czwartek, 30 lipca 2015

Jak tak można?

Pamiętam, że po śmierci taty nie mogłam zrozumieć jednej rzeczy. Jak można przejść do czegoś takiego na porządku dziennym? Jak można się "przyzwyczaić" do tego, że już go nie ma? Jak można tak po prostu zaakceptować coś co tak ogromnie wpływa na nas i nasze życie?
Wiele miesięcy po mojej głowie krążyły takie myśli. Ciągle nie mogłam uwierzyć w to, że on odszedł, zniknął z dnia na dzień, wywrócił moje życie kompletnie i w zasadzie... nic się nie zmieniło. Ktoś obok zastanawia się jakie lody kupić, ktoś stresuje się przed pierwszą randką, ktoś wymyśla wymówkę, żeby nie jechać do babci, ktoś planuje urlop nad morzem z dziećmi. Nie chciałam uwierzyć, że to wszystko może dziać się równolegle. W jakiś sposób chciałam, żeby Świat na chwilę się zatrzymał i skupił tylko na mnie i na tym co czuję. Ale nie dało się. Świat nie jest mną. Świat ma swoje życie i swoje sprawy.

Po narodzinach Mikołajka to samo uczucie do mnie wróciło. Coś kompletnie zmieniło moje życie. Byłam osobą A i nagle stałam się osobą B. Szalały we mnie emocje i znów, nie mogłam uwierzyć, że można do tego przejść po prostu na porządku dziennym. Że ktoś gdzieś powie "A wiesz, że tej F. to się dziecko urodziło?" Zupełnie jakby mówił o tym, że wchodzi do kin ciekawy film. Zupełnie jakby nie miało to większego znaczenia. Że kiedyś będzie to tak odległe. Że wszystko przejdzie w jakąś rutynę i stagnację. Że to ja sama po prostu przyzwyczaję się, że on tu jest. Znów chciałam, żeby cały Świat na chwilę na mnie spojrzał. I znów Świat nie bardzo się przejął. Ot dziecko jak dziecko.

Zdumiewa mnie, że te dwie rzeczy - śmierć i narodziny - są zarówno tak pospolite i powszechne dla ogółu a zarazem tak niepowtarzalne, poruszające i wzniosłe dla jednostki. Co za dychotomia. Tysiące ludzi codziennie rodzi się i umiera. Czemu mielibyśmy się przejmować tymi tysiącami? Czemu mielibyśmy się w ogóle przejmować jakimikolwiek obcymi? To tylko statystyki. A jednak wszędzie na świecie te "statystyki" są czymś co czyjeś życie zmienia kompletnie. Że cały czas gdzieś tam jest ktoś kto chce, żeby Świat na chwilę się dla niego zatrzymał.

Mimo wszystko udaje się przejść do wszystkiego na porządku dziennym. Ten przeklęty czas... Z jednej strony się cieszę a z drugiej, coś znów przeminęło i odeszło. Tyko carpe diem. Carpe diem.


5 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy post, skłania do przemyśleń. Odejście i Przyjście od zawsze jest czymś przełomowym i mimo, że są to przeciwieństwa, mają wiele wspólnego. Tak, jak napisałaś - zatrzymują świat. Ale, co nas dziwi - tylko nasz makrokosmos, bo cała reszta pędzi dalej

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety cały świat i ludzie są inni niż my, może to i dobrze bo właśnie przez to skłaniamy samych siebie do myślenia, refleksji, doceniamy to co jest najważniejsze. Dla niektórych śmierć i narodziny są czym naturalnym dla niektórych czymś wyjątkowym.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzisiaj widzialam czyjaś tragedie. Na przejsciu niedaleko mojego bloku duze auto śmiertelnie potracilo kobiete. Tak mnie to ruszylo ze dojsc do siebie nie moglam. Myslalam o rodzinie, o bliskich tej osoby. O ich tragedii, smutku. Bardzo bardzo im wspolczuje. A potem wrocilam do domu i zobaczylam w lustrze swoj brzuszek. Pomyslam sobie "jakie to zycie jest ulotne, ktos sie rodzi, ktos umiera...".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, taki stres to okropne doświadczenie a w ciąży jeszcze tak niebezpieczne. Wiem, że coś takiego trudno z głowy wyrzucić ale ważne, żebyś starała się o tym nie myśleć.

      Usuń
  4. Faktycznie jak tak o tym pomyślę. Niedawno urodziło mi się dziecko, dla mnie to największe wydarzenie mojego życia! A rodzina, chodziła sobie do pracy, żyła codziennością. Bo w końcu co, mieliby zaniechać swoich obowiązków na rzecz narodzin mojego dziecka? A znajomi? Przyszli, zobaczyli Laurkę, ok. A potem przeszli do innych tematów. Tak to jest, dla nas to coś wielkiego a dla nich będzie, jak im się dziecko urodzi :D
    Twojej straty współczuję, ja sobie nie wyobrażam sobie stracić kogoś tak bliskiego i mam nadzieję, że szybko tego nie doświadczę. Tyle na świecie jest smutnych przypadków, to dosyć przerażające. Ile chorób i wypadków codziennie się wydarza. Jak się człowiek nad tym zastanowi to skłania do refleksji, przynajmniej mnie :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń