niedziela, 7 czerwca 2015

Po porodzie - życie z nowym człowiekiem

Niecałe dwa tygodnie po porodzie. Co mi zostało? Jakieś 0,5kg od wagi wyjściowej sprzed ciąży, lekko budyniowy brzuch, 17-to centymetrowa, roześmiana blizna, wielki biust i... dziecko.
Trochę inaczej sobie w zasadzie wyobrażałam jak to będzie jak Mikołaj będzie już z nami. Myślałam sobie: "A, nie będzie tak źle. W nocy też jakoś przecież damy radę. Dzieciaczki muszą jeść raz na trzy godziny to tragedii nie będzie. Na te piętnaście minut będę się mogła przecież obudzić a w ciągu dnia to też nie tak dużo wychodzi." Ładnie to w mojej głowie wyglądało. Tyle że nie słyszałam nigdy wcześniej o tym, że małe dzieci karmi się na tzw. życzenie. Czyli jak krzyczy, że chce jeść to mu się to jeść daje, niezależnie od tego czy jadł trzy godziny temu czy pół. Zupełnie inaczej sprawa wygląda gdy dziecko karmione jest sztucznie. Mleko sztuczne jest dużo wolniej trawione przez dzieci i w tym wypadku faktycznie nie karmi się raczej częściej niż co trzy, cztery godziny. No i masz wyraźnie odmierzone ile je dzieciaczek. Przy karmieniu piersią trudno to sprawdzić i jednak szybko to jest przetwarzane przez młody żołądek, więc dużo częściej przystawia się maluchy do piersi. A jak wygląda nasza noc?
Mikołaj ma w ciągu doby dwie (czasem trzy) trzy lub czterogodzinne drzemki. (Pozostałe są dużo krótsze.) Staramy się kłaść go spać o 20-stej. Różnie to wychodzi ale staramy się być pod tym względem uparci i konsekwentni. I pierwsza nocna drzemka jest zazwyczaj tą długą drzemką Mkiego. Więc gdy zasypia ładnie o 20-tej to śpi nieprzerwanie prawie do północy. Potem już wybudza się na jedzenie mniej więcej co godzinę, półtorej. Na szczęście te nocne karmienia zwykle faktycznie nie zajmują dużo czasu. Niemniej jednak, Młody, niezależnie od tego o której by się położył ostatecznie, każdy dzień zaczyna o piątej rano a ja razem z nim. Ale nie jest tak źle. Teraz o piątej jest już jasno i dzień pełną parą. Gdyby to była zima i budzilibyśmy się o piątej w kompletnych ciemnościach to podejrzewam, że miałabym szybką i murowaną depresję.
Przyznaję, nie jestem najbardziej wyspanym człowiekiem wszech czasów ale jakoś daję radę. Słyszałam, że najgorsze są pierwsze trzy miesiące. Potem dzieciaczki zwykle zaczynają przesypiać dłużej w nocy i już się wszystko jakoś reguluje. Początek trzeba po prostu przetrwać. Chociaż bardzo cieszy mnie to, że M. nie budzi się gdy Miki zaczyna kwękać i wydawać różne inne odgłosy gdy budzi się w nocy i gdy wstaję go nakarmić. Mam nadzieję, że nie będzie bardzo cierpiał z wycieńczenia gdy wróci od poniedziałku do pracy. Poza tym, chyba bardzo mu się rola taty spodobała. Sama nie wiem co mnie bardziej rozczula. M. opowiadający Mikiemu o zasadach termodynamiki jądrowej i o fizyce kwantowej czy Miki, który słucha go przy tym bardzo uważnie, zapatrzony w nachylającego się nad nim tatę. Obaj są tacy kochani.
A mimo to wczoraj postanowiliśmy być bardzo wyrodnymi rodzicami i porzuciliśmy Mikiego z babcią. Postanowiliśmy iść do kina. No dobra, przeżywałam strasznie to rozstanie ale obawiam się momentu gdy naprawdę będę musiała wyjść z domu i chcę mieć pewność, że da się to zrobić bez gigantycznego stresu dla mnie i Mikołaja. Umie już pić z butli i to w zasadzie najważniejsze. Zostanie z babcią, która póki co jest dla niego zupełnie obcą osobą, też przeszło bez problemów co mnie ogromnie cieszy. Myślę, że gdy nadejdzie w końcu dzień mojej obrony to pojadę tam już nieco spokojniejsza i będę mogła skupić się pracy. Obawiałam się, czy to może nie za wcześnie. Mały nie ma jeszcze dwóch tygodni przecież, ale wszystko poszło względnie bez problemów, choć ciężko mi było zrelaksować się w pełni. Bardzo się powstrzymywałam przed pisaniem co chwila do mamy sms-ów z pytaniem, jak sytuacja na froncie i nie biegłam do autobusu zaraz po seansie, ale stres mnie nieco zżerał. No właśnie. Bo z jednej strony to chciałoby się od tego małego stwora czasem odpocząć a z drugiej to trudno zostawić go na pięć minut samego.

1 komentarz:

  1. Jak fajnie, że o tym napisałaś :)) Jestem ogromnie ciekawa, jak to będzie... Jeszcze trochę ponad miesiąc i pojawi się Maluszek!

    OdpowiedzUsuń