środa, 20 maja 2015

Wyznaczony termin porodu

Wyznaczony termin porodu jest dokładnie dziś. Tymczasem nic się nie dzieje. Ostatnio chodzę trochę zestresowana tym czekaniem. Niby jeszcze żadna tragedia bo, jak już pisałam, poród może odbyć się od dwóch tygodni przed do dwóch tygodni po wyznaczonym terminie i wszystko jest w takiej sytuacji w porządku ale męczy mnie już trochę to czekanie. I to naprawdę miłe, że znajomi i rodzina nieśmiało się dopytują "czy już?", ale z drugiej strony czuję na sobie dziwną presję z tego powodu. Nie mogłam dziś spać w nocy. Większość porodów ponoć zaczyna się w nocy więc gdy kładę się spać wieczorem i później obudzę się po kilku godzinach i wiem już, że nic się nie dzieje to trochę się tym martwię. Może to głupie ale strasznie to na mnie siedzi. I pytania: "jeszcze nie urodziłaś?". Jakby to ode mnie zależało... Czuje się trochę zmieszana i zakłopotana. Jakbym wszystkich zawiodła.
Ja też przecież chciałabym mieć już Fasolkę w rękach. Rzadziej piszę nawet do M. gdy jest w pracy. On też już taki niecierpliwy chodzi. Mam wrażenie, że siedząc w pracy, gdy do niego napiszę będzie myślał, że już się coś zaczęło i też będzie zawiedziony, że to jeszcze nie to.
No i w zasadzie siedzę w domu już cały czas. Nawet bym poszła na uczelnię ale chyba mi się to nie opłaca specjalnie. Czekam na kolejnego maila od promotora z informacją, co dalej z moją pracą i w zasadzie nic konkretnego nie mam do roboty. Wzięłabym się za mieszkanie i coś ogarnęła ale też mi się potwornie nie chce. Gram w Wiedźmina przez większość czasu. No i może zrobię czasem coś dla siebie. Wczoraj na przykład postanowiłam trochę wyżyć się twórczo.








Robienie pluszaków i pacynek to fajna sprawa. Niestety jednak nie najlepszy to pomysł przy niesprawnym nadgarstku. Uszycie królika (którego M. nazwał ostatecznie Harry, bo z jakiegoś powodu kojarzy mu się z Harrym Potterem), zajęło mi kilka godzin, a nie jest to wcale takie skomplikowane. Musiałam jednak często robić przerwy i ostatecznie i tak do wieczora bolała mnie cała ręka. Zrobiłabym ich więcej, szczególnie tych pacynek ale na razie nie będę się tym katować.
Mam ochotę przewegetować gdzieś do dnia porodu. Cieszę się, że się przynajmniej dobrze czuję. Oprócz nadgarstka nic mi nie jest. Żadnego bólu kręgosłupa, żadnych opuchniętych i bolących nóg i nie chodzę jak kaczka. Mogę wyjść z Neską na długi spacer (co też często robię) i pójść normalnie na zakupy. Nawet pojechałabym się z kimś spotkać gdyby nie to, że wszyscy mają albo sesję albo milion innych ważnych rzeczy do zrobienia.
Co poradzić? Nic tylko czekać aż dzieciaczek postanowi  się w końcu pokazać światu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz