czwartek, 11 czerwca 2015

Blaski i cienie laktacji

Karmię piersią. Z kilku powodów. Przede wszystkim jest to bardzo opłacalne ekonomicznie, bo nic nie kosztuje, jest wygodne, bo nie muszę się zmagać z odmierzaniem i podgrzewaniem mleka (szczególnie w nocy), no i oczywiście jest to najzdrowsze co mogę Mikołajowi zaoferować. Nie wspominając oczywiście o tej magicznej więzi matka - dziecko, która tylko się przy karmieniu nasila. To po prostu niezwykłe uczucie. I mam wrażenie, że w świecie zdominowanym przez technologię jest to też niesamowity obraz... bliskości z naturą. Naszej bliskości z bardzo pierwotnym światem, który wraz z postępem cywilizacji skutecznie niszczymy.
Jednak karmienie piersią ma swoje wady i to dość znaczące jak dla mnie. Przede wszystkim dziecko jest w stu procentach zależne tylko od Ciebie. Jeśli chcesz gdzieś wyjść bez niego musisz zostawić odciągnięte wcześniej mleko, a to też nie zawsze jest takie łatwe. Jeśli chcesz gdzieś wyjść na dłużej musisz zostawić tego mleka całkiem sporo a to jeszcze trudniejsze. Podejrzewam, że wyjazd na dzień lub dwa jest w ogóle mało prawdopodobny. Tak więc na czas karmienia piersią TY = TY + DZIECKO. Dodatkowo przez pierwsze kilka tygodni laktacja jest jeszcze nieuregulowana i organizm mamy dostraja się dopiero do potrzeb malucha. Z czym się to wiąże? W moim przypadku są to np. eksplodujące piersi. No może trochę przesadziłam, ale są momenty, w których mam wrażenie, że niewiele im brakuje do jakiegoś spektakularnego wybuchu. Szczególnie w nocy i wieczorami, gdy Mikołaj śpi dłużej i mleka zbiera się znacznie więcej. Piersi robią się wtedy nieprzyjemnie twarde i dotykając je, mam wrażenie, że tuż pod skórą nazbierały mi się kamyki. Z tego co wyczytałam, są to zatykające się kanaliki, którymi płynie mleko. Wtedy już muszę odciągnąć nadmiar. Zamrażam to potem na czarną godzinę, gdybym musiała gdzieś wyjść i zostawić Mikiego komuś pod opiekę. Co się dzieje gdy nie odciągnę mleka? Odciągnie się samo jak będę spała... To okropne ale już nie raz zdarzyło mi się obudzić na mokrej plamie. No i bardzo często gdy karmię Mikołaja z jednej piersi to z drugiej mleko samo wylatuje równomiernie. Jak t się dzieje?! Czytałam, że niektóre kobiety karmiące skarżyły się, że mleko im zaczyna cieknąć czasem gdy tylko pomyślą o dziecku. To naprawdę urocze... Za dnia nie rozstaję się już ze stanikiem z wkładkami laktacyjnymi. Ach, ta fizjologia.
Dużym minusem jest też oczywiście wyjście na dłużej z dzieckiem z domu. Oczywiście w pewnym momencie zachce mu się jeść a wtedy? Wtedy albo trzeba się obnażyć publicznie i malucha nakarmić albo też mieć ze sobą butlę z wcześniej odciągniętym pokarmem. Plusem jest to, że chyba lwia część centrów handlowych ma już specjalne pokoje dla matki i dziecka, gdzie można się w spokoju zamknąć i zająć maluchem. Nie miałam jeszcze okazji żadnego sprawdzić ale świadomość, że coś takiego w ogóle istnieje daje jakieś poczucie bezpieczeństwa gdyby chciało się wyjść z domu.
Jeśli chodzi za to o robienie zapasów to też nie jest to takie trudne. W temperaturze pokojowej mleko może stać do ok. 10 godzin. W chłodnym pomieszczeniu (do 16 stopni) całe 24 godziny. W lodówce do pięciu dni a w zamrażarce (-20 stopni) nawet rok. Tak więc, jeśli mamy warunki, można robić zapasy z dużym wyprzedzeniem.
Na pewno jest to też wygodne w podróży gdy jadąc samochodem czy pociągiem nie trzeba się zastanawiać gdzie by tu teraz znaleźć miejsce na przygotowanie jedzenia tylko po prostu podwija się bluzkę.
Tymczasem my dalej czekamy aż odpadnie Mikołajowi kikut pępowiny, żeby można go porządnie wymoczyć i wykąpać. A kąpać się lubi więc gdy już się go wsadzi do wody całego i pozwoli dokładnie wypluskać to raczej będzie wielce zadowolony.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz