czwartek, 6 sierpnia 2015

Zostałam oszukana

A dzisiejszy post będzie wielkim wyrzutem do matki natury. Krótko na temat kilku kłamstw i niedopowiedzeń na temat tego co po porodzie być miało. Bardzo fizjologicznie i mało filozoficznie. Ach, no i z góry zaznaczam: wiem, że każda z nas jest inna i ciążę, połóg i wszystko inne każda kobieta przechodzi inaczej, ale to mój blog i mogę na nim wymyślać na co tylko zechcę - nawet jak jest to paskudna natura. A teraz do rzeczy.


"Ogólnie przyjmuje się, że pośród mam intensywnie karmiących ok. 40% dostanie miesiączkę w 6-12 miesiącu, a ok. 50% w 12-24m. Pozostałe 10% to mamy, u których mimo intensywnego karmienia piersią miesiączka wróciła w 2-3 miesiącu po porodzie oraz te, które karmiąc raz dziennie nie miały krwawienia nawet ponad 2,5 roku.

Czytaj więcej: Dzidziusiowo.pl "
- Drogie Panie, będziecie karmić piersią to na rok po porodzie będziecie jeszcze miały spokój z miesiączką - tak nam na szkole rodzenia mówiono. 
Tymczasem u mnie wybił 10. tydzień i tadam! - proszę, oto Twoja małpka. Nie stęskniłaś się za nią przez tą całą ciążę? Nie, nie stęskniłam się... Co więcej, samo krwawienie poporodowe, tzw. odchody połogowe (co za ohydna nazwa!) trwały u mnie niemal 7 tygodni! I tu kolejne zasłyszane kłamstwo. Bo mówiono mi, że nie będą trwać dłużej niż 6 tygodni połogu a przy cesarce to już w ogóle trzy tygodnie maks. No i gdzie mój maks? 
Co powiesz na dwa miesiące? 
Nie wiem czy ktoś próbuje przetestować działanie mojego trybu NKR (Niezastąpiona Kobieta Rambo) czy co, ale po prostu chciałam chwilę odpocząć od swojej... kobiecości. 
 Żeby nie było jednak tak depresyjnie to jest jeden niewyobrażalnie duży plus w tym wszystkim. Nie boli mnie brzuch (tfu, tfu, obrót przez lewe ramię, odpukać w niemalowane, podskoczyć i plunąć raz jeszcze). Jako, że z matką naturą od zawsze miałam trochę na pieńku to moje małpy były potwornie bolesne. Już chyba naprawdę wolę skurcze porodowe. A teraz, żebym naprawdę nie zapeszyła, ale tak jakby... nic. Słyszałam, że po porodzie miesiączki mogą przestać być bolesne i liczyłam na to bardziej nawet niż na to, żeby był chłopiec, ale nie do końca wierzyłam, że moje prośby zostaną wysłuchane. Jeśli tak, to najmocniej przepraszam droga naturo  - zapominam ci już wszystko co było złe.
A jeśli chodzi o samo karmienie piersią (dokładnie to samo, które miało mnie ochronić przed małpą na długie miesiące...) to również mnie ono zaskakuje. Bo niestety nad produkcją się nie zapanuje. Przed porodem wydawało mi się, że działa to jakoś mądrze i sprawnie. Dziecko chce jeść - dziecko dostaje jeść. A jak jest naprawdę?
- Proszę bardzo, oto zamówione mleko.
- Nie, nie. Chyba zaszła jakaś pomyłka. Zamawialiśmy po 100ml z każdej piersi.
- Doprawdy? Nie może być. Wyraźnie mam zapisane litr z lewej i 10ml z prawej...
-?!
- Spokojnie zaraz to załatwimy. To może teraz dołożymy jeszcze 90ml z prawej i pół litra z lewej?
- Ale nie potrzebujemy aż tyle!
- To może chociaż 200 z prawej jeszcze a to pół litra przerzucimy na lewą? A potem dowieziemy jeszcze po 50 na każą?
- Ale kto to będzie jadł?!
- Oj trudno się dogadać. Proszę tu po prostu podpisać a my się wszystkim zajmiemy.
 W związku z powyższym dochodzi oczywiście kwestia samoistnego wycieku, na który już kiedyś się skarżyłam. Teraz jednak przechodzi to na zupełnie inny poziom i niekiedy mleko po prostu strzela na oślep fontanną, wprawiając mnie w niezłą konsternację. Jakbym to na filmie zobaczyła to bym nie uwierzyła. No i niestety, chodzenie bez stanika i wkładek laktacyjnych odchodzi do strefy marzeń.
 Mimo wszystko jednak z karmienia piersią nie mam zamiary rezygnować. Jest jaka jest ale to w końcu natura. :)


6 komentarzy:

  1. Z naturą niestety nie wygrasz, widzę, że nie szczędzi Ci ona wrażeń ;/
    Ja też karmię Hanię piersią i cieszę się, że przebiega to bez większych problemów. Chociaż nie raz już miałam pobudkę w nocy z powodu całkowicie mokrych koszulek i odciągałam pokarm ledwo patrząc na oczy... Co do @, jeszcze mogę cieszyć się wolnością, korzystam z każdego dnia i mam niegasnącą nadzieję, że bóle będą znacznie mniejsze, bo przed ciążą zwykle miałam dzień, dwa wyjęte z życiorysu ;/
    Wszystko ma swoje plusy i minusy jak zwykle :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurcze, tą pozytywną stroną swojego posta natchnęłaś mnie nadzieją - ja również 1 dzień w miesiącu miałam całkowicie wyjęty z życiorysu, bo ból @ powodował u mnie utraty przytomności.. a do teraz myślałam że jeśli po porodzie łagodnieje, to tylko po SN.

    Ta Natura to niezła psotnica i cóż poradzić... ale myślę że co nie zabije to wzmacnia a często i nawet rozbawia. I za to ostatnie 3mam kciuki - obśmiej ją na całego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie @ wyglądały tak samo. Nawet na początku trochę spanikowałam, bo karmiąc piersią chyba nawet nie mogłabym wziąć ketonalu. A gdyby zaczął mnie brzuch boleć to bardzo źle by się to mogło skończyć skoro siedzę sama z Mikim większość dnia.
      Ale racja, najważniejsze to się nie dać :)

      Usuń
  3. Nie strasz! :o Nie mogę doczekać się końca ciąży, a jeszcze ten nieszczęsny połóg :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja przed ciaza mialam bezbolesne @. I teraz jak czytam, ze zapowiadajka porodu jest w miedzy innymi bol w podbrzuszu a'la @ nie do konca wiem jak to rozpoznam. Pewnie zacznie bardzo bolec, ale jaki ten bol bedzie mial charakter nie wiem. Skoro w naturze nic nie ginie to skoro mialam malo bolesne @ przed porodem to po porodzie moga byc juz odczuwalne. Chyba ze matka natura sie zlituje....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te "bóle" zapowiadające co są a'la @ nie są bolesne. Dla mnie to było jak taki początek @ który jest dopiero sygnałem a nie już bólem. A nie wydaje mi się też, żebyś miała mieć bolesne miesiączki po porodzie. Chyba tylko w drugą stronę to działa :)

      Usuń