę położyć się spać i męczyć kolejną noc trochę tracę... motywację. Nie pamiętam już jak to jest położyć się spać wieczorem i obudzić się dopiero rano. I to nie o pierwszej rano tylko gdy słońce już wstanie i w ogóle. Och tak, to takie miłe było kiedyś jak człowiek się budził w nocy a to dopiero była pierwsza. Miał jeszcze całą noc spania przed sobą! Ja mam wrażenie, ze jest to bardziej "jeszcze cała noc do przetrwania".
No dobra, ale kończę narzekania. Jestem w końcu w stanie błogosławionym i radować mi się nie płakać.
Tak więc, moja ciąża jest już ogólnie wiadoma wśród znajomych. Najczęściej spotykam się z dwoma różnymi postawami, jakie przyjmują ludzie gdy ze mną rozmawiają.

1. Troskliwy Miś
- "Jak się czujesz? Wszystko w porządku?"
- "Trzeba cię jakoś rozpieszczać teraz. W czymś ci pomóc?"
- "A jak ojciec dziecka? Wiesz, z mężczyznami to różnie bywa."
- "Niczym się nie przejmuj, wszystko zrobimy tak, żeby było dobrze. Tobie to się teraz należy."
- "Czy jest coś co mogę dla ciebie zrobić? Jakbyś potem potrzebowała pomocy z dzieciaczkiem to pamiętaj o mnie."
A na każdą wiadomość, że wszystko jest ok Troskliwy Miś reaguje szczerym uśmiechem.

2. Taktowny Milczek
Taktowny Milczek zwykle unika patrzenia na mój brzuszek, patrzenia na mnie, absolutnie nie wspomni o moim stanie i najchętniej nie wchodziłby w żadną interakcję. Gdy jednak musi będzie taktownie ignorował wszystko co związane z moją ciążą. Nie jest przekonany czy mi współczuć bo naprawdę żal mu jest tego "skrzywdzonego dziecka", które nie zdążyło zakosztować na dobre życia i już będzie się musiało babrać pieluchami czy boi się poruszać ten temat, żeby nie dobijać mnie jeszcze bardziej, czy nigdy w życiu wcześniej nie widział ciężarówki z tak bliska i po prostu panikuje. Część Taktownych Milczków ma to też zapewne kompletnie w poważaniu a część zdaje się być jakoś tak... zniesmaczona.
Niemniej jednak taktowny milczek zrobi wszystko aby nie wspomnieć o moim brzuszku.

Oczywiście nie są to jedyne postawy z którymi się spotykam a te występujące najczęściej. Część ludzi przyjmuje postawę pośrednią miedzy obydwoma wymienionymi.
-"Och, gratuluję! To naprawdę cudownie. Jakbyś czegoś potrzebowała to daj znać. Niczego nie potrzebujesz i czujesz się dobrze? Świetnie, więc nie poruszajmy już tego tematu..."

Jeśli chodzi o mnie to w zasadzie nie wiem czego sama mogłabym od ludzi oczekiwać. W zasadzie to jest mi wszystko jedno kto jak zareaguje, choć miło jest usłyszeć kilka życzliwych słów. Nie oczekuję jednak i raczej nie chciałabym być jakoś przesadnie w centrum uwagi. Sama nie wiem jaką postawę przyjęłabym osobiście gdybym miała ciężarówę wśród bliskich znajomych. Myślę, że teraz musiałabym się powstrzymywać się przed byciem "chodzącą dobrą radą" i "a u mnie to było...".

Kolejne wielkie odliczanie to czas jaki pozostał mi do obrony. Ustaliłam już z częścią wykładowców, że chciałbym zdawać egzaminy wcześniej i zgodzili się bez problemu, żebym zrobiła to już pod koniec kwietnia. Kurcze, naprawdę niewiele czasu zostało.


poniedziałek, 9 marca 2015

Wybieramy wózek

Prawdę powiedziawszy to nie sądziłam, że już teraz zaraz będziemy kupować wózek. Jeszcze spokojnie ze dwa miesiące do rozwiązania to po co się tak spieszyć? Niemniej jednak zaczęłam czytać trochę na ten temat od czasu gdy byliśmy na imprezie w Pałacu Prymasowskim. Tam właśnie była prezentacja wózków Bebetto i w zasadzie zaczęło trochę do mnie docierać, że za czymś tam trzeba się będzie w końcu rozejrzeć. I chyba gdyby nie tamta prezentacja to nawet nie wiedziałabym od czego zacząć. Niestety zakup wózka jest o tyle kłopotliwym przedsięwzięciem, że:
- ciężko zdobyć odpowiednie doświadczenie w tej dziedzinie bo dla większości ludzi jest to chyba jeden jedyny taki zakup w życiu i trudno mieć wcześniej o tym jakiekolwiek pojęcie,
- trzeba bazować na opiniach innych.
Dla mnie to trochę problem, z tego względu, że po pierwsze mam wrażenie czasem, że opinie piszą właśnie Ci, którzy są z jakiegoś powodu rozczarowani i chcą to gdzieś przelać bo reszta w zasadzie jest zadowolona i nie czuje potrzeby specjalnie się już w tej kwestii wypowiadać. Poza tym większość negatywnych opinii wygląda parafrazując tak:
"Zepsuło się tamto i siamto i już nam się nie podoba i w ogóle żenada i strata pieniędzy!! I ma brzydką torbę!"
Rzaaaaadko kiedy ktoś w ogóle wspominał coś o serwisie a wydaje mi się, że to chyba dość naturalne powinno być, że jak coś się psuje i jest na gwarancji to po prostu się to zgłasza i potem najwyżej narzeka. Ale co ja tam wiem?
No ale jakoś już doszliśmy do tego co nas interesuje i co mniej więcej chcielibyśmy kupić. Bebetto wydało mi się naprawdę fajnym połączeniem ceny do jakości i podobała mi się prezentacja przedstawiona na wspomnianej imprezie. Ponadto jest to polska firma i producent a dla mnie ma to też znaczenie. Z nudów sprawdziłam w weekend gdzie w Warszawie znaleźlibyśmy sklep, gdzie można by te wózki obejrzeć na żywo i okazało się, że jeden mamy bardzo blisko od domu. Super! To jedziemy, obejrzymy, pomacamy i zastanowimy się na spokojnie.
Co mnie najbardziej zaskoczyło? To, że pan sprzedawca, który wyraźnie miał bardzo dobrą i szeroką wiedzę na temat sprzedawanych produktów najlepiej przygotowany był z całej palety kolorów, które prezentują poszczególne modele. I w zasadzie wiele modeli między sobą różniło się tylko rodzajami obić, materiałami i dostępnymi kolorami. Poważnie?... Hańba wam przyszłe mamuśki. Gdy idąc do sklepu próbuję dowiedzieć się czegoś o amortyzatorach, składaniu, ciężarze, funkcjach, kołach i zabezpieczeniach a pan wita mnie z paletą dostępnych kolorów to jest to wasza wina. Na szczęście, tak jak mówiłam, pan chętnie odpowiedział na wszystkie nasze pytania i zaprezentował wszystko jak należy to widać było to jego nerwowe szukanie odpowiednich próbników gdy przechodziliśmy do następnych modeli. I nie bardzo chciał nam nawet uwierzyć, gdy próbowaliśmy go przekonać, że bardziej interesuje nas funkcjonalność a wygląd jest sprawą bardzo drugorzędną. Zrobił na nas jednak dobre wrażenie i zgodnie z założeniami mogliśmy pooglądać i pomacać wszystko na żywo (i obejrzeć wszystkie dostępne połączenia kolorów). No i wyszliśmy z zamówieniem na Bebetto Luca. I pomimo tego, że jechaliśmy tylko pooglądać to zadowoleni jesteśmy, że już w zasadzie będziemy mieć ten zakup za sobą. Bo kiedyś w końcu trzeba a i tak jesteśmy zdecydowani na dokładnie to.
Wózek wygląda dokładnie tak:























Mnie się podoba i mam nadzieję, że będzie ładnie i dobrze służył. No i najważniejsze, żeby Fasolce było w nim przytulnie i wygodnie.

sobota, 7 marca 2015

Czy ciężarna może spać na brzuchu?

1. Jest to wykonalne!
2. Nie ma żadnych informacji czy jest to zdrowe.

Ad. 1
Udało mi się! W swojej desperacji, po kolejnej z rzędu przepłakanej nocy udało mi się znaleźć sposób, żeby spać na brzuchu! Pan Wałek spisał się przy tym na piątkę. Zobaczcie sami:


Brzucho idealnie wpasowuje się w dziurę zrobiona z Pana Wałka. Poduszka asekuracyjna (ewentualnie dwie dopóki M. nie zaczyna protestować) daje poczucie płaskiej powierzchni i reszta tułowia nie leci w dół zaraz w miejscu gdzie kończy się Pan Wałek. Można przez to łatwo oddychać. 
Niestety nie daje się tak przespać całej nocy bo niestety system posiada tą wadę, że bardzo nagrzewa się brzuszek, nie mając żadnej wentylacji i po jakimś czasie robi się trochę za gorąco. Niemniej jednak daje mi to ze 3-4 godziny spokojnego snu każdej nocy a to naprawdę dużo!

Ad. 2
No właśnie. Tyle się można naczytać o spaniu na plecach, lewym czy prawym boku a nic nie ma na temat spania na brzuszku. Ja wiem, że zapewne mało kto w ogóle próbuje ale czy w ogóle są jakieś przeciwwskazania? Chodzi mi o coś typu "ucisk na żyłę główną w pozycji na plecach". Czy coś może uciskać Fasolę gdy leżę na brzuchu? Zakładam oczywiście, że dziura z Pana Wałka tworzy idealną, nieuciskową przestrzeń. Czy może mieć to jakieś inne negatywne konsekwencje? Nie wiem. Skoro jednak mam dzięki temu szansę być trochę bardziej wyspana to będę z tego korzystać.

Jeśli chodzi o Fasolkę to podobno jej węch jest już na tyle rozwinięty, że potrafi rozpoznać mój zapach i instynktownie powinna do mnie lgnąć po porodzie. To ciekawe strasznie. Ten zapach utrzymuje się gdzieś w wodach płodowych czy jak? Sama nie wiem czy bardziej mnie to zachwyca czy zniesmacza. Pamiętam jednak doskonale z własnego dzieciństwa, że bardzo wyraźnie czułam zawsze i lubiłam zapach mamy. Nie wiem, czy teraz straciłam już tą zdolność, czy po prostu nie mam aż tak bliskiego kontaktu z nią jak kiedyś ale mam wrażenie, że inne zapachy dookoła stanowczo dominują jej własny. Chyba, że naprawdę tylko jako dzieci jesteśmy bardzo wyczuleni, żeby za owy zapachem podążaći wyłapujemy go instynktownie spośród wszystkiego innego.

U mnie natomiast zaczęła się pojawiać tzw. linea negra, czyli ciemna linia biegnąca od pępka (czasem od samego mostka) do spojenia łonowego. Szczerze mówiąc to zauważył ją M. a ja dopiero po nim zwróciłam na nią uwagę bo ciężko powiedzieć, żeby była negra. Taki tam ciemniejszy paseczek. Jak dla mnie to ledwo widoczne. Poza tym nieustannie wątroba albo jakiś inny flak wbija mi się pod prawe żebro i już zaczynam mieć tego dosyć. Na początku był to tylko lekki dyskomfort ale teraz już praktycznie nie mogę usiąść zgarbiona. To dosłownie tak jakby ci ktoś wsadził coś pod to żebro i nic z tym nie możesz zrobić. Czuję to wyraźnie jak się schylam, zginam, garbię czy pochylam. Nie fajne. No ale co począć. Fasola wymaga coraz więcej miejsca i rozpycha mi flaki po bokach.

środa, 4 marca 2015

29 tydzień ciąży - Wychodzę z ukrycia

Zdejmuję bluzy! Inaczej, nadal wiele osób nie zauważyłoby, że jestem przy nadziei, choć może trudno w to uwierzyć, bo to już siódmy miesiąc. Spotykając jednak inne ciężarowy, zarówno na szkole rodzenia jak i na basenie, tylko utwierdzam się w przekonaniu, że mam naprawdę mały brzuszek. I dobrze! I oby tak do samego końca. Żadnych opuchlizn, żadnych żylaków, żadnych rozstępów i Bóg jeszcze wie czego. Jestem ciągle się bardzo sprawna i nie odczuwam nadmiaru kilogramów. Nie czuję, żeby zmienił mi się środek ciężkości, bez problemu się schylam, kucam... no ok, nie daje się już tylko założyć nóg za głowę (naprawdę próbowałam tylko M. mi powiedział, żebym przestała miażdżyć Fasolę). Jem już prawie normalnie, tylko nie mogę faktycznie cały czas ruszać pieczywa. A szkoda. Kanapki to naprawdę wygodny sposób na przekąskę na uczelni. A właśnie. Na uczelni zaczynam powoli umawiać się na moje zaliczenie egzaminów. Chciałabym zrobić to, jak już pisałam, przed rozwiązaniem, czyli koniec kwietnia/początek maja, żeby było trochę luzu. I wygląda na to, że nie będzie z tym problemu. Wszyscy wykładowcy (ci którzy się nie zorientowali sami to już im powiedziałam) podchodzą bardzo życzliwie do mojego brzuszka i w ogóle tak kameralnie i rodzinnie u nas. Tak więc jedyne co mi pozostaje to być dalej pilną studentką, chodzić dzielnie na zajęcia i skończyć elegancko pracę licencjacką. A potem już czekać na Fasolkę i cieszyć się wakacjami. No żyć nie umierać.
Jedyną rzeczą która naprawdę mnie wykańcza to... muszę napisać to po raz setny - sen. Nie mogę spać i nie wygląda na to aby cokolwiek miało się zmienić. Dalej budzę się obolała i zmęczona od spania na boku. Dalej ciężko mi zasnąć w tej pozycji i trudno mi już leżeć pół na brzuchu. Pan Wałek i M. są bardzo kochani i starają się pomóc i przyznaję, że bez nich to już dawno umarłabym pewnie na bezsenność ale żaden niestety nie jest złotym lekarstwem. Cieszę się ogromnie jak udaje mi się ciągiem przespać ze trzy godziny. To naprawdę dużo. Zwykle budzę się najpóźniej po jednej lub dwóch teraz niestety już ciężko mi zasnąć z powrotem. Wcześniej nie było z tym problemów. Coraz częściej muszę sobie ucinać drzemki w ciągu dnia, żeby jakkolwiek zregenerować siły.
Niemniej jednak, jeśli do końca ciąży ma to być moja jedyna niedogodność to zniosę ją cierpliwie!
A na koniec nasz brzuszek na dzień dzisiejszy:

 
I wiosna u nas na osiedlu!