wtorek, 16 czerwca 2015

Dlaczego przy małym dziecku na nic nie ma czasu?

Na wstępie zaznaczę, że to nie prawda. To nie jest tak, że przy małym dziecku na nic kompletnie nie ma czasu. Fakt, karmienie, przewijanie, tulenie, zabawa/interakcja zajmują wiele czasu i Młody, gdy nie śpi nie zawsze chce leżeć sobie sam. W efekcie trzeba nauczyć się albo robić wszystkie rzeczy z dzieciaczkiem na rękach bądź włączać sobie jakiś tryb extra speed gdy potomek śpi. I w zasadzie obie te rzeczy da się zrobić. Najtrudniej jest chyba przestawić się na nowy tryb i pogodzić się z tym, że jednak nie da się zrobić wszystkiego tego co jeszcze niedawno nie sprawiało nam w zasadzie większego trudu. Podstawa to znaleźć sobie priorytety i zdecydować się na to co odpuszczamy a co w ciągu dnia zrobić koniecznie musimy tak czy siak. Zastanawiałam się trochę nad tym jak wobec zaistniałej sytuacji zorganizować sobie dzień. Co powinno być priorytetem a co trzeba będzie odpuścić. W pierwszym odruchu oczywiście nasuwa się jedna myśl. Dzieciaczek śpi więc będzie czas żeby zająć się domem. Sprzątnąć w kuchni, wstawić pranie, zrobić obiad, może odkurzyć czy zmyć podłogę, ogarnąć jeszcze co tam się da. Jednak z ciekawości zajrzałam na kilka for internetowych zobaczyć jak radzą sobie z tym inne mamuśki. I trochę chyba postanowiłam zweryfikować swój plan. Niemal jednogłośnie wszystkie opowiadały się za tym, żeby odpuścić dom, sprzątanie i gotowanie i znaleźć w tym wszystkim możliwie jak najwięcej czasu dla siebie. Wiele z nich pisało, że nawet gdy zaczynał tak jak ja (pełne ambicji utrzymania wszystkiego "tak jak należy") to szybko musiały z tego zrezygnować, żeby po prostu nie zwariować. I chyba posłucham tych rad. Przyznam, że z jednej strony bardzo mi się one podobają, bo to trochę jak dostać przyzwolenie na obijanie się w imię wyższych wartości. Z drugiej strony dotarło do mnie, że chyba faktycznie zwariowałabym w bardzo szybkim czasie, gdybym pozbawiła się kompletnie możliwości robienia "swoich rzeczy". Rezygnuję więc świadomie z gotowania w domu. To chyba zawsze zajmowało mi najwięcej czasu więc pozwolę sobie ograniczyć domowe obowiązki do wstawienia zmywarki i pralki i powierzchownego sprzątania M12. Resztę czasu mam dla siebie a jedzenie przez jakiś czas kupnych obiadów chyba nas nie zniszczy w żaden sposób. Ponadto Nawet gdy Miki nie śpi mogę porobić z nim ciekawe rzeczy. Czytam mu dużo, czasem pogram mu na gitarze i pośpiewam. Nawet co nieco udawało mi się pograć na komputerze z nim na rękach. Jakby nie było, próbuję to wszystko jakoś zebrać sensownie do kupy i nie odpuszczać za bardzo od tego jakie życie prowadziłam wcześniej. No i właśnie: żeby przetrwać te pierwsze trzy miesiące. Potem ma już być lepiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz