sobota, 18 lipca 2015

Moje hobby - część I

Potężna, mongolska armia, nieubłaganie brnie przed siebie, prosto na Marokańskie imperium. Ahmad al-Mansur niczego się nie spodziewa. Nie bierze pod uwagę takiej zdrady. Jest nieprzygotowany na inwazję. Jego wojsko to zaledwie kilka garnizonów łuczniczych stacjonujących w miastach. Wojna jest okrutna. Lecz wie to też sam Czyngis, prowadzący wojsko na Fes i Rabat. Wie, że nie można jej prowadzić w nieskończoność.
Już zaczyna brakować pieniędzy i jedzenia. Ludzie w Turfanie głodują, zmuszeni do morderczej, ciężkiej pracy przy zbrojeniach. Szlaki handlowe zostały splądrowane a odbudowanie ich zajmie bardzo wiele czasu. Zagoniono do pracy nawet artystów. Uniwersytety pustoszeją. Nie ma czasu na naukę i kulturę gdy w grę wchodzi wielka wojna. Ludzie zaczynają się buntować i w miastach wybuchają zamieszki, lecz Czyngis wie, że wszystko kiedyś minie i warto podjąć cały ten trud i ryzyko. Że z czasem ludzie zrozumieją jego wielki plan i pokochają go na nowo. Ałma Ata to rozumie. Przesyła do Karakorum nowe jednostki, które posłużą do opanowania zbuntowanego ludu.

Oto ja, po raz tysięczny próbująca doprowadzić do zwycięstwa militarnego w Cywilizacji.


***

Nie czuję się na bagnach zbyt pewnie. Nawet w środku dnia i w miejscu gdzie teoretycznie jest dobra widoczność, zmysły pozostają maksymalnie wyczulone. Ostrożność przede wszystkim. Zaglądam do nory, przypominającej w zasadzie niedużą jaskinię. Ciało mam napięte i gotowe, żeby w każdej chwili sięgnąć po broń. Schylam się i dostrzegam wpatrujące się we mnie dwa, wielkie ślepia. Zaczynam przemawiać łagodnie, zachęcając to co siedzi w środku, żeby do mnie wyszło. I po chwili pojawia się przede mną drobna postać przypominająca chłopca o szarej skórze i nieludzkich, okrągłych oczach. Wygląda na niegroźnego i przestraszonego ale wiem, że nie wolno mi ufać pozorom.
- Ubożę?
Kiwa głową w odpowiedzi.
- Niewiele was już zostało...

Oto ja, kolejną godzinę przeczesująca niezwykły świat Wiedźmina III i odkrywająca jego tajemnice.

***

Podobnych tekstów mogłabym napisać nieskończoność. „Oto ja, trzymając rękę na drążku skrzyni biegów, czekam tylko na sygnał, żeby ruszyć. Już zarzynam silnik wciskając bez opamiętania pedał gazu...”. „Oto ja, przyglądam się nieufnie osobie stojącej po przeciwnej stronie okienka. Już wiem, że podała mi fałszywe dokumenty a moja dłoń biegnie na czerwony guzik...”. „Oto ja, brudnymi od wilgotnej ziemi rękoma ściskam Graala i oczami wyobraźni już widzę go w swoim zamku...”.
Jestem zapalonym graczem i nie próbuję tego przed światem ukrywać. I nie ograniczam się tylko do gier komputerowych. Regały w naszym mieszkaniu uginają się pod ciężarem leżących na półkach planszówek.
W zasadzie to dzięki nim poznałam M. a co za tym idzie, na świecie pojawił się Mikołaj. A teraz gdy jest on już na świecie, bardzo cenię te chwile relaksu gdy, on pójdzie już spać a ja mogę się odprężyć przy komputerze i zapomnieć o wszystkim. Dzięki grom przychodzą do nas dalej znajomi i spędzamy razem długie godziny, siedząc przy stole i próbując powstrzymać zagładę świata. Teraz, gdy przez całe dnie siedzę sama z Mikołajkiem, bardzo doceniam te spotkania.
Nie wierzę w to, że gry psują dzieci. Gram od zawsze. Odkąd tylko pamiętam. Nigdy nie przeszkodziło mi to w byciu dobrym uczniem – stypendystom. Nie przeszkodziło mi to w dostaniu się na studia i skończeniu ich. Nie miałam też oporów przed wyjechaniem na miesiąc czy dwa z miasta, bez dostępu do komputera. Do dnia dzisiejszego też jestem w kontakcie ze znajomymi z przyjaciółmi z podstawówki, gimnazjum, technikum. Nie, oni nie gają. Co znaczy, że potrafię rozmawiać też na inne tematy.
To rodzice psują dzieci, nie poświęcając im wystarczająco dużo uwagi i czasu i pozwalając im na wszystko (w imię miłości oczywiście). Mikołaj, jeśli będzie chciał też będzie grał. Mam wielką ochotę pokazać mu ten niezwykły świat, który – mam nadzieję – tak jak u mnie, tylko rozpali wyobraźnię i rozbudzi miłość do książek. I nie widzę różnicy między sobą – zapalonym graczem – a kimś kogo pasją jest rękodzieło czy fotografia. Bo uważam, że póki jesteśmy w stanie znaleźć w życiu czas na wszystko co najważniejsze, to nie ma znaczenia jakie mamy na boku hobby. A już szczególnie gdy pojawiają się dzieci, myślę, że bardzo ważne jest znaleźć czas na coś innego niż pieluchy i wózek i móc sobie pozwolić na chwilę mentalnego relaksu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz