czwartek, 30 lipca 2015

Jak tak można?

Pamiętam, że po śmierci taty nie mogłam zrozumieć jednej rzeczy. Jak można przejść do czegoś takiego na porządku dziennym? Jak można się "przyzwyczaić" do tego, że już go nie ma? Jak można tak po prostu zaakceptować coś co tak ogromnie wpływa na nas i nasze życie?

poniedziałek, 27 lipca 2015

Najlepszy sposób na zgagę - nie tylko w ciąży!

W związku z tym iż na wielu blogach czytałam o tym jakim strasznym dla przyszłych mam problemem jest zgaga postanowiłam podzielić się moim - najlepszym, najprostszym i najszybszym - sposobem pozbycia się jej. A odpowiedź to cytryna.

sobota, 25 lipca 2015

Wolność!

Na wstępie, zanim przejdę do tego o czym chciałam pisać, oświadczam, że dziś nastał ten dzień, który sobie tak pięknie imaginowałam przed porodem. Miki zjadł wczoraj o ósmej po kąpieli, następnie o 24, 3 i 6 rano. Wspaniała noc!
Dalej, skoro jesteśmy w temacie karmienia, to wreszcie czuję się wolna!

czwartek, 23 lipca 2015

Spontaniczność przy małym dziecku

Doprawdy, nie wiem skąd biorą się teorie jakoby przy małym dziecku umierała wszelka spontaniczność. Mam czasem wrażenie, że nigdy wcześniej nie byłam tak spontaniczna. Nasz plan dnia nie jest w żaden sposób regularny a już szczególnie drzemki Mikiego. Czasem śpi pół dnia, czasem zaledwie godzinę przez cały dzień. Więc gdy w końcu zasypia staję się istną boginią spontaniczności.

poniedziałek, 20 lipca 2015

Bardzo egoistyczna matka, czy tylko troszeczkę?

Pamiętam jak kiedyś, dawno temu, przyjechała do mojego taty w odwiedziny moja siostra cioteczna ze swoim kilkumiesięcznym synkiem. Dzieciaczek był przeuroczy, lecz był z nim jeden problem. Panicznie bał się zostawać bez mamy. Musiał mieć ją cały czas na oku i nawet gdy ktoś inny chciał go tylko na ręce wziąć to wybuchał histerycznym płaczem. Cały czas na rękach. Cały czas na rękach mamy. Ta scena bardzo wyraźnie wbiła mi się w pamięć. W tamtej chwili postanowiłam sobie, że jeśli będę miała kiedyś dzieci to od samego początku będę je przyzwyczajać do innych, żeby nie dopuścić do takiej sytuacji.

sobota, 18 lipca 2015

Moje hobby - część I

Potężna, mongolska armia, nieubłaganie brnie przed siebie, prosto na Marokańskie imperium. Ahmad al-Mansur niczego się nie spodziewa. Nie bierze pod uwagę takiej zdrady. Jest nieprzygotowany na inwazję. Jego wojsko to zaledwie kilka garnizonów łuczniczych stacjonujących w miastach. Wojna jest okrutna. Lecz wie to też sam Czyngis, prowadzący wojsko na Fes i Rabat. Wie, że nie można jej prowadzić w nieskończoność.
Już zaczyna brakować pieniędzy i jedzenia. Ludzie w Turfanie głodują, zmuszeni do morderczej, ciężkiej pracy przy zbrojeniach. Szlaki handlowe zostały splądrowane a odbudowanie ich zajmie bardzo wiele czasu. Zagoniono do pracy nawet artystów. Uniwersytety pustoszeją. Nie ma czasu na naukę i kulturę gdy w grę wchodzi wielka wojna. Ludzie zaczynają się buntować i w miastach wybuchają zamieszki, lecz Czyngis wie, że wszystko kiedyś minie i warto podjąć cały ten trud i ryzyko. Że z czasem ludzie zrozumieją jego wielki plan i pokochają go na nowo. Ałma Ata to rozumie. Przesyła do Karakorum nowe jednostki, które posłużą do opanowania zbuntowanego ludu.

Oto ja, po raz tysięczny próbująca doprowadzić do zwycięstwa militarnego w Cywilizacji.

czwartek, 16 lipca 2015

Czas się wziąć za siebie

Od porodu minęło półtora miesiąca, prawie dwa. Ze względu na cesarkę nie mogłam wrócić do ćwiczeń od razu ale byłam już u lekarza, zbadał mnie i stwierdził, że wolno mi już wszystko. Więc koniec wymówek. Tylko jak tu teraz ćwiczyć?

poniedziałek, 13 lipca 2015

Ładną mamy synkę?

Dzieciństwo i młodość mojej babci przypada na czas gdy to chłopcy ubierani byli na różowo (bo to przecież pochodny od czerwonego) a dziewczynki na błękitno - nie odwrotnie. Dlatego też dostajemy od niej piękne różowe ubranka dla Mikiego.

piątek, 10 lipca 2015

Więcej zabawek

Ja: Kup mi drut jak będziesz w tesco.
M: Ale jaki, drut?
Ja: No taki, żeby dało się go powyginać, jakiś.
(...)
M: I co będziesz robić z tym drutem?
Ja: Jeszcze nie wiem ale coś zrobię.

środa, 8 lipca 2015

Dziecko i psy

Wychowywałam się bez zwierząt. W domu nie mieliśmy nigdy nawet rybek. Tata był stanowczym przeciwnikiem trzymania zwierząt w domu. Mnie jednak, jak na złość jemu, zawsze ciągnęło do wszystkich czworo-, dwu-, i beznogów i zostanie mi już tak chyba na zawsze. W końcu, po przeprowadzce, doczekałam się swojego wymarzonego, dużego, czarnego psa. I od niego się zaczęło. Bo to, ile zwierząt później przetoczyło się przez nasze skromne progi, to chyba trudno byłoby już zliczyć (w tym miejscu chciałam podziękować mojej kochanej rodzinie za cierpliwość i wyrozumiałość względem mojej osoby i wszystkich moich obecnych i minionych podopiecznych). Wiedziałam też, że chcę aby moje dzieci wychowywały się ze zwierzętami, no a już na pewno z psami. Chciałam przede wszystkim, żeby mój wymarzony, duży, czarny pies doczekał moich dzieci bo widziałam jak cierpliwie zawsze zachowuje się przy innych, które robiły z nim co chciały i wiedziałam, że będzie idealnym psem rodzinnym.
Jeszcze zanim urodził się Mikołajek zastanawialiśmy się jak psy (wymarzony, duży, czarny i niespodziewana, mała, czarna) zareagują na niego. Spodziewałam się, że Hermes będzie raczej ignorował dzieciaczka lub ewentualnie udawał, że nie istnieje, gdyby dzieciaczek próbował nawiązać jakąś interakcję. No i ostatecznie czekałby cierpliwie aż interakcja się skończy, gdyby już do jakiejś doszło. Co do Neski to sądziłam, że będzie jednym z tych psów, u których po pojawieniu się dziecka w rodzinie wybucha instynkt macierzyński. Myślałam, że będzie go pilnować i lecieć do niego na każde jego piśnięcie. Cóż, jeśli chodzi o Hermesa to niewiele się pomyliłam. Neska za to bardzo mnie zaskoczyła.
Oba psy zachowywały się w zasadzie tak samo. Udawały, że nic się nie zmieniło i kompletnie ignorowały Mikołaja od samego początku. Powąchały, zobaczyły, że niejadalne i zakończyły temat. "My z tym nie mam nic wspólnego. Sami zrobiliście to sami się tym teraz zajmujcie."
W zasadzie nie ma w tym nic złego. Przynajmniej wiem, że żadne z nich nigdy nie zrobiłby Mikiemu krzywdy, nawet gdyby im zaczął oczy wydłubywać. Moja babcia twierdzi, że głupie mam psy, bo każdy mądry to by się bronił jak mu krzywdę robią, ale ja chyba wolę w takim razie głupie psy. Nie, żebym w jakikolwiek sposób tolerowała pod swoim dachem jakiekolwiek znęcanie się nad zwierzętami, ale też nigdy nie tolerowałam żadnego, nawet najmniejszego, przejawu agresji psa w stosunku do człowieka. Szalka ma być wyrównana i zgoda w stadzie.
Jednak nic nie trwa wiecznie. Gdy w moim życiu pojawił się Hermes obróciło się ono o 180 stopni. Gdy pojawił się w nim Mikołaj nastąpił kolejny zwrot o 180 stopni. Wróciłam więc w pewnym sensie do punktu wyjścia. Do punktu bez wymarzonego, dużego, czarnego psa.

Hermes 12 VII 2005 - 08 VII 2015



niedziela, 5 lipca 2015

Piknik!

- Mikołajku, rodzice potrzebują jeszcze godziny snu.
- To dlaczego rodzice nie położyli się spać godzinę wcześniej?
- Nie chodzi o to, o której się położyli tylko kto ich budził w nocy.
- To dlaczego rodzice nie położyli się spać dwie godziny wcześniej żeby uwzględnić nocne budzenie?
- Bo rodzice chcieli coś jeszcze porobić.
- Tata, to poróbmy coś teraz razem.
- Mam pomysł, zagrajmy w "kto cisze prześpi godzinę?".
(Po półtorej minucie cichego leżenia.)
- Tata, obudź się. Chyba wygrałem.

Mikołajek był w prawdzie dubbingowany przeze mnie ale wyszło bardzo spontanicznie i zabawnie. Lubimy się z M. bawić w podkładanie głosu Mikiemu a on sam często robi bardzo adekwatne do "swoich" wypowiedzi miny.

***

Byliśmy dziś na pikniku! I powiem szczerze, że był to chyba pierwszy w moim życiu prawdziwy piknik. Wzięliśmy plecak piknikowy (który M. dostał ode mnie na gwiazdkę), przygotowaliśmy trochę jedzenia, zabraliśmy kilka gier i mojego brata i poszliśmy do parku, niedaleko naszego domu.
Było naprawdę fajnie a Miki większość tego czasu w zasadzie przespał. Było naprawdę gorąco, ale w cieniu panował przyjemny chłodek i dało się te kilka godzin tam spędzić.
Mamy w bardzo sensowny sposób zdejmowaną gondolkę z wózka i mogliśmy położyć w niej Mikiego koło nas.
 Gdy potem wyjęłam go na chwilę, żeby go przewinąć i zobaczyła, że mimo wszystko nieco zapocił plecki to przełożyłam go na chwilę na brzuch. Ale zasnął w tej pozycji i pozwoliłam mu tak poleżeć.
 Miki lubi bardzo leżeć na brzuchu ale kładę go tak tylko gdy ćwiczymy podnoszenie główki lub gdy mogę mieć go cały czas na oku. Boję się trochę zostawiać go w tej pozycji do spania bo jednak bałabym się, że może mieć przez to utrudnione oddychanie. A instynkt samozachowawczy u małych dzieci działa czasem trochę wadliwie i chyba mógłby się Miki nie zorientować, że już czas przekręcić głowę i wziąć głębszy oddech.
W prawdzie ja i mój brat ponoć od przyjazdu ze szpitala byliśmy kładzeni na brzuchu i jak widać żyjemy cali i zdrowi ale ja należę do osób, które wolą dmuchać na zimne. Za kilka miesięcy z pewnością zacznę usypiać Mikiego na brzuchu ale na razie się jeszcze wstrzymam.
A piknik koniecznie trzeba będzie powtórzyć!

piątek, 3 lipca 2015

Obroniona!

Oto ja i moje wyższe wykształcenie!
Pojechałam dziś na obronę. Bardzo chciałam jechać z Mikołajkiem ale M. uparł się, że to głupi pomysł, wziął wolne i postanowił spędzić dzień z synem. Zostawiłam im więc jedzenie, zabrałam brata pod pachę i pojechałam na uczelnię. I nawet się nie stresowałam. Za daleko i za długo już chyba jestem myślami od uczelni. Nie mogłam się skupić na obronie i cały czas wybiegałam gdzieś myślami. Przeczytałam tylko jeszcze swoją pracę, żeby przypomnieć sobie wszystko o czym w niej pisałam i tyle. A sama obrona poszła całkiem nieźle chyba, choć nawet już tam na sali z komisją byłam trochę myślami gdzie indziej i pytania jednak dochodziły do mnie z pewnym opóźnieniem. Ale przynajmniej wszystko w miłej atmosferze. To duża zaleta tak kameralnych studiów. Cokolwiek by nie było to jednak trochę rodzinnie się robi. Wszyscy wszystkich znają i wszystko o wszystkich wiedzą.
A jak poradzili sobie moi mężczyźni w domu beze mnie? Całkiem nieźle. W prawdzie po powrocie zastałam Mikołajka usadowionego przed telewizorem gdy tata akurat brał prysznic ale przynajmniej bez krzyku i płaczu. A wieczorem? A wieczorem gigantyczne zaskoczenie. Najpierw standardowo kąpiel, karmienie i do łóżka. Jednak już przy jedzeniu widzę, że maluch nie chce spać. Oczy otwarte, ogląda się, kręci, poznaje świat. No to ciężko będzie - myślę. Jednak widzę, że się najadł to odkładam go do łóżeczka czując, że zaraz będzie rozpacz, bo przecież nie chce się spać. Rozpaczy nie ma. Robię więc burritokid, żeby jeszcze ułatwić mu zasypianie ale oczy dalej szeroko otwarte i Miki wcale na śpiącego nie wygląda. No ok, nie będę go na siłę usypiać. Leży spokojnie to zostawiam go, nawet jeśli nie śpi. Kręcił się jeszcze oglądając łóżeczko dookoła przez jakieś 10 minut po czym... zasnął. Zasnął! Tak po prostu! Leżał sam w łóżeczku, kręcił się po czym bez słowa grzecznie zasnął.
Powiedziałam M. że w takim razie to ja od poniedziałku idę do pracy a on zajmuje się dzieckiem. Nie ma zmiłuj, jak tak dobrze im razem.
Nie, no naprawdę byłam pod wrażeniem.Oby już tak zawsze.

A jakby ktoś się interesował o czym pisałam pracę to... oczywiście o grach :). O mongolskich grach kościanych. A na załączonym obrazku, ułożona z kości żaba.

środa, 1 lipca 2015

Zabawki dla niemowlaka

Dziecko jest doskonałą wymówką... żeby obudzić dziecko w sobie.
Przyznam, że kompletując wyprawkę dla Mikiego, przed porodem, nie zastanawiałam się nawet nad kupnem zabawek dla niego. Nie sądziłam, że w pierwszych miesiącach będzie jakichś potrzebował i mam wrażenie, że niespecjalnie się pomyliłam. Mikołaj póki co bardzo wybiórczo zwraca uwagę na otoczenie. Interesują go rzeczy, które dla mnie, z perspektywy osoby dorosłej, wcale dla dziecka nie powinny być interesujące. Jak na przykład poduszka w kropki, o której pisałam wcześniej. Żadne pluszaki ani inne dzieciowe rzeczy kompletnie nie przykuwają jego uwagi. Jednak jakieś "zabawki" mu zorganizowaliśmy.

Przede wszystkim karteczki ze wzorami. Nie ważne w zasadzie co na nich jest (nie chodzi o to, żeby noworodka uczyć alfabetu), ważne, żeby były proste i kontrastowe. Miki lubi skupiać na nich wzrok tak jak na swojej ulubionej poduszce.
Samolocik zawieszony nad gondolką wózka. Jest żółty, więc nie od razu przyciąga jego uwagę. Fajniejsze są rzeczy o bardzo intensywnych barwach, najlepiej ciemnych, lecz gdy jesteśmy na spacerze i samolot lata mu tuż nad głową to też można się na niego pogapić.

I w zasadzie to główne nasze atrakcje. W domu Miki sam sobie wybiera co chce właśnie oglądać. Może to być ściana, ręka mamy, okulary taty czy otwarte drzwi od kuchennej szafki. Poznaje świat po swojemu lecz lubi gdy bodźce się zmieniają. Ciemno - jasno, wysoko - nisko, ogródek - dom. No i telewizor. Bardzo lubi patrzeć na to co się rusza na tej dziwnej ścianie.
Rękoma jeszcze niczego nie chwyta (chyba, że mu się na siłę wciśnie w dłoń palec i potrzyma go tam wystarczająco długo - po pewnym czasie można w końcu zacząć krzyczeć "Patrz! Patrz! Złapał mnie!"). Na dźwięki też reaguje bardzo wybiórczo i raczej trudno w ten sposób skupić jego uwagę. Puszczam mu w prawdzie jakieś pioseneczki na you tube ale dużo fajniejsze są animacje do nich.

Jednak jak już pisałam wcześniej - dziecko jest doskonałą wymówką. Bo trochę skłamałam pisząc, że nie kupowaliśmy Mikiemu zabawek. Miki ma już bowiem cudownego pluszaka Kthulhu, zestaw naprawdę ciekawych książek, drona, jeszcze kilka książek i zapewne niebawem trzeba będzie mu kupić jakąś grę komputerową lub planszową. Kiedyś w końcu z tego skorzysta, nie? A do tego czasu my się tym wszystkim zaopiekujemy.

Tymczasem muszę kończyć bo M. uczy się pilotować drona, żeby mógł pokazać potem jak to się robi, Mikołajowi. A dopóki M. się nie nauczy, trochę boję się o swoją głowę.

P.S.
Żartowałam z tymi zabawkami. Tak naprawdę to Miki cały dzień kosi w Wiedźnima III.