środa, 6 maja 2015

Wakacje i płacz dziecka

Dziś zdałam ostatni egzamin. W takich chwilach bardzo się cieszę z wyboru niszowego kierunku, na którym wszystko odbywa się tak kameralnie. Wykładowcy nie robili problemów, żebym wszystko zaliczyła wcześniej, ja się pouczyłam ładnie a koledzy i koleżanki z roku wiedzą też już co dokładnie ich czeka na sesji. Zostaje tylko obrona i coraz bardziej wątpię, żeby udało się ją załatwić przed porodem. A nawet jeśli nie, to trudno. Ważne, że wszystko inne mam już z głowy.
Za nami też już ostatnia wizyta u lekarza i mamy gotowy komplet dokumentów do szpitala (wszędzie ze mną jeżdżą na wszelki wypadek). Mam wrażenie, że Fasola wypełnia cały mój brzuch. Zjadła już jelita i wątrobę a teraz dobiera się do nerek. Innego wytłumaczenia nie widzę. Nie mam wielkiego brzucha i jak mu się przyjrzeć to czasem wygląda jakby ktoś wcisnął tam dziecko i naciągnął na nie skórę. Tu wystaje coś, tam coś wystaje i się do tego rusza. A to nagle wszystko przekręca się na którąś stronę i cały kształt się zmienia. Musi to śmiesznie wyglądać jak ktoś mi się przypatruje gdy jadę autobusem bo bardzo wyraźnie czasem widać jak mi się dziecię pod bluzką rusza.
No ale właśnie a propos tego dziecka. Tak się ostatnio nad tym zastanawiałam, że nawet niemowlaki, takie zaraz po urodzeniu, grymaszą albo płaczą gdy im coś nie pasuje. I jakoś nie wydaje mi się, żeby zdobywały tą umiejętność w dniu porodu. W sensie, czy czasem nie jest tak, że dziecko w brzuchu też się gorzej czuje czasem lub coś go uciska albo mu przeszkadza a my nie zwracamy na to uwagi? I to biedne dziecko chciałoby zapłakać i próbuje protestować a my nawet o tym nie wiemy.
"Och, moje maleństwo uwielbia tą muzykę. Zobacz jak się zaczyna przy tym kręcić!"
A Fasolka w brzuchu panikuje bo za głośno/dziwnie/strasznie.
Na pewno takie sytuacje się zdarzają.
Ja zauważyłam, że Fasolek nie lubi gdy siedzę na podłodze, szczególnie po turecku. Musi mu się wtedy robić bardzo niewygodnie bo zaczyna nieźle wtedy dawać czadu. Szkoda trochę bo mnie jest całkiem wygodnie w tej pozycji.
Ja za to ostatnio coraz częściej czuję rozmaite bóle. Doprawdy, do wyboru, do koloru. A to podbrzusze, a to Fasola w jakiś nerw trafi, a to coś dziwnego w krzyżu, a to moja nieszczęsna łopatka znów ma jakiś problem, a to coś mnie w pachwinie ciągnie. Nic jakoś specjalnie nie utrudnia mi życia i bardziej z ciekawością niż niechęcią to obserwuje. W końcu wszystko zmierza ku jednemu i nie będzie trwać wiecznie. Dodatkowo im bliżej porodu tym mniej mnie on stresuje. Bardziej skupiam się na tym gdzie i kiedy się zacznie bądź co będzie potem. A to pół godziny pomiędzy to jakoś się przecież przeżyje. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz