niedziela, 26 kwietnia 2015

Jak nie być egoistycznym rodzicem?

Myślałam nad tym postem od jakiegoś czasu. Bo o co w ogóle chodzi? Czytając rozmaite artykuły i fora internetowe (tak, nadal mi się to zdarza) natrafiałam na wiele wypowiedzi o tym, że ludzie robią sobie dzieci z celów czysto egoistycznych. To zwykle były wypowiedzi osób, które deklarowały się, że dzieci w ogóle nigdy nie planują, lecz po głębszym zastanowieniu się, niejako musiałam przyznać im częściową rację. Bo jeśli ktoś pisze, że chce mieć dziecko, żeby potem nie zostać samemu na starość, albo żeby ktoś mu na łożu śmierci przysłowiową szklankę wody podał to trudno nie przyznać, że jest to dość egoistyczne. Z drugiej strony, przecież nie tylko o to chodzi. Chodzi też o miłość między dwojgiem ludzi, prawda? O chęć powołania na świat nowego życia, które, może zabrzmi to dość patetycznie, jest po prostu owocem tej miłości. Czymś, co nie tylko ma spełnić instynkty macierzyńskie (rzadziej tacierzyńskie) i dopełnić biologiczny obowiązek, ale też wypełnić życie dwojga kochających się osób o kolejny pierwiastek, którym będą mogli się cieszyć.
Idąc dalej, zakładając, że dziecko pojawiło się z pobudek nieegoistycznych, co zrobić, żeby faktycznie nie być egoistycznym rodzicem? Po wielu przemyśleniach nad tym tematem przychodzi mi jedna prosta odpowiedź na myśl. Nie oczekiwać niczego. Oczywiście nie chodzi o sprawy wychowania, edukacji czy relacji społecznych pt. "nie oczekuję, że moje dziecko nie będzie przeklinać i bić się - to jego życie i może robić co chce". Chodzi mi bardziej o oczekiwania co do dziecka względem jego życia i nas samych. Bez wymuszania ścieżki kariery, narzucania na siłę dodatkowych zajęć czy wzbraniania czegoś co nam się wydaje bezsensowne i niepotrzebnie marnujące czas. Chodzi mi bardziej o nieoczekiwanie od dziecka... wdzięczności i wiernego trwania przy nas jako szanowanych rodzicach, do samej śmierci bo jest to jego/jej obowiązek. Jeśli tego właśnie od dziecka oczekujemy to bez wątpienia jesteśmy egoistyczni i sprowadza się to znów do szklanki wody. No i właśnie, co ze wspomnianą wdzięcznością? Ile razy słyszałam w życiu jak to dzieci powinny być wdzięczne swoim rodzicom za to, że ci tak dbali o nich i opiekowali się nimi jak byli mali. Jak to pilnowało się nas 24h/dobę, zmieniało nam pieluchy, myło i siedziało całą noc jak byliśmy chorzy. Ok, zgadzam się, postawa godna podziwu ale czy nie są to podstawowe obowiązki rodzica? Czy ktoś kto decyduje się na dziecko, nie zdaje sobie sprawy, że tak to będzie wyglądać? Czy decydując się na dziecko mówimy sobie "będę dbać o nie i zmieniać mu pieluchy to będzie mnie kochać"? Nie. Chcemy dziecka, wiemy z czym to się je (bądź przynajmniej się domyślamy) i moim zdaniem, nie mamy prawa niczego w zamian oczekiwać. Jesteśmy odpowiedzialni za tą małą istotkę, którą powołaliśmy do życia i nie robimy jej łaski podcierając jej zadek gdy jeszcze sama tego nie potrafi. To jest po prostu nasz obowiązek. Dla mnie to trochę jakbyśmy wzięli do domu psa i oczekiwali od niego wdzięczności, że wychodzimy z nim na dwór gdy chce mu się sikać. Nie, to tak nie działa. Owszem, wyprowadzanie psa na spacer gdy tego potrzebuje jest rzeczą dobrą jednak niezrobienie tego robi z nas po prostu nieodpowiedzialnych sadystów. Więc wymaganie od dzieci wdzięczności za opiekę nad nimi jest dla mnie trochę jak wymaganie od nich wdzięczności za nie bycie wobec nich nieodpowiedzialnymi sadystami.
Może trochę brutalnie to opisałam, lecz takie są moje odczucia. Tak więc moim zdaniem powinniśmy bardziej postawić na wzmacnianie relacji rodzic - dziecko i faktycznie starać się aby dzieci szanowały nas i kochały za to jakimi jesteśmy rodzicami a nie za to, że po prostu nimi jesteśmy.
Jeśli chodzi o nas to im bliżej rozwiązania tym więcej zaczynamy z M. rozmawiać o dzieciaczku. I zauważyłam, że jesteśmy pod wieloma względami zgodni jeśli chodzi o Fasolkę. Oboje już się nie możemy doczekać tego, że w nasze ręce trafi nowa istotka, której będzie można pokazać cały świat. Nie możemy doczekać się tego wszystkiego, czego będziemy chcieli ją nauczyć, co będziemy chcieli przedstawić, przeczytać, do czego zachęcić i w końcu, żeby popatrzeć jak rośnie i rozwija własne pasje. To też nas intryguje. Kim będzie? Czy będzie bardziej umysłem ścisłym, czy zakocha się w gwiazdach i astronomii, czy będzie malować obrazy czy grać w tenisa, czy będzie się interesować psami czy grać na harmonijce, czy będzie chciało grać z nami w planszówki czy zdecyduje się samemu programować gry? Coraz częściej o tym rozmawiamy i nic chyba w tym dziwnego. Zostały już jakieś trzy tygodnie.

P.S. Żeby też nie było wątpliwości.  To, że uważam iż rodzice nie powinni oczekiwać wdzięczności za opiekę i spodziewanie się, że dzieci będę się nami opiekować na starość jest postawą egoistyczną nie znaczy iż dzieci nie powinny tego robić. Myślę jednak, że powinno to wynikać z ich własnych decyzji i owych szacunku i miłości, na które jako rodzice sobie zasłużymy. Myślę też, że jest to naturalny odruch w zdrowej i normalnej rodzinie, że dba się o każdego jej członka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz