piątek, 3 lipca 2015

Obroniona!

Oto ja i moje wyższe wykształcenie!
Pojechałam dziś na obronę. Bardzo chciałam jechać z Mikołajkiem ale M. uparł się, że to głupi pomysł, wziął wolne i postanowił spędzić dzień z synem. Zostawiłam im więc jedzenie, zabrałam brata pod pachę i pojechałam na uczelnię. I nawet się nie stresowałam. Za daleko i za długo już chyba jestem myślami od uczelni. Nie mogłam się skupić na obronie i cały czas wybiegałam gdzieś myślami. Przeczytałam tylko jeszcze swoją pracę, żeby przypomnieć sobie wszystko o czym w niej pisałam i tyle. A sama obrona poszła całkiem nieźle chyba, choć nawet już tam na sali z komisją byłam trochę myślami gdzie indziej i pytania jednak dochodziły do mnie z pewnym opóźnieniem. Ale przynajmniej wszystko w miłej atmosferze. To duża zaleta tak kameralnych studiów. Cokolwiek by nie było to jednak trochę rodzinnie się robi. Wszyscy wszystkich znają i wszystko o wszystkich wiedzą.
A jak poradzili sobie moi mężczyźni w domu beze mnie? Całkiem nieźle. W prawdzie po powrocie zastałam Mikołajka usadowionego przed telewizorem gdy tata akurat brał prysznic ale przynajmniej bez krzyku i płaczu. A wieczorem? A wieczorem gigantyczne zaskoczenie. Najpierw standardowo kąpiel, karmienie i do łóżka. Jednak już przy jedzeniu widzę, że maluch nie chce spać. Oczy otwarte, ogląda się, kręci, poznaje świat. No to ciężko będzie - myślę. Jednak widzę, że się najadł to odkładam go do łóżeczka czując, że zaraz będzie rozpacz, bo przecież nie chce się spać. Rozpaczy nie ma. Robię więc burritokid, żeby jeszcze ułatwić mu zasypianie ale oczy dalej szeroko otwarte i Miki wcale na śpiącego nie wygląda. No ok, nie będę go na siłę usypiać. Leży spokojnie to zostawiam go, nawet jeśli nie śpi. Kręcił się jeszcze oglądając łóżeczko dookoła przez jakieś 10 minut po czym... zasnął. Zasnął! Tak po prostu! Leżał sam w łóżeczku, kręcił się po czym bez słowa grzecznie zasnął.
Powiedziałam M. że w takim razie to ja od poniedziałku idę do pracy a on zajmuje się dzieckiem. Nie ma zmiłuj, jak tak dobrze im razem.
Nie, no naprawdę byłam pod wrażeniem.Oby już tak zawsze.

A jakby ktoś się interesował o czym pisałam pracę to... oczywiście o grach :). O mongolskich grach kościanych. A na załączonym obrazku, ułożona z kości żaba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz