czwartek, 23 lipca 2015

Spontaniczność przy małym dziecku

Doprawdy, nie wiem skąd biorą się teorie jakoby przy małym dziecku umierała wszelka spontaniczność. Mam czasem wrażenie, że nigdy wcześniej nie byłam tak spontaniczna. Nasz plan dnia nie jest w żaden sposób regularny a już szczególnie drzemki Mikiego. Czasem śpi pół dnia, czasem zaledwie godzinę przez cały dzień. Więc gdy w końcu zasypia staję się istną boginią spontaniczności.
Spontanicznie rzucam się do robienia prania, wstawiania zmywarki, czy sprzątania pokoju. Spontanicznie idę się wykąpać albo idę podlać ogródek. Nigdy nie wiadomo czy stwór postanowi obudzić się za piętnaście minut czy za trzy godziny. Nasze wyjścia na spacer również są całkowicie spontaniczne. W związku z tym, że Miki nadal pilnuje się, żeby przypadkiem nie jeść rzadziej niż raz na godzinę to muszę wyczuć moment gdy akurat porządnie postanowi się najeść i wygląda jakby faktycznie mógł zaraz zasnąć. Tylko wtedy mogę liczyć na to, że oddalimy się trochę dalej od domu i może nawet zdążymy zrobić jakieś zakupy.
W naszym życiu jest też masa innych spontaniczności. Spontaniczne przebranie ufajdanego ubranka; spontaniczne robienie obiadu, gdy nagle okazuje się, że mamy jednak na to czas; ewentualnie spontaniczne zamawianie pizzy gdy myśleliśmy, że będzie czas na zrobienie obiadu i okazuje się, że się myliliśmy. Życie pełne niespodzianek.
Na szczęście z tego wszystkiego mamy bardzo mało spontaniczne wieczory. Tutaj udaje nam się jakoś utrzymać stały schemat. Godzina 19 - masaż; między 19:30 a 20 kąpiel; jedzenie i spać. Na szczęście nie często zdarzają się tu niespodzianki.

Tymczasem nasze spontaniczne ćwiczenie tabaty. Spójrzcie sami jak jemu się to podoba!
video

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz