poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Czas zwolnić?

"Wiem, że najchętniej to byś wsiadła na rower, przejechała 10 km na siłownię, poćwiczyła ze dwie godziny (tylko, bo akurat spieszyłabyś się na basen), ale musisz wziąć poprawkę na swój stan błogosławiony." Tak mi powiedział wczoraj M. I obawiam się, że ma rację. Chyba muszę zwolnić. Nie będę już udawać, że jestem kompletnie niezdarta. Mam wrażenie, że moja ciąża po prostu pojawiła się w ciągu ostatnich trzech tygodni. Brzuchol wylazł na wierzch i jednak zaczął obciążać trochę plecki. Nie wykrzywiam się, nie mam lordozy i nie czuję w prawdzie nadal tej słynnej zmiany środka ciężkości jednak coś mi musi paskudnie uciskać na jakiś nerw. Przez to właśnie odpada siedzenie, jak pisałam już wcześniej. Nie najlepiej jest też jak stoję długo w miejscu. Po prostu najlepiej mi być ciągle w ruchu ale to niestety mało wykonalne. Na zajęciach zajmuję teraz miejsce pod oknem gdzie z reguły albo stoję całe półtorej godziny albo kucam przy kaloryferze jak czuję, że muszę zmienić pozycję. W autobusie też wolę nie siadać bo zwykle i tak po chwili czuję, że muszę wstać. Tak więc wychodząc z domu liczę się z tym, że do powrotu będę ciągle na nogach.
I nawet nie przeszkadza mi to fizycznie aż tak jak psychicznie. Nie chcę dopuszczać do siebie myśli, że w końcu coś mnie zaczyna ograniczać. Dlaczego? Czemu nagle mam zmieniać swój tryb życia? Dlaczego mam zwalniać skoro tyle rzeczy jest do zrobienia? Nie chcę też dostawać specjalnych taryf ulgowych na uczelni. I tak wiele dla mnie zrobiono pozwalając mi zdawać egzaminy i kończyć ten rok na przełomie maja i kwietnia. Chcę dalej spotykać się ze znajomymi tak jak robiliśmy to do tej pory. Zwykle co najmniej raz w tygodniu mamy gości lub my gościmy u kogoś. Swoją drogą bardzo mi będzie zależało, żeby w miarę możliwości utrzymać to po porodzie. Mam nadzieję, że dzieciaczek nie okaże się przeszkodą, która zniszczy nasze życie towarzyskie. W końcu jest nas dwoje i mamy w zasadzie grono wspólnych znajomych, więc jakoś, wymieniając się w obowiązkach, powinniśmy dać radę. A i Fasolka będzie się dobrze socjalizować z ludźmi. No ale zobaczymy jak to będzie.
Tymczasem próbuję jakoś pogodzić się z myślą, że faktycznie nie jestem Rambo. Niemniej jednak nie będę się poddawać. Zwiększyłam sobie ostatnio intensywność ćwiczeń i liczę, że przyniesie to jakieś efekty. No i zauważyłam, że chyba nieźle ścisnął mi się żołądek bo mam ostatnio zdecydowanie mniejszy apetyt. Już trudno powiedzieć o trzech obiadach do południa. Jeden na dzień w zupełności mi wystarczy. I z niecierpliwością czekam na wysyp owoców na które mam przeogromną ochotę!
No i siedząc w przymierzalni w sklepie,zrozumiałam o co chodzi ludziom z tym "z tyłu to nic nie wdać, że jesteś w ciąży". No bo faktycznie, niełatwo się zorientować.
 A cały brzuszek wygląda na dzień dzisiejszy tak:
No i bojkotuję kupowanie ubrań dla ciężarnych (oprócz spodni - spodnie dla ciężarówek są rewelacyjne) Po pierwsze: bluzki są dużo droższe od zwykłych, choć jak dla mnie niewiele się różnią. Po drugie: one są wszystkie gigantyczne. To mnie naprawdę zdumiewa. Jak tak, to wszystkie sieciówki mają prawie same ubrania dla anorektyczek a nagle działy dla ciężarnych obwieszone są workami... Bluzka na zdjęciu to nowy nabytek. Zwykła, regularna eska tylko po prostu długa. Nie wiem jak to widać na zdjęciu ale nie jest obcisła i jest naprawdę wygodna. I przyda mi się na trochę dłużej niż ten jeden miesiąc co mi pozostał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz