niedziela, 10 maja 2015

Myślałam, że masz okres...

Jednak udało mi się jeszcze przed porodem zaliczyć jedną imprezę. Znajomy robił grilla, tym razem w Warszawie a nie gdzieś daleko, więc pozwoliłam sobie pójść. Było całkiem sympatycznie i sporo nowych ludzi poznałam bo większości w zasadzie nigdy wcześniej nie widziałam. Jako że impreza odbywała się w ogrodach działkowych to postanowiłam zwinąć się stamtąd przed 23-cią, żeby zdążyć jeszcze przed zamknięciem bramy. Jest jeszcze w prawdzie możliwość przejścia za pomocą drabiny przez ogrodzenie ale uznałam, że nie będę jednak szaleć. Później jedna z nowo poznanych dziewczyn powiedziała mi, że gdy mówiłam, że w moim stanie nie wiem czy łażenie po drabinie jest dobrym pomysłem i złapałam się za brzuch, myślała, że mam okres. Cóż, a ja myślałam, że dziewiąty miesiąc jest już nie do przeoczenia. :)
Cieszę się strasznie, że poszłam i najadłam się pysznych rzeczy z ogniska i grilla i tak swobodnie mogłam jeszcze czuć się wśród znajomych. Nie mam bladego pojęcia jak to będzie wyglądać potem. Jak często uda nam się znaleźć opiekę dla dzieciaczka, gdy będziemy chcieli gdzieś wyjść i jak często będziemy mieć taką możliwość. Czy faktycznie będziemy postrzegani jako martwi dla jeszcze bezdzietnej części społeczeństwa czy uda nam się zachować w jakiś sposób to życie, które prowadzimy teraz. Liczę zdecydowanie na to, że Fasolka nie stanie się teraz absolutnie całym naszym światem tak aby przysłonić wszystko co do tej pory robiliśmy. Nie postrzegam dziecka na razie jako przeszkody i mam nadzieje, że taką przeszkodą nigdy nie będzie. Zdaję sobie sprawę, że będzie wymagać dużo opieki, czasu i uwagi ale dużo nie oznacza też przecież cały możliwy.
Jeśli chodzi o moje samopoczucie to czuję się naprawdę świetnie. Dawno już nie dokuczały mi plecy (unikam pozycji siedzących i dość sporo się ostatnio ruszam), śpię rewelacyjnie i wbrew temu co się naczytałam, mam wrażenie, że coraz rzadziej chodzę do toalety. Z nowinek to pojawiło mi się drętwienie prawej ręki od łokcia w dół. Nie jestem w stanie dokładnie określić czym jest powodowane. Pojawia się w różnych sytuacjach i zwykle dość gwałtownie się nasila ale wystarczy trochę rękę rozruszać i problem mija.
Jeśli chodzi o resztę domowego gospodarstwa to na zdrowiu podupada coraz bardziej Hermesik. Pewnie ze względu na wiek łapią go różne choroby coraz częściej. Całe szczęście, że jest ciepło i większość czasu spędza na ogródku. Czasem ma problemy z zapanowaniem nad swoim ciałem i też nie pała radością na myśl o spacerze, nawet jak tylko przed blok wychodzimy. Mimo wszystko jednak zdarzyło się kilka razy, gdy wychodziliśmy gdzieś na dłużej i zostawialiśmy go w domu, że zdarzył się wypadek na dywanie bądź na łóżku. Ostatnio już bardzo mnie to przybiło. Zestresowałam się tym, że mój, stary, schorowany pies, którego M. zgodził się przyjąć pod swój dach w pakiecie z moją skromną osobą znów angażuje nas w mało przyjemne sprzątanie po sobie. Wiem, że może to po prostu budzić obrzydzenie. M. widząc mnie powiedział tylko, żebym się nie przejmowała i zostawiła mu sprzątanie. Żebym się nie martwiła bo nie ma to naprawdę żadnego znaczenia i ważniejsza jest istota żywa niż jakieś tam rzeczy. No i w końcu niedługo pojawi się dzieciaczek i na pewno po nim też nieraz trzeba będzie posprzątać.
Jak go nie kochać? Nic tylko cieszyć się, że trafił mi się taki fajny tatuś dla moich dzieci.

A mój brzuch to z mojej perspektywy wygląda bardziej na kwadratowy niż okrągły:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz