poniedziałek, 18 maja 2015

Zespół cieśni nadgarstka

Tak się dobrze chowałam całą końcówkę ciąży, a teraz co? Teraz zespół cieśni nadgarstka. Pisałam wcześniej, że drętwieje mi ręka. Już wiem co jest tego przyczyną - zespół cieśni nadgarstka. Nigdy wcześniej o tym nie słyszałam, a teraz muszę szukać sposobów, żeby sobie z tym jakoś poradzić. A co to w ogóle jest?
"Wewnątrz kanału nadgarstka biegnie nerw pośrodkowy, który jest odpowiedzialny za zginanie palców. Do ucisku nerwu pośrodkowego może przyczynić się obrzęk tkanek, wywołany na przykład zatrzymywaniem wody w organizmie."
Zatrzymywanie wody w organizmie jest bardzo częstą przypadłością w ciąży. Do tej pory sądziłam, że mnie to nie dotyczy. Nie widzę u siebie żadnych opuchnięć ani na nogach ani na rękach. No może jakoś minimalnie w okolicach... no właśnie - nadgarstków. Choć szczerze mówiąc to zauważyłam to tylko dzięki temu, że mam wokół lewego nadgarstka przewiązany sznureczek, który ostatnio zaczął się robić coraz ciaśniejszy, bo zobaczyć, że mam opuchnięte ręce, faktycznie nie sposób. No ale nawet ta odrobina wody zatrzymana w moim ciele doprowadziła do tego, że pojawił się u mnie ów zespół cieśni nadgarstka. Ale nawet w związku z tym mam dobrą i złą wiadomość. Dobra jest taka, że pojawiło mi się to na kilka dni, nie miesięcy, przed porodem i potem powinno przejść samoistnie. Zła jest taka, że niestety dość szybko nasiliło się to do tego stopnia, że mam problemy z używaniem prawej dłoni. Jak tylko zaczynam nią pracować to pojawia się ból promieniujący na wnętrze dłoni aż do łokcia. Niefajne. Do tego mam permanentnie odrętwiałe opuszki palców. Cały czas czuję mrowienie z którym niewiele da się zrobić. No ale na szczęście to tylko jedna dłoń a nie obie.
Jak sobie z tym radzić? Internety piszą, że w zasadzie nie leczy się tego tylko rozwiązuje się problem operacyjnie (w ciąży zwykle wystarczy poczekać do rozwiązania). Poza tym wyczytałam, że pomaga noszenie opaski na nadgarstek. Wczoraj w końcu zdecydowałam się obwiązać sobie go bandażem, bo opaski nie mieliśmy i w zasadzie pomogło. Ból minął. Zostały tylko odrętwiałe palce ale z tym da się żyć. Do tego muszę z powrotem dużo zacząć pić. Przez całą ciążę dużo piłam i wierzę, że to zapobiegało zatrzymywaniu się wody w organizmie a ostatnio przestałam. Ciekawa jestem czy jak znów zacznę się poić ile się da to wszystko wróci do normy. Chociaż może nie będę miała szansy się przekonać bo Fasolka w końcu zdecyduje się pokazać światu? Byłby cudownie.
Już przestałam dopatrywać się u siebie oznak zbliżającego się porodu. Teraz nachodzą mnie zupełnie inne myśli. Że Fasolka się zaprze i postanowi wyjść dopiero za jakieś dwa tygodnie albo coś w tym stylu. Zaczęłam ignorować pojawiający się ból brzucha. Przestałam się łudzić, że faktycznie coś zwiastuje. Skurcze też bardzo rzadkie i w zasadzie od tego "fałszywego alarmu" to nic się nie dzieje. Chodzę dużo, ruszam się cały czas, nawet do autobusu biegam jak mam okazję ale nic nie pomaga. Nic tylko czekać. I odpisywać grzecznie wszystkim zainteresowanym: "Nie jeszcze się nie wykluliśmy. Na pewno dam znać jak już Fasolka będzie na świecie."

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz