sobota, 11 kwietnia 2015

Torba do szpiatla

Torba do szpitala już spakowana. Co tak wcześnie? Nigdy nic nie wiadomo a lepiej być chyba przygotowanym. Poza tym M. chciał, żeby już wszystko było gotowe i żeby nic potem nie robić na ostatnią chwilę i w pośpiechu. A co w torbie? Dla mnie koszule do rodzenia i na potem (trzymają w szpitalu w sumie trzy dni), siateczkowe gacie poporodowe i gigantyczne podpaski. Po odejściu łożyska w macicy zostaje wielka rana, która potem krwawi nawet kilka dni. Takie tam smaczki. Poza tym jakiś ręcznik, szampon, mydło i takie podręczne rzeczy. Dla maluszka za to paczka pieluch (kilka tetrowych), gruby koc i ciuszki. Dwa zestawy ubranek. No właśnie, ubranka. Ostatnio wszystko już popraliśmy i M. wyprasował ciuszki swoim gadżeciarskim żelazkiem. Ja się bez bicia przyznaję, że prasować nie umiem i nie chcę się uczyć. Mogę robić wszystko inne ale tą szlachetną czynność pozostawiam mojej miłości.
Poza tym to zaczęłam przesypiać całą noc. Zupełnie jak dawniej. Ostatnie dwie noce spałam jak zabita. Może dlatego, że przenieśliśmy się ze spaniem na podłogę. Najpierw dlatego, że M. miał drobne problemy z plecami i źle mu było spać na naszej kanapie a teraz na kilka dni przyjechała do nas jego mama. Niemniej jednak spanie na podłodze służy nam obojgu. Naprawdę cudnie mi się ostatnio śpi. No i oczywiście na brzuchu. Lekarz pozwolił to już nawet nie mam oporów.
Z plecami też całkiem dobrze. Ćwiczę więcej jak tylko mam czas. Pogoda się zrobiła bardzo spacerowa więc też z psami więcej czasu będę pewnie na dworze spędzała. Niemniej jednak czuję w końcu, że jestem pełnoprawną ciężarówką. Można już zdjąć kurtkę a bez kurtki to już nie ma wątpliwości, że brzuszek jest. To znaczy tak mi się wydaje. Brzucho rośnie do przodu i nic na boki mi nie idzie więc też często słyszę od znajomych: "Z tyłu to nic nie widać, że jesteś w ciąży". Talia mi w prawdzie zniknęła ale za to mam wcięcie teraz trochę wyżej (na granicy brzucha i żeber), które całkiem nieźle ją chyba imituje.
No i  zaczynam sezon "koniczynkowy". Ci co mnie znają wiedzą, że uwielbiam zbierać czterolistne koniczynki. Natomiast pierwsza zdobycz z tego roku to dwie pięciolistne. Mam nadzieję, że to naprawdę dobry znak.


1 komentarz:

  1. Agni, to ja Pati. Trzymam kciuki, żeby wszystko się dobrze ułożyło. Ta dziura w macicy brzmi strasznie. Napisz mi coś czasem, tylko nie na tym czacie głupim, bo ja nie dostaję od niego powiadomień. Jak praca licencjacka? Chcę zobaczyć najnowsze zdjęcie brzucha! Całuję i ściskam (ale nie za mocno)!

    OdpowiedzUsuń