wtorek, 25 sierpnia 2015

Jedyna słuszna metoda wychowawcza

Lata 50-te - dziecko musi wiedzieć kto tu jest szefem. Nie możesz dać się zmanipulować tej małej, słodkiej istotce i już od pierwszych dni powinieneś wprowadzić twardą rutynę, która jasno i wyraźnie uporządkuje wasz dzień. Bo czemu, przez pojawienie się dziecka, cokolwiek miałoby się zmieniać w twoim życiu? I nie słuchaj płaczu. Przecież dbasz o nie dobrze; krzywda mu się nie dzieje.
Lata 60-te - nie ma czegoś takiego jak "za dużo miłości". Powinieneś pieścić, dotykać i tulić swoje dziecko tak często jak to tylko możliwe. I zaufaj swoim instynktom. Nie ma dwóch takich samych matek i dzieci. Kto wie lepiej niż, ty czego wam potrzeba? Zaufaj sobie i nie przejmuj się innymi. To twoje dziecko i wasze wspólne życie. I niech będzie w nim jak najwięcej miłości.
Lata 70-te - powrót do natury. Zapomnij o wózku i łóżeczku. Dziecko powinno być cały czas przy matce, słyszeć bicie jej serca i bliskość. Jest z tobą w chuście przez cały czas i śpi z tobą. Masz stale kontrolę nad tym co się z nim dzieje i od pierwszych dni aktywnie uczestniczy ono w życiu rodziny. Twoje dziecko nie będzie miało powodów do płaczu, będzie ci ufać i szybko się zacznie usamodzielniać. Przekonaj się sama; zaufaj swoim pierwotnym instynktom.

No właśnie - jaka metoda wychowawcza jest najlepsza?
Najlepszej zapewne nie ma, bo gdyby owa istniała to nikt nie upierałby się przy innych. Jednak ogromne różnice między poszczególnymi metodami sprawiają, że rodzice, chcący dla swoich dzieci oczywiście jak najlepiej, po prostu czasem głupieją. Rozpieszczać, czy trzymać w ryzach? Jak często i czym karmić? Dawać się wypłakiwać czy tulić ile wlezie? Rytm dnia wyznaczamy my czy maluch? I kto jest najważniejszy? Dziecko ponad wszystko czy "szczęśliwy rodzić to szczęśliwe dziecko"?
Chcemy aby to niewielkie stworzenie wyrosło kiedyś na silnego, zdrowego, pełnego pewności siebie i zaufania do nas człowieka ale jak to właściwie zrobić?

Trafiłam przez przypadek na program-eksperyment, pokazujący trzy, wymienione przeze mnie wcześniej metody wychowawcze. Trzy mentorki-ekspertki, sześć rodzin i siedmioro dzieci. W czterech odcinkach zawarte są trzy pierwsze miesiące ich wspólnego życia i trzy kompletnie odmienne podejścia do wychowania. Zachęcam Was ogromnie do obejrzenia tego i sprawdzenia jak radzą sobie oni z różnymi problemami, które są codziennością wszystkich świeżych rodziców na całym świecie.

Powstrzymam się od komentarza dotyczącego wymienionych metod wychowawczych, ale przyznam szczerze, że program ten wywołał ciekawą dyskusję między mną a M., trwającą prawie dwa dni. Jestem za to piekielnie ciekawa co Wy o tym sądzicie i czekam na każdy komentarz w tej sprawie. A może macie jeszcze inne swoje, ciekawe metody?


1 komentarz:

  1. Ja akurat jestem za Rodzicielstwem Bliskości. Nie traktuję jego filarów jako biblii, ale właśnie tak chował mnie mój tata - przytulał, głaskał, tłumaczył, szanował, doceniał. To dzięki Niemu mam tyle wspaniałych wspomnień, staram się być dobrym człowiekiem. Mama była i jest kochana, dbała o mnie zawsze, ale jednak nie udało jej się uniknąć przemocy psychicznej, a czasem nawet dostałam w twarz, za co byłam okropnie na nią zła, bo jednak to był brak szacunku, czułam się wtedy potraktowana bardzo źle, bez wysłuchania i zrozumienia.
    Dopiero po latach usłyszałam, że inni wychowywani byli o wiele gorzej, popłakałam się, gdy usłyszałam że bliskie mi osoby były bite, dla mnie to tak okropne, że zawsze gdy słyszę te opowieści, cała się trzęsę. Jak jeszcze każdemu może się zdarzyć "pacnięcie" dziecka pod wpływem chwili, np w rączkę sięgającą do ognia, tak zaplanowane bicie kablem do krwi jest dla mnie czymś równym gwałceniu...

    OdpowiedzUsuń