środa, 26 sierpnia 2015

Stop Szowinizmowi!

Przeglądam sobie spokojnie kolejną ulotkę, jednego z niezastąpionych produktów dla mojego dziecka.
Droga mamo!
Przed tobą nowy, ważny etap w życiu Twojego maluszka. Ponieważ ważne jest aby dobrze go zacząć przygotowaliśmy dla Ciebie spec...”
- Na co się patrzysz? - pytam zaglądającego mi przez ramię M. - Nie widzisz co tu jest napisane? „Droga MAMO”. A co z ciebie za mama? Idź lepiej zobacz czy cię w garażu nie ma? A jak się nudzisz to może jakiś rów byś w ogródku wykopał, co? Rany, tak to się pałęta po domu...

I choć przedstawiona sytuacja jest jedynie wytworem mojej wyobraźni, to widzę ją w głowie za każdym razem, gdy tego typu ulotki, artykuły o dzieciach czy książki czytam. I mówię głośno i otwarcie: STOP SZOWINIZMOWI! 


Czy jestem jedyną osobą na świecie, której to przeszkadza? Czy tylko u nas w domu, wychowaniem dziecka zajmujemy się oboje? Czy żaden inny mężczyzna, oprócz mojego nie robi zakupów dla swojego dziecka? Czy tylko kobiety przeglądają literaturę dotyczącą rozwoju niemowląt? Nie, nie wydaje mi się. To dlaczego nadal, w XXI wieku, w erze walki o równouprawnienia i w czasach, gdy już dawno mężczyźni na równo z kobietami prowadzą dziecięce wózeczki, wszystko co związane z opieką nad dzieckiem i pielęgnacją, skierowane jest dalej tylko dla mam?
Nie wiem dlaczego, ale potwornie mnie to denerwuje. Bo nie jestem w stanie nawet powiedzieć, czy uważam to za bardziej szowinistyczne w stosunku do mężczyzn, do których przecież te produkty nie są adresowane, a dalej chcą a czasem i muszą z nich korzystać. Czy może dla nas, dla matek, które trafiając na kolejną ulotkę „Droga Mamo!” czują presję i tylko utwierdzane są w przekonaniu, że to tylko od nich zależy prawidłowy rozwój i opieka nad dzieckiem.

Przeszkadza mi osobiście ta presja. Chcę wychowywać syna na równi z M.. Chcę dzielić się z nim ciekawymi artykułami, książkami, nawet ulotkami produktów, lecz jest mi trochę głupio wiedząc, że wszystko co będzie czytał jest napisane od kobiet i dla kobiet. Na pewno też, specjalnie nie jest to dla mężczyzn zachęcające i kompletnie tego nie rozumiem.

Dalej. Sięgam po bestsellerowy poradnik o pierwszym roku dziecka. Na okładce ładnie pod tytułem „poradnik dla ojców i matek”.
- Super – myślę. - W końcu coś normalnego.
Lecz przeglądam ową książkę, zaczynam czytać i znów to samo. Cała książka opisuje problemy matek i porady skierowane właśnie do nich! Ach, nie. Nie cała. Na końcu faktycznie znajduje się rozdział dla ojców! Z 650-ciu stron całe 10 (sic!) poświęcone jest ojcom. Czy naprawdę tylko do tego sprowadza się rola ojca? Czy odpowiedzi na pytania: Jak poradzić sobie z traumą po porodzie rodzinym?, Kiedy będzie można znów zacząć współżyć?, Jak podnieść żonę na duchu?, Co zrobić, gdy nie chcesz wracać do domu bo płacze tam dziecko? i Jak poradzić sobie z wyrzutami sumienia, że za mało czasu spędza się z dzieckiem?, czy to wszystko czym powinien interesować się ojciec?

Protestuję przeciwko takiemu podejściu. Protestuję przeciwko jawnemu szowinizmowi w stosunku do mężczyzn a w szczególności samotnych ojców. Protestuję przeciwko przekonaniu i utwierdzaniu w nim innych, że tylko kobiety mogą zajmować się opieką i wychowaniem nad dzieckiem.
Bo czy to naprawdę duży problem, zamiast „Droga Mamo” napisać „Drogi Rodzicu”?

5 komentarzy:

  1. Wiem, o czym piszesz. Wychowaniem dzieci powinni zajmować się rodzice, nie sama matka, U mnie w domu tak było, ale ja to jestem córeczka tatusia, więc zajmował się mną non stop ;) Tak samo będzie w mojej rodzinie. W sumie już jest. Mąż interesuje się dzieckiem od samego poczęcia, jak się rozwija, czy dobrze mu w moim brzuszku, razem wybieramy rzeczy, zastanwiamy sie nad przyszłością.
    Faktycznie w tej książce jest tylko jeden rozdział dla ojców. Tak samo poprzednia część, "W oczekiwaniu na dziecko" - ta sama sytuacja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie chciałam podawać tytułu, ale rozumiem, że nie trudno domyśleć się co to za książka. U mnie w domu też tata w lwiej części się nami zajmował. On pracował w domu, w przeciwieństwie do mamy.

      Usuń
  2. Same się też przyczyniamy do tego szowinizmu - a przynajmniej ja. :/
    Siedzę z młodym w domu, zaliczyłam z nim każde szczepienie, każdą wizytę u lekarza, jak dotąd tylko jedną noc spędziliśmy "osobno". Ale jak mam zachowywać się inaczej? Młody jest już kilka ładnych miesięcy na mm, a ostatnio J. pytał się, ile robić mu mleka na wieczór (a porcja jest zawsze ta sama).
    Owszem, chciałabym, żeby J. bardziej uczestniczył w życiu dzieci, ale nie zmuszę go, nie mam już siły na ciągłe kłótnie i tłumaczenie, że ważne jest żeby młody spędzał więcej czasu z ojcem. Ale jak mam się nie załamać, kiedy słyszę w odpowiedzi "przecież on mały jest, nie będzie tego pamiętać" lub "ale ja nie umiem się z nim bawić". :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Przykro to słyszeć. Powstrzymam się od dawania rad, bo sama najlepiej znasz swojego męża. A jeśli chodzi o argumenty do dyskusji to jedynie mogę powiedzieć, że ojcowie często lepiej wpływają na rozwój dzieci podczas zabawy, bo oferują im zwykle zabawy odważniejsze i bardziej zachęcające do samodzielności (samoloty, huśtawki, wspinanie się na różne rzeczy). A, że nie umie się bawić? Cóż, my też się z tą wiedzą nie urodziłyśmy tylko ją dopiero zdobyłyśmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co dawać rad, bo wszystkiego jestem świadoma. Po prostu brak mi już siły, bo to jakbym kłóciła się ze ścianą.
      Muszę zrobić mu jedną konkretną tyradę chyba. Jakieś ultimatum może. Skoro inaczej nie da rady, to może "łopatologicznie". ;)

      Usuń