poniedziałek, 1 czerwca 2015

Pierwsze dni po porodzie

- Teraz mama pojedzie na salę pooperacyjną, może się pan z nią pożegnać i ucałować a dzieciaczka zabierzemy na oddział noworodkowy i może pan tam z nim posiedzieć – powiedziała pielęgniarka do M. zaraz po mojej operacji.
- A... a jaka płeć?
- A to pan nie wie?
- No nie. Chcieliśmy mieć niespodziankę do samego końca.
- Aha. No to syn.

***

Co dla mnie było najbardziej szokujące zaraz po porodzie i przeniesieniu na położnictwo? Dwie rzeczy:
1. Kikut pępowiny nie od razu wygląda jak uschnięty patyczek przy pępku. Przez pierwszą dobę wyglądał raczej jak budyń w bardzo stałej formie.
2. Wydawało mi się, że po porodzie zostaje na brzuchu tylko taki sflaczały fałd skóry. Co zostaje naprawdę? Przez kilka dni (czasem tygodni) po porodzie brzuch zachowuje wielkość mniej 6-9 miesiąca ciąży w zależności od kobiety. Poważnie, zapraszam was do jakiegokolwiek szpitala z oddziałem położniczym. Pójdźcie tam i zobaczycie całą masę „ciężarnych” kobiet ze swoimi nowo narodzonymi dzieciaczkami.
A jak wyglądają pierwsze doby z dzieciaczkiem? Przede wszystkim muszę zaznaczyć, że jestem bardzo zadowolona ze szpitala, w którym rodziłam. Wszystko wygląda ładnie i schludnie, zaledwie kilka lat po remoncie. Lekarze i pielęgniarki w przeważającej większości bardzo sympatyczni, mili i pomocni w każdej kwestii. Nie wiem jak jest obecnie w innych szpitalach ale tutaj dzieciaczki były przez cały czas z mamami. Pomijając takie sytuacje jak właśnie pierwsze kilka godzin po cesarce, lub gdy mama czuła się zbyt źle z jakiegoś powodu, żeby samemu zająć się maleństwem to dzieci cały czas były pod ich opieką.
No i w zasadzie to racja, że noworodki głównie śpią, jedzą i brudzą pieluchy. I wierzcie, można robić te trzy rzeczy jednocześnie. Z reguły pierwsze dni są nieco rozregulowane gdy młodzi rodzice uczą się po raz pierwszy zmieniać pieluchę i średnio im to wychodzi, gdy mama uczy się przystawiać Fasolkę do piersi (a Fasolka potem nie chce jej puścić przez trzy godziny z rzędu), gdy trzeba po raz setny przebrać dziecko bo pielucha przeciekła czy dzieciaczek opluł się ulewającym mlekiem (zalewając wszystko dookoła) lub znów trzeba rozebrać siebie lub jego bo jest kolejny obchód.
Dla mnie najgorsza była pierwsza noc z Mikołajem sam na sam. A to dzięki M., który bardzo zaangażowany zajmował się małym przez cały pierwszy dzień, widząc, że jestem jeszcze sama dość obolała po cesarce i troszkę cierpię i jednocześnie chcąc samemu nabrać wprawy w oporządzaniu dziecka. A potem pojechał wprawiony i szczęśliwy do domu a ja niewprawiona i obolała zostałam sama na noc i po raz pierwszy dopiero wtedy chociażby wyjęłam i włożyłam Mikołaja do łóżeczka. A łóżeczka swoją drogą były bardzo fajne i budową trochę przypominały wózki sklepowe. Też były na kółkach i dało się nimi nadjechać nad łóżko tak, że nie wstając z niego można było mieć cały czas dostęp do dziecka. Wygodne.
No i jeszcze M. bardzo skutecznie próbował mojej ranie przeszkodzić się goić. Bo wiecie jak to jest jak się kichnie albo człowiek się zaśmieje z raną na brzuchu? Niefajnie. A jak to jest jak człowiek co pięć minut wybucha śmiechem z raną na brzuchu. Bardzo boleśnie i bardzo niefajnie. Dzięki M....
Po dwóch dniach dostałam wiadomość od znajomej ze szkoły rodzenia, że oni też się już wykluli i są z małą Anią kilka sal od nas. A w wolnych chwilach oglądaliśmy z M. filmy na laptopie i jakoś nam te dni mijały. Niestety musieliśmy zostać w szpitalu dzień dłużej niż przewidywano bo Mikołaj trochę za dużo stracił na wadze od dnia porodu. Przyjmuje się, że dzieci po porodzie mogą w pierwszych dniach stracić do 10% masy ciała wagi urodzeniowej. My straciliśmy ciut więcej i lekarze zdecydowali, że jeszcze jeden dzień siedzimy na obserwacji. Na szczęście następnego dnia już polecieliśmy o 100g do góry i mogliśmy spokojnie opuścić szpital i wrócić do wytęsknionego domu i psów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz