niedziela, 28 czerwca 2015

Matka Polka Niechlujna

Wychodzę z psem na dwór i dopiero zauważam wielką plamę na ramieniu mojej kurtki, którą zrobił mi na jednym spacerze kilka dni temu Mikołaj. Wracam do domu i w lustrze zauważam, że bluzka, którą mam na sobie też jest upaprana plujkami syna. O, i jeszcze jakaś plama na spodniach. Cóż, uroki posiadania w domu Rozkosznego Ulewaczka. Ale nie oszukujmy się. Włosy też aż proszą się o jakieś lepsze uczesanie czy może nawet wizytę u fryzjera, a w ogóle to co ja mam na sobie? A z resztą, to tylko krótki spacer z psem, może nie spotkam żadnego sąsiada.
No przyznaję, że nie specjalnie  mam czas ani nawet motywację, żeby przejmować się na chwilę obecną jakoś wyjątkowo swoim wyglądem. Myślę, że do póki rano jestem na tyle przytomna, żeby nie wychodzić z Hermesem w samej piżamie na spacer to i tak jest dobrze. Przy Mikim niektóre dni to trochę jak walka o przetrwanie a kto podczas apokalipsy przejmowałby się jakąś plamą na ubraniu?
W domu udaje nam się utrzymać całkiem niezły porządek. Jakoś łatwiej mi znaleźć czas na dopieszczenie mojego otoczenia niż siebie. No i odkąd oddaliśmy babci sunię okazało się, że nawet nie trzeba codziennie odkurzać. A ja myślałam, że te wszystkie kłaki to Hermesa były. Ponadto człowiek przy noworodku nabywa niezwykłą odporność na wszelkie wydzieliny. Jak to powiedział M. w rozmowie z dziewczyną mojego brata: "Człowiek myślał, że to babranie się pieluchami to najgorsze przy małych dzieciach a okazuje się, że przewijanie akurat to najmniejszy problem i może być nawet zabawne". A owszem, może. Osobiście zawsze myślałam, że fontanny, które robią mali chłopcy to kolejny wymysł filmowców i "oczywiście zawsze się musi pojawić w scenie przewijania". Cóż, nie wiem jak to bywa u innych małych chłopców, ale u nas jest to faktycznie bardzo popularny motyw w scenach przewijania. Ze względu na wspomniane wcześniej ulewanie, zwykle też przebieramy się kilka razy dziennie. Zarówno Miki jak i ja... no i M. też czasami. Jednym słowem, regularnie jest coś zasikane lub zaplute. Do tego dochodzi moja nieuregulowana jeszcze laktacja i budzenie się w mokrych plamach wyciekającego bezczelnie przez sen mleka. Śpię na ręczniku bo aż żal mi i tak już mocno sfatygowanego łóżka.
Liczę na to, że faktycznie będzie coraz łatwiej z każdym kolejnym miesiącem. W końcu Miki jest już niemowlakiem a to do czegoś zobowiązuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz