poniedziałek, 20 lipca 2015

Bardzo egoistyczna matka, czy tylko troszeczkę?

Pamiętam jak kiedyś, dawno temu, przyjechała do mojego taty w odwiedziny moja siostra cioteczna ze swoim kilkumiesięcznym synkiem. Dzieciaczek był przeuroczy, lecz był z nim jeden problem. Panicznie bał się zostawać bez mamy. Musiał mieć ją cały czas na oku i nawet gdy ktoś inny chciał go tylko na ręce wziąć to wybuchał histerycznym płaczem. Cały czas na rękach. Cały czas na rękach mamy. Ta scena bardzo wyraźnie wbiła mi się w pamięć. W tamtej chwili postanowiłam sobie, że jeśli będę miała kiedyś dzieci to od samego początku będę je przyzwyczajać do innych, żeby nie dopuścić do takiej sytuacji.
I było to dyktowane głównie strachem. Po prostu byłam przerażona tym, że dziecko będzie tak mocno związane tylko ze mną, że całe "moje" życie po prostu przestanie istnieć na kilka... naście długich miesięcy. A nie tak sobie wyobrażam macierzyństwo.
Jeszcze zanim pojawił się Mikołajek podjęłam stanowczą decyzję, że tak jak do tej pory zapraszaliśmy wielu znajomych i z wieloma się regularnie spotykam, tak po porodzie ten schemat ma być chociaż w drobnym stopniu zachowany. Z jednej strony, żeby faktycznie socjalizować Mikiego od pierwszych dni i pokazywać mu całe stada wujków i cioć. Z drugiej - abym miała cały czas to "swoje" życie.
I tak właśnie w 12-tej dobie, czyli pierwszy weekend po wyjściu ze szpitala, porzuciliśmy syna z babcią i sami pojechaliśmy do kina. Chyba wspominałam już o tym jak źle zniosłam tamto wyjście. Ale wróciliśmy do domu i przekonałam się, że nie było się czego bać, a babcia dała sobie całkiem nieźle radę (można było nawet pomyśleć, że to nie pierwszy raz kiedy zajmowała się małym dzieckiem :)). Może było to trochę za wcześnie, ale bez wątpienia nikomu nie stała się krzywda.
Niedługo potem, na urodziny M. po raz pierwszy sprosiłam znajomych. Potem kolejne moje wyjścia i kolejne zaskoczenia, że dzieckiem naprawdę może czasem zająć się ktoś inny niż ja i po powrocie nie zastaję pod drzwiami policji, pogotowia i straży dla zwierząt. I choć zawsze wracam do domu niemal biegiem to jednak za każdym razem jestem też coraz spokojniejsza. Jeszcze nie tak dawno przerażała mnie myśl, że już niedługo wracam na studia i Miki będzie na te kilka godzin zostawał beze mnie. Teraz wydaje mi się to coraz realniejsze.
Nadal trochę zazdroszczę mamom pracującym urlopu macierzyńskiego i kusi mnie jeszcze wizja urlopu dziekańskiego (który niestety w moim wypadku może okazać się baaaaardzo złym pomysłem) ale wierzę już, że wszystko może się całkiem nieźle udać.
I naprawdę wszystkim młodym mamom polecam raz na jakiś czas pozwolić sobie na chwilę egoizmu i porzucić z kimś potomstwo, a samemu wyrwać się na chwilę z domu. Pójść do kina, fryzjera, kosmetyczki czy na kawę ze znajomą. Właśnie po to, żeby przekonać się, że jest to wykonalne i mamy do tego prawo. I że jeśli spośród tysięcy godzin życia naszych dzieci te kilka będzie bez nas to naprawdę nic złego się nie stanie.



P.S. Dziękuję wszystkim, którym chce się nas odwiedzać i nie boją się zarazić dzieciowatością.:)

3 komentarze:

  1. my po miesiącu pojechaliśmy do kina i to było..... dziwne . co chwila zerkaniena telefon i stres ale takie odsapnięcie wiele mi dało < oj ja wyrodna i zła matka > :D .... co do płaczu kiedy nie ma mamy na widoku .. ja też wychowuje córcie między ludźmi i nie chowam po kątach ale żeby się nie bała i powiem ci że to nie działa do końca bo moja ma teraz etap że nawet często jak się odwrócę a stoję przy niej to płacz niesamowity i na kogoś kogo nie widzi dłużej też płacze ... także tego chyba uniknąć się nie da chociaż każde dziecię jest inne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spodziewam się, że jest faktycznie taki moment w życiu dziecka, że uczepione jest maminej spódnicy i nic się na to nie poradzi. Jest to całkowicie naturalny okres i chyba trudno go uniknąć. Niemniej jednak poznawanie dzieciaczka z ludźmi jest bardzo ważne i mam nadzieję, że coś nam to w końcu da :)

      Usuń
  2. Corka kuzynki unika obcych. Placze jak szalona jak tylko mama znika w wc. Koszmar.
    W planach mam podobnie jak Ty, nie przyzwyczajac maluszka tylko do mnie. Mam zamiar chodzic na kawe ze znajomymi, do fryzjera, czy na fitness. Nie chce być tylko matką, ale także kobietą, aktywną kobietą.

    OdpowiedzUsuń