piątek, 20 marca 2015

Czuję

Coraz mniej czasu zostało. Dwa miesiące niespełna. I w zasadzie czuję się nieco lepiej niż ostatnio. Poradziłam sobie trochę ze snem. Spanie na brzuchu na Wałku faktycznie zdaje egzamin. Gdy natomiast leżąc na boku podsunę Pana Wałka pod talię i tak zasnę to też mnie potem nic nie boli. Wszystko to jest oczywiście dość mało wygodne ale zasnąć się da i to się liczy. Wróciłam więc do schematu: kilka pobudek w nocy i natychmiastowy powrót do spania. Tak już się da wyspać. Chwała Bogu. Już ten finisz nie wygląda tak źle jak się zapowiadał. Poza tym dalej latam wszędzie jak zwykle. Nawet ostatnio dużo łażę po mieście załatwiając różne rzeczy i włócząc się przy różnych okazjach. Lubię łazić. Lubię dużo łazić i cieszę się, że mogę to cały czas robić bez problemu. No może mam trochę zmiażdżone płuca i bywa, że się nieco zasapię przy zbyt dużym wysiłku ale kto by się tym przejmował?
Z tego co mi się wydaje to Fasola nadal siedzi w poprzek. Rzadko więc zdarza się, że wsadzi mi coś pod żebro i częściej kopie nadal w pęcherz i jakieś tam flaki. Niemniej jednak czasem zdarza mi się zarobić niezłego kopa. Ostatnio nawet, gdy wieczorem wracaliśmy z M. do domu Fasola postanowiła chyba zrobić jakiś karkołomny obrót i prawie zwijałam się z bólu. Mogłaby już dla świętego spokoju obrócić się głową do dołu. Już bym nawet zniosła te kuksańce pod żebra, które także są potwornie nieprzyjemne ale przynajmniej wiedziałabym, że wszystko gotowe i w pozycji "wyjściowej".
No bo znalazłam sobie nowy powód do zmartwień. "Co jeśli Fasolka się nie obróci głową do dołu?" Oczywiście w takim wypadku cesarskie cięcie a ja nie chcę cesarskiego cięcia. Już się nastawiłam na poród naturalny i chciałabym, żeby tak zostało. Nie uśmiecha mi się wizja krojenia mnie i potem jeszcze leczenia dziury w brzuchu. Nie, jakoś mnie to bardziej przeraża niż normalny poród. Wiem, że Fasola ma jeszcze jakieś pięć tygodni na skakanie po brzuchu jak jej się żywnie podoba ale na wszelki wypadek zaczęłam już robić ćwiczenia, które rzekomo mają zachęcić ją do obrócenia się. Zaszkodzić nam to nie zaszkodzi a może faktycznie coś da.
Poza tym zaczęłam się ostatnio bardziej zastanawiać nad płcią Fasolki. Nie chcę jej znać do porodu, zdania nie zmieniłam, ale zastanawiam się czy faktycznie można w jakiś sposób to wyczuć. Kobiety, które od razu decydują się na poznanie płci dziecka nie mają szansy nawet na sprawdzenie swojej intuicji czy instynktu. Dawniej jednak tak nie było, stąd też rozmaite sposoby na wywróżenie płci. Ja się za to zastanawiam, czy faktycznie przeczucie matki ma jakieś znaczenie. Jeśli chodzi o mnie to prawie od początku ciąży sądziłam, że będzie chłopak. No i zdecydowana większość znajomych i rodziny stawia na chłopaka. Nie wiem jednak, czy sama nie obstawiałam chłopaka tylko dlatego, że troszkę bardziej chciałam jednak syna niż córę. Ostatnio natomiast mam silne przeczucie, że jednak będzie baba. Nie wiem dlaczego ale po prostu czuję, że noszę pod serduchem dziewczynkę. Dowiemy się prawdy już niebawem.
Tymczasem czeka mnie dziś ostatnie ciążowe USG. Będę musiała na wstępie zaznaczyć panu doktorowi, żeby ocenzurował mi wszystkie zdjęcia i nie pokazywał monitora. Może tylko gdy będzie widać buźkę. Spojrzałabym chętnie na buźkę Fasolki. Ponoć jest już bardzo podobna do stanu ostatecznego. W zasadzie Fasola już tylko tyje i kończą rozwijać się płucka. Gdyby urodziła się dziś miałby szanse na przeżycie bliskie 100%. Jednak im dłużej tym lepiej. Niech sobie tam siedzi co najmniej do końca długiego weekendu. Albo do mojej obrony, jeśli nie uda mi się tego załatwić wcześniej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz