poniedziałek, 13 lipca 2015

Ładną mamy synkę?

Dzieciństwo i młodość mojej babci przypada na czas gdy to chłopcy ubierani byli na różowo (bo to przecież pochodny od czerwonego) a dziewczynki na błękitno - nie odwrotnie. Dlatego też dostajemy od niej piękne różowe ubranka dla Mikiego.
Jak dla mnie to wygląda to strasznie dziwnie bo w mojej głowie zakodowany mam już inny klucz kolorów. Poza tym, za różowym też specjalnie nie przepadam. Nawet jakby Miki okazał się dziewczynką to w szafie i tak nie gościłoby zbyt wiele ubranek w tym kolorze. Wolę neutralne barwy. I cieszę się, że taką właśnie mieliśmy wyprawkę. No ale żeby prababci nie było przykro to możemy się przecież raz na jakiś czas ubrać i w róż. W końcu darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby a dziecku kompletnie nie robi to przecież różnicy.
Ponadto, jeśli chodzi o ubranka to trochę się ostatnio... przestraszyłam. Bo (po raz pierwszy) zobaczyłam, że Miki rośnie! Właśnie gdy dostaliśmy ubranka od prababci, i spojrzałam na nie, pomyślałam, że fajne ale jeszcze chyba minie trochę czasu zanim będą na nas dobre. Po czym przyjrzałam im się uważnie i postanowiłam jednak przymierzyć na Mikiego. I chyba wyraźnie widać na zdjęciu, że wcale nie są na niego za duże. Nie są za duże! Te gigantyczne ubranka są akurat na mojego maleńkiego chłopca! What kind of sorcery is this?!
Zaczyna się. A potem będzie jeszcze większy, jeszcze ruchliwszy, jeszcze głośniejszy. Potem pójdzie do przedszkola i nagle dorośnie i założy swoją rodzinę... Oj cieszmy się maluszkami póki jeszcze nimi są!
No i nasz mały siłacz zaczął się podnosić już na przedramionach. Ciągnie tą głowę do góry przy byle okazji. Ciekawy świata. Dużo kładziemy go na brzuszku i widać, że daje to niezłe efekty.

A my z M. zaczęliśmy ostatnio rozpamiętywać jak to było na samym początku z Mikim (tak dawno już to było!). No ok, nie minęło jeszcze wiele czasu ale zastanawialiśmy się nad jednym naszym spostrzeżeniem. Bo, mimo iż oboje chcieliśmy dzieciaczka i wyczekiwaliśmy go i wyobrażaliśmy sobie jaki będzie fajny i och i ach, to nasza reakcja po pierwszych dwóch, trzech tygodniach była taka sama: "Jakim cudem ktoś może z własnej, nieprzymuszonej woli chcieć fundować sobie coś takiego po raz drugi? Czemu ludzie decydują się na drugie dziecko?!". Po pierwszych męczących tygodniach chodziło mi to cały czas po głowie i M. chyba też. Wiele razy wracała do mnie myśl, że Miki chyba jednak, niestety zostanie jedynakiem. Gdy teraz to wspomnę to chce mi się trochę śmiać. Najgorszy okres widocznie mamy za sobą bo już mnie takie myśli nie nawiedzają.

Tymczasem, wróciła do nas mała-czarna i znów w domu są jakieś cztery łapy. To dobrze. Dobrze mieć w domu jakieś cztery łapy.

4 komentarze:

  1. Cudny Maluszek. W niektórych rejonach Polski nadal funkcjonuje taki schemat kolorów, ale różowy jest chyba mniej "dziewczęcy". Dużo racji jest w tym wpisie, dzieci bardzo szybko rosną, ale z miesiąca na miesiąc coraz wolniej - to tak na pocieszenie. Często myślałam "a zrobię to zdjęcie jutro", ale szybko się nauczyłam, że tzw. "jutro" jest zupełnie inne i nowe. A na drugie dziecko też szybko przychodzi chęć ;) Wszystkiego dobrego dla powiększonej Rodzinki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobno w Nowym Sączu gdzieś na wiosce takie było że chłopcy chodzili w różu :) ja mam chęć na drugie ale w sumie z tego względu żeby córcia miała rodzeństwo ... w sumie z żadnego innego bo wiadomo ciąża , poród , początki macierzyństwa ... to potrafi odstraszyć i zniechęcić.. mimo że minęło 8 mcy moj niemąż nadal nie chce dziecka drugiego ... ale odkładam ciuszki nie wszystkie ale połowe bo nie mam gdzie tego trzymać :) reszta ląduje na olx

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam o tym i nawet dziś mówiłam o tym mężowi :) Niebieski jest kolorem Maryjnym, więc dziewczynki ubierano w kolorze jej szat. Kolor szaf Jezusa był czerwony, jednak jako że czerwień to zbyt intensywny odcień, ubierano chłopców właśnie na.. różowo :) Jak to się wszystko zmieniło, niesamowite :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe :) Nie wiedziałam, że to może się brać od tego.

      Usuń