niedziela, 29 marca 2015

Biegać po lazarecie!

No właśnie. Niefortunnie zapanował u nas lazaret. M. rozłożył się nieco i cierpi więc wyjątkowo cały weekend mamy domowy. Ku jego umiarkowanym niezadowoleniu sięgnęłam do medycyny ludowej i napasłam go (i siebie profilaktycznie też) czosnkiem i poję regularnie herbatką malinową. Do tego mnóstwo miodu, który i tak schodzi u nas zawsze jak świeże bułeczki i kogel-mogel na gardło. Do tego M. posiłkuje się też jakimiś proszkami na przeziębienie więc liczę na to, że taka intensywna terapia przyniesie efekty. No i żebym się tylko nie zaraziła. Na szczęście nic na razie na to nie wskazuje.
Oprócz tego stary Hermesik robi wrażenie jakby przestały mu pomagać leki przeciwbólowe, które dostaje więc też jest w nie najlepszym stanie i na koniec, wisienka na torcie, Neska która od dwóch dni wymiotuje i ma biegunkę. Noc była ciężka, i co chwilę któryś z psów nas budził a ja byłam już bardzo bliska rękoczynów. I zła trochę jestem na siebie za ten brak cierpliwości do cierpiących zwierząt. Bo to nie ich wina, że coś boli lub, że potrzebują wyjść. Niemniej jednak wstałam rano zła jak osa i psy same mi już z drogi schodziły.

Poza tym muszę przyznać, po raz kolejny, że Pan Wałek i to, że mogę spać na brzuchu bardzo mnie ratuje. W piątek, gdy zdarzyło mi się dłużej posiedzieć przed komputerem przy pisaniu pracy, nagle okazało się, że moje plecy odmawiają współpracy. (A tak się chwaliłam, że nic mnie nie boli, prawda?) Nie było łatwo, bo praktycznie każda pozycja, po tym okresie zasiedzenia się okazywała się niezdolna do wytrzymania. Posiedzieć? Nie dłużej niż 5-10 min. Położyć się? To samo - plecy krzyczą z bólu. Stać? Jeśli chociaż nie drepczę w miejscu to lepiej żebym usiadła. Nie mniej jednak jest prosta metoda na poradzenie sobie z tym. Ćwiczenia! I sięgnęłam po to niemal od razu. Pół godziny ćwiczeń z czego głównie rozciągające i praktycznie wszystko mija jak ręką odjął. No właśnie. Bo dopóki jestem cały czas aktywna w ciągu dnia i coś robię i nie zatrzymuję się na dłużej niż godzina/półtorej w jednej pozycji to wszystko jest ok. Do tego regularne ćwiczenia i o jakimkolwiek bólu można zapomnieć. Tak więc, przynajmniej jak dla mnie, podstawa to ruch, ruch, ruch i jeszcze trochę ruchu. Basen, ćwiczenia, spacery z psami czy cokolwiek byleby się nie zastać i wszystko jest w porządku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz