wtorek, 28 kwietnia 2015

Zbliżający się poród i metody jego przyspieszenia

Do wyznaczonego przez lekarza terminu zostały nam trzy tygodnie. Ja natomiast zauważyłam wczoraj u siebie, że zaczął mi się obniżać brzuszek co jest jednym z objawów zbliżającego się porodu i pojawia się na ok. dwa tygodnie przed porodem. Czyżby jednak Fasola chciała pokazać nam się trochę wcześniej? Zaczynam czuć czasami bardo wyraźny i mało przyjemny (wręcz bolesny) nacisk na kość łonową, czyli Fasola gniecie mi się główką do wyjścia. Dziś też już dużo wyraźniej czuję, że Dzieciaczek rusza się jakby niżej i choć nie dostawałam w ciąży kopniaków pod żebra (może jeden czy dwa się zdarzyły) to teraz już w ogóle Fasola się do nich nie zbliża. Ciekawa jestem kiedy się wykluje. Tylko bardzo ładnie proszę - nie przed moją obroną. A kiedy się bronię? W zasadzie nie wiem jeszcze, choć termin został chyba ustalony wczoraj na radzie wydziału. Muszę skontaktować się w tej sprawie z moim promotorem. Tymczasem zaczęłam sesję i mam już pierwszy egzamin z głowy. Kolejny już jutro i dwa następne w przyszłym tygodniu. I to już będzie wszystko. Dobrze mi, nie? I wakacje :)
No i jak już zaczęliśmy temat porodu to co z tymi metodami przyspieszenia go? I po co w ogóle przyspieszać poród? Nie wiem, może dlatego, że tak strasznie nam ciężko, że mamy już dosyć i sprzykrzyło nam się bycie w ciąży? Może dlatego, że minął już termin i mamy wrażenie, że zaraz minie już rok od poczęcia? Może dlatego, że coś nas zaniepokoiło, boimy się o Fasolkę i wolelibyśmy mieć ją już w naszych rękach? Zapewne różne kobiety mają różne motywacje. Nie wnikam. Podaję jednak to, co udało mi się usłyszeć lub wyczytać, choć wielu mądrych ludzi uważa, że Fasola i tak sama wybierze sobie najdogodniejszy termin, niezależnie od tego co byśmy cudowali.
1. Picie herbaty z liści malin (nie owoców - to nie przeziębienie). Działa naskurczowo lecz nie daje efektów po jednej szklance. Należy pić regularnie przez kilka, kilkanaście dni.
2. Drażnienie brodawek. Również wywołuje skurcze macicy.
3. Seks. Nasienie mężczyzny zawiera oksytocynę - hormon wywołujący skurcze macicy, często podawany w szpitalach aby wywołać akcję porodową lub ją przyspieszyć.
4. Zasada trzech "S": spacer, schody, seks. Ruch, łażenie po schodach i wspomniana wyżej oksytocyna ponoć dają jakieś efekty.
5. Lewatywa, ew. olej rycynowy. Dla odważnych i zdesperowanych.
Nie będę wspominała o metodach ryzykownych (czyt. szalonych i niebezpiecznych), które też spotkałam, bo po co puszczać coś takiego w świat? Jeśli o mnie chodzi to na razie daję Fasolce spokój i niech sobie tam siedzi. Nic na siłę. No może tylko tych trzech "S" nie da się uniknąć ale to wynika już bardziej z trybu życia niż specjalnej chęci wywołania Dzieciaczka na świat.
Poza tym to czasem mam wrażenie, że to wszystko to jakaś pomyłka. Że ja mam rodzić? Ale jak to, nie rozumiem. Czasem kompletnie abstrakcyjna wydaje mi się w ogóle myśl, że jestem w ciąży. Może to jakaś pomyłka? Może to zniknie jak się jutro rano obudzę? Nie ma, nie było. Z resztą co z ciebie za ciężarówka była? Jakaś taka udawana trochę i w ogóle.
No a jeśli chodzi o spanie to ostatnio śpię jak zabita. Budzę się raz, może dwa w nocy. Naprawę, nawet przed ciążą chyba nie spałam tak dobrze jak ostatnio. Nie wyobrażam sobie spać na żadnym boku czy na wznak. Mogę spać na brzuchu to spać na brzuchu będę! Poza tym to zauważyłam, że faktycznie robi mi się słabo i zaczyna kręcić się w głowie jak długo leżę na plecach. Jakiś tam nacisk jest przy tym na żyłę czy coś. Staram się unikać tej pozycji. No a od leżenia na boku bolą plecki więc nie ma przebacz - tylko na brzuchu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz