niedziela, 3 maja 2015

Koniec jest blisko

Zostały jakieś dwa tygodnie. Nie ukrywam, że oboje z M. już z lekkim zniecierpliwieniem odliczamy. Ponadto są dni gdy już bardzo wyraźnie czuję, że coś się zaczyna powoli dziać. Ostatni tydzień minął na częstych bólach podbrzusza (zupełnie jak miesiączkowe). Niektóre trwały nawet kilka godzin, szczególnie w nocy. Nie powiem, żeby były jakoś szczególnie dla mnie kłopotliwe. Biorąc pod uwagę to jak źle przeżywałam zawsze miesiączki to jakieśtam pobolewanie w dole brzucha niespecjalnie robiło na mnie wrażenie, nawet jak trochę przeszkadzało spać. Do tego coraz częściej zdarzają się tzw. skurcze przepowiadające - zwykle jak chodzę. Nie ma w nich na razie żadnej regularności ale na wszelki wypadek mam ściągniętą na telefon aplikację liczącą skurcze porodowe. Co się będzie człowiek zastanawiał i gapił ciągle na zegarek jak można po prostu klikać w telefon.
Jeśli chodzi o Fasolę to pamiętam, że wspominałam, że nieco mniej się już rusza bo ma mniej miejsca i takie łagodniejsze już te ruchy. I wiecie co? Chyba jakiś gorszy dzień wtedy mieliśmy. Wracam do moich wcześniejszych wrażeń: to dziecko chyba nigdy nie śpi. Albo wyjątkowo kopie również przez sen. Więc pozwalam sobie nie liczyć ruchów dziecka jak to jest zalecane - wiecie, dwa razy dziennie liczymy i ma być co najmniej 10 ruchów na godzinę a jak nic nie ma to zjeść coś słodkiego i odczekać kolejną godzinę. Ja zaczynam się lekko niepokoić jak nie czuję nic przez jakieś 15-30 min. 10 ruchów to my mamy średnio na minutę. Chyba że podejdzie tatuś. Jestem już prawie w 100% pewna, że ma jakieś złote ręce.
Ja: Daj łapkę. Zobacz jak wariuje znowu!
M. przykłada dłoń a w moim brzuchu nagle zapanowuje magiczny spokój.
Ja: Będę zachwycona, jak ta sztuczka będzie działać i po porodzie...
A to już zaraz! Nie wiem w prawdzie czy zdążę się jednak obronić przed rozwiązaniem bo coś jest z komisją na moim wydziale ale ostatnie dwa egzaminy zdaję w tym tygodniu to najwyżej na samą obronę się potem wyskoczy.
No i dalej snujemy z M. rozważania na temat dzieciaczka. Bardzo, bardzo rozmaite. Jak na przykład dziś wracając ze spaceru:
M.: Ciekawe jak to będzie pierwszy raz wysłać dzieciaczka na obóz. Całe trzy tygodnie...
Ja: Trzy tygodnie wolnego.
M.: No. Całe trzy tygodnie wolnego.
Ja: Widzisz, jeszcze go nie ma a my już oddychamy z ulgą na myśl, że będziemy mieć trzy tygodnie laby.
Ja tymczasem mam już zrobione wszystkie badania potrzebne mi do szpitala i porodu. Ostatnie USG - Fasolka waży ok 2700. Troszkę mniej niż średnia ale mieści się w normie. Mnie bardzo satysfakcjonuje i wcale nie zależy mi na tym, żeby jakoś specjalnie jeszcze przytyła przed porodem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz