środa, 8 lipca 2015

Dziecko i psy

Wychowywałam się bez zwierząt. W domu nie mieliśmy nigdy nawet rybek. Tata był stanowczym przeciwnikiem trzymania zwierząt w domu. Mnie jednak, jak na złość jemu, zawsze ciągnęło do wszystkich czworo-, dwu-, i beznogów i zostanie mi już tak chyba na zawsze. W końcu, po przeprowadzce, doczekałam się swojego wymarzonego, dużego, czarnego psa. I od niego się zaczęło. Bo to, ile zwierząt później przetoczyło się przez nasze skromne progi, to chyba trudno byłoby już zliczyć (w tym miejscu chciałam podziękować mojej kochanej rodzinie za cierpliwość i wyrozumiałość względem mojej osoby i wszystkich moich obecnych i minionych podopiecznych). Wiedziałam też, że chcę aby moje dzieci wychowywały się ze zwierzętami, no a już na pewno z psami. Chciałam przede wszystkim, żeby mój wymarzony, duży, czarny pies doczekał moich dzieci bo widziałam jak cierpliwie zawsze zachowuje się przy innych, które robiły z nim co chciały i wiedziałam, że będzie idealnym psem rodzinnym.
Jeszcze zanim urodził się Mikołajek zastanawialiśmy się jak psy (wymarzony, duży, czarny i niespodziewana, mała, czarna) zareagują na niego. Spodziewałam się, że Hermes będzie raczej ignorował dzieciaczka lub ewentualnie udawał, że nie istnieje, gdyby dzieciaczek próbował nawiązać jakąś interakcję. No i ostatecznie czekałby cierpliwie aż interakcja się skończy, gdyby już do jakiejś doszło. Co do Neski to sądziłam, że będzie jednym z tych psów, u których po pojawieniu się dziecka w rodzinie wybucha instynkt macierzyński. Myślałam, że będzie go pilnować i lecieć do niego na każde jego piśnięcie. Cóż, jeśli chodzi o Hermesa to niewiele się pomyliłam. Neska za to bardzo mnie zaskoczyła.
Oba psy zachowywały się w zasadzie tak samo. Udawały, że nic się nie zmieniło i kompletnie ignorowały Mikołaja od samego początku. Powąchały, zobaczyły, że niejadalne i zakończyły temat. "My z tym nie mam nic wspólnego. Sami zrobiliście to sami się tym teraz zajmujcie."
W zasadzie nie ma w tym nic złego. Przynajmniej wiem, że żadne z nich nigdy nie zrobiłby Mikiemu krzywdy, nawet gdyby im zaczął oczy wydłubywać. Moja babcia twierdzi, że głupie mam psy, bo każdy mądry to by się bronił jak mu krzywdę robią, ale ja chyba wolę w takim razie głupie psy. Nie, żebym w jakikolwiek sposób tolerowała pod swoim dachem jakiekolwiek znęcanie się nad zwierzętami, ale też nigdy nie tolerowałam żadnego, nawet najmniejszego, przejawu agresji psa w stosunku do człowieka. Szalka ma być wyrównana i zgoda w stadzie.
Jednak nic nie trwa wiecznie. Gdy w moim życiu pojawił się Hermes obróciło się ono o 180 stopni. Gdy pojawił się w nim Mikołaj nastąpił kolejny zwrot o 180 stopni. Wróciłam więc w pewnym sensie do punktu wyjścia. Do punktu bez wymarzonego, dużego, czarnego psa.

Hermes 12 VII 2005 - 08 VII 2015



2 komentarze:

  1. Ktoś kiedyś powiedział, że "ludzie przychodzą i odchodzą..." i niestety to samo dotyczy tych czworo-, dwu-, i beznogów ;(

    Hermes na zawsze zostanie z Tobą i z tymi, którzy go kochali [*]
    Jak tak siedzę i patrzę na to zdjęcie przypominają mi się nasze wakacje - ten wspólnie spędzony czas we trójkę.
    Tak jak dziś pisałyśmy - sama wiesz, że ta decyzja była dla jego dobra.
    Teraz na pewno biega radosny i szczęśliwy po zielonych polach za Tęczowym Mostem <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Rany, gdyby nie Mikołajek to bym chyba zwariowała sama w domu bez Hermesika... A tak to jest chociaż czym myśli zająć.

      Usuń