czwartek, 7 maja 2015

Zaklepane, mój! - czyli wycieczka do USC

- Mam już na Ciebie papier - powiedział M. do mojego brzucha gdy wychodziliśmy dziś z urzędu stanu cywilnego. A po co tam w ogóle byliśmy?
W przypadku dzieci urodzonych w małżeństwach istnieje zasada tzw. domniemanego ojcostwa, co oznacza, że każde urodzone dziecko z założenia jest dzieckiem męża matki. W przypadku konkubinatów (nie znoszę tego słowa) już tak elegancko nie jest. Dlatego też pojechaliśmy dziś rano do urzędu, na umówioną wizytę, żeby podpisać dokument o uznaniu ojcostwa. Tak więc teraz  już Fasolka oficjalnie jest potomkiem M. i będzie nosić jego nazwisko. Nie ma przebacz, jak wyjdzie mały Mongołek to i tak będzie musiał kochać jak swoje.
Moje wakacje za to jednak trochę poczekają. Myślałam, że poprawki pracy licencjackiej są już tylko drobną kosmetyką i formalnością, lecz mój promotor chce więcej, więcej, więcej i podsyła mi kolejne rzeczy, o których warto by wspomnieć. Niby nie jest tego wiele ale trzeba przysiąść nad tłumaczeniem a tego mi się już nie chce. No ale mam teraz już dużo czasu i nie pozostaje mi nic jak czekać na Fasolkę to grzecznie nad tym przysiądę. No ale czy faktycznie nic więcej do roboty nie mam? Nie powiedziałabym. Do premiery nowego Wiedźmina zostały niecałe dwa tygodnie a ja ponownie muszę przejść drugą część gry, żeby mieć elegancką kontynuację w Dzikim Gonie. Trochę czasu trzeba na to poświęcić jednak, więc też tak kolorowo to nie jest. A kochany M. kupił mi jeszcze Game Boy'a advance, żebym miała się czym zająć w szpitalu po porodzie i pościągał kilka gier, które przecież też się same nie przejdą. Tak więc na wakacje mam zaplanowane kilka poważnych i pracochłonnych rzeczy. Może to i śmieszne ale musiałam się sporo powstrzymywać, żeby nie dobierać się do niczego podczas pisania pracy. Już bym chciała w końcu a tu kolejne rzeczy do zrobienia. No ale trzeba się wykazać cierpliwością i sumiennością. W końcu mam być zaraz odpowiedzialną mamą :).
A tak całkiem na poważnie to trochę mnie przeraża myśl o tym, że już będę miała cały uczelniany zgiełk za sobą. Nie lubię mieć za dużo wolnego czasu bo zawsze mam wrażenie, że za dużo bezwartościowych rzeczy wtedy robię. Tak więc w pierwszym odruchu po wczorajszym egzaminie trochę się przeraziłam, że to już i koniec, więc może lepiej, że jeszcze mogę przysiąść i dopracować mój licencjat. Oczywiście, że będę na to narzekać ale w głębi serca to chyba lepiej dla mnie, że mam jeszcze się czym zająć.
Tymczasem ubolewamy jeszcze trochę nad tym, że stracimy naszą nową szafę.
Niedługo nasza babybaddrobe zostanie zajęta całkowicie przez Fasolkę.:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz