piątek, 21 sierpnia 2015

Dieta Gofrowa

Wiem, wiem, pisałam wcześniej, że nie jestem zwolennikiem diet i za bardzo kocham jedzenie, żeby się jakimiś katować. Kim jest więc tajemniczy Gofrow i jak przekonał mnie, że jego sposób odżywiania, pozwoli mi się zarówno porządnie najeść jak i stracić kilka kilogramów? No ok, żadna tajemnica to to nie jest, a ponadto według niektórych jest to jedyny sposób na racjonalne gubienie wagi.


M. przeczytał uważnie mojego posta o braniu się za siebie (tego tutaj), pokiwał głową a ja już wiedziałam, że pan inżynier ma swoje zdanie na ten temat.
- Wiesz malutka - powiedział, - nie chcę nic mówić, ale dieta to niestety 3/4 sukcesu w odchudzaniu.
I jak na złość najnowsze, niedługo potem opublikowane badania, tylko potwierdziły jego słowa.
- Więc co proponujesz? - spytałam z powątpiewaniem, już czując, że zaraz zacznie się jakiś kulinarny rygor.
- Liczenie kalorii. To jedyny pewny sposób na zgubienie wagi. Kontrolowanie tego co się je, w porównaniu do tego ile się spala. To czysta biologia.
Zgodziłam się spróbować, choć powtórzę, że nie byłam do tego przekonana. Pan inżynier zrobił tabelkę w excelu, do wprowadzania danych a nam przy każdym posiłku zaczęły towarzyszyć kartka, długopis i waga kuchenna. A jak to przebiegało po kolei?




Faza I: 
- Że co?! Zjadłam już 2200 kcal a nadal jestem głodna! I Mam teraz niby nic więcej nie jeść do końca dnia?
Bardzo mnie to irytowało. Powiedzenie mi, że czegoś zjeść nie mogę nie jest dobrym pomysłem i wie to cała moja rodzina i wszyscy znajomi. Pokazanie mi, że moja dotychczasowa dieta rozpływa się w kaloriach, niespecjalnie mnie przekonywało do dalszego liczenia. W końcu czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Zacisnęłam jednak zęby i postanowiłam jednak dać szansę tej metodzie.

Faza II:
- Ok, pochłaniamy dość sporo bezsensownych kalorii. Które produkty zabierają ich najwięcej i czy możemy je wyeliminować lub czymś zastąpić?
Nastąpiła niewielka rewolucja w naszej lodówce. I mówiąc 'niewielka' dokładnie to mam na myśli. W zasadzie chyba nie zrezygnowaliśmy z niczego na dobre. Częściej skłanialiśmy się do ograniczania i szukania sensownych zamienników tak, żeby móc jeść więcej mniej kalorycznych rzeczy i nie chodzić głodnym.

Faza III:
- Co? Patrz na moją wagę! Spada! Jakim cudem w ogóle? Przecież tyle jemy!
Pierwsze efekty było widać dość wyraźnie i były niemałym zaskoczeniem dla mnie. Liczyłam kalorie, sprawdzałam produkty, zaczęłam się nawet opychać rzeczami, którymi nie miałam w zwyczaju opychać się wcześniej, tylko dlatego, że pozwalała mi na to tabelka w excelu i naprawdę chudłam! Więcej motywacji już nie potrzebowałam.

Faza IV:
Idziesz przez sklep, widzisz produkty na półkach i już nawet nie musisz sprawdzać każdego z osobna. Wiesz lub przynajmniej domyślasz się co ma ile kalorii, a w twojej głowie automatycznie wszystko grupuje się na to co można spokojnie kupić a co lepiej odpuścić. Wychodzisz z pełnym koszykiem i wiesz, że dziś się napchasz pysznościami.
Przychodzi moment przyzwyczajenia. Lodówka jest przyzwoicie wyposażona, zjadamy sensowne śniadanie, obiad i kolację a waga elegancko leci w dół. To mi wystarczy. To mi w zupełności wystarczy.

Nie wierzyłam. Pozwoliłam się jednak przekonać. I bardzo mnie to cieszy. Oczywiście gdy mam siły i czas to dalej ćwiczę, nie zrezygnowałam z tego, i pilnuję też, żeby nie przesadzić w drugą stronę. Pamiętam, że karmię piersią i muszę wyżywić nie tylko siebie.
Po miesiącu diety Gofrowa mam trzy kilo w dół i poczucie, że jem mądrze.
Ach... ale dlaczego Gofrowa? Bo odkąd dowiedziałam się ile kalorii mają gofry to zaczęłam bezkarnie objadać się nimi na każdym spacerze z Mikim. No niestety mamy tam kilka budek z goframi, a jak można, to czemu miałabym się ograniczać? Kto by uwierzył, że po miesiącu żarcia gofrów można wciskać się w coraz to mniejsze ciuchy?
 



3 komentarze:

  1. Od zawsze miałam problem z wagą, teraz kiedy jestem w ciąży idzie ona delikatnie w górę i doskonale wiem, że po porodzie będę musiała konkretnie wziąć się za siebie, aby zrzucić minimum 30kg. Wszystko jest w porządku do momentu jeżeli czujemy się dobrze w swojej skórze, inaczej to już duży problem i trzeba wziąć się za siebie. Wiele mi przeszkadza, od zawsze przeszkadzało, ale wiecznie miałam problem ze zjadaniem 5 posiłków dziennie i trzymanie się tego rytuału bardzo dokładnie. Można jeść wszystko, ale racjonalnie i dokładnie. Dieta to długa i żmudna praca nad sobą i przede wszystkim psychiką, aby wprowadzić nowe uzależnienie - czyli jeść racjonalnie.
    Życzę sukcesów. Pozdrawiam bardzo serdecznie.
    www.matkapolka89.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Na sama mysl o zrzucaniu kg po porodzie mam gesia skorke...
    Trzymam kciuki za Twoje dalsze postepy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi na szczęście powoli kilogramy lecą w dół, staram się zwracać uwagę na to, co jem, żeby Hania nie cierpiała, choć raz na jakiś czas zdarza mi się poszaleć... :) Już 3-ci miesiąc chodzę na siłownię i mimo, że się nie spodziewałam to złapałam bakcyla, przynajmniej jakaś korzyść dla zdrowia.... :)
    Ale, że gofry????? No cóż za miła wiadomość na wieczór... Chyba, wiem co ostatnio zagości w mojej diecie! :)

    OdpowiedzUsuń