poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Dobre rady i obiady

Mam w sobie ok. pół metra człowieka. Fasolka powinna mieć już mniej więcej 45cm długości całkowitej czyli tyle ile widać na zdjęciu:
Jakże to musi być poskręcane! Wiem, wiem, siedzi sobie w pozycji embrionalnej. Niemniej jednak musi tam być strasznie ciasno. Nie dziwię się już, że tak się rozpycha czasami. No i na tym zdjęciu to w ogóle nie widać, że jestem w ciąży. :)
A za nami kolejne święto. Tym razem rodzinne - 80-te urodziny babci. I przyznam, że (chyba) na szczęście nie jesteśmy zasypywani lawinami porad i opowieści typu: "A u mnie to...". Jedyna co, to na wspominki się wszystkim zebrało i wyszło że w mojej rodzinie to prawie same wcześniaki były. Bo jak widać dość łagodna ciąża jest chyba u mnie dziedziczna skoro dawało się w zaawansowanej ciąży: przeskakiwać przez mury cmentarne, skakać ze stołów po wieszaniu firanek i co tam jeszcze. No tylko na następny dzień już trzeba było rodzić. Więc najważniejszą radą którą dostałam na wczorajszym obiedzie było: "Tylko nie skacz córcia, dobrze?" No dobrze, nie będę. Prędzej mi do biegania niż skakania a to chyba tak bardzo nie szkodzi.
Jednakże natrafiliśmy z M. na jeszcze jedno dość duże zaskoczenie. Bo nie jest tak, że w ogóle nie obyło się bez dobrych rad. Z tą tylko różnicą, że nas dobrymi radami obsypał mój...wuj wujeczny (internety mówią, że tak się nazywa "syn brata babki macierzystej"). No i w zasadzie jest on w mojej rodzinie obecnie właścicielem największej liczby dzieci bo chyba ma ich piątkę, z czego trójka całkiem mała. I tak oto dowiedzieliśmy się jakich pieluch najlepiej używać, czego możemy się spodziewać podczas porodu w szpitalu, jak radzić sobie z kolkami (albo jak w ogóle ich unikać) a także jakiego kremu na rozstępy powinnam używać,czy co robić przy nawale pokarmu. Przyznam, że byłam tym dość zaskoczona choć słuchałam pilnie. Wydawało mi się zawsze, że faceci jednak są gdzieś z boku w takich sprawach a jednak jak widać zdarzają się tacy Family Men.
No a jeśli chodzi o mnie to niestety chyba najlepiej byłoby mi się już za dużo z domu nie ruszać lub tylko ruszać się z domu. Znaczy, naprawdę dobija mnie siedzenie czy stanie w miejscu. Jeśli nie mogę się ruszać, kręcić, łazić i rozciągać to następuje bardzo bolesny kryzys. Więc jak jestem w domku lub robię coś konkretnego to w zasadzie żyć nie umierać i tylko dzieci rodzić. Tak dobrze się czułam siedząc trzy dni w domu, że myślałam, że w zasadzie nawet moje problemy z łopatką minęły. Jednak rodzinny obiad rodzinny z siedzeniem lub staniem przy stole (nawet jeśli były to tylko dwie godziny) absolutnie mnie rozbroił na... bolące łopatki. Ciężko było mi potem wrócić do siebie. Dziękuję Panu Wałkowi za to, że mogę spać na brzuchu. Leżenie na którymkolwiek boku czy plecach na dłuższą metę odpada kompletnie. Gdyby nie Wałek to chyba musiałabym spać na stojąco... chociaż nie, od stania też mnie boli przecież. Więc pewnie nie spałabym w ogóle. A tak, to naprawdę mogę się wyspać.
Jeśli chodzi o Fasolkę to z ciekawości sprawdzaliśmy sobie z M. jak prawdopodobnie będzie wyglądać. Co nam wyszło:
kolor włosów:
brązowe - 50 %
czarne - 25 %
blond - 24 %
rude - 1 %
kolor oczu:
brązowe - 76 %
niebieskie - 23 %
zielone - 2 %.
Ciekawa jestem jak jest naprawdę. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz