poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Żyjemy na podłodze

Poszliśmy ostatnio na obiad do restauracji. Dawno nie jedliśmy na mieście. Trochę mi tego brakowało. Usiadłam zadowolona przy stole, wózek postawiłam obok siebie, lecz jakoś tak dziwnie mi się siedziało z Mikim tak po prostu leżącym w wózku. Pomyślałam sobie, że chociaż na chwilę wezmę go na ręce, zanim nie dostaniemy jedzenia. Podniosłam go jednak i trochę zgłupiałam. Jak to się trzyma? Jak trzyma się dziecko siedząc na krześle? Przez kilka minut próbowałam znaleźć jakąś sensowną pozycję, aż w końcu się poddałam. No po prostu się nie da.
Nie mamy w domu dużego stołu ani krzeseł. Nie mamy kanapy ani taboretów. Mamy za to niski stolik i całą masę puf. Żyjemy na podłodze.
Wszystko co robimy robimy na dywanie, przy stoliku, na pufach lub na łóżku (jeśli potrzeba trochę więcej komfortu). Zdecydowaliśmy się na to, bo w zasadzie obojgu nam bardzo to odpowiada i lubimy to, a do tego, wydaje nam się to fajnym rozwiązaniem na małej przestrzeni.
Nie będę jednak rozpisywać się o zaletach życia podłogowego. Skupie się na tym, jak łączy się to z posiadaniem malucha.



Bez wątpienia dzieci (szczególnie małe) są istotami bardzo podłogowymi. My dość wcześnie dostaliśmy dla Mikiego matę edukacyjną i od tamtej pory spędza on na niej praktycznie całe dnie. A ja siłą woli, cokolwiek robię siedzę obok niego. Zajmuje się sobą, gada do sufitu, bada pałąki wiszące nad nim a mama kręci się ciągle po podłodze dookoła. Jest to potwornie wygodne. Niezależnie od wszystkiego, mam dziecko na wyciągnięcie ręki. Mogę wytrzeć mu ulane mleko, nie podnosząc się z miejsca, mogę też pomachać zabawką, gdy zaczyna marudzić, mogę też po prostu położyć się na macie obok niego i czytać sobie spokojnie książkę.
Oczywiście nie znaczy to, że siedzę przy nim cały dzień, ale gdy nie zajmuję się domem i nie latam dookoła, tylko zajmuję się sobą, to bez problemu, nie odrywając się specjalnie od tego co zaczęłam, mogę w każdej chwili zrobić coś przy Mikim. 

Czasem oczywiście zdarza się, że kolega nudzi się za bardzo, albo po prostu ma gorszy dzień i wymaga bliskości. Wtedy kładę go sobie na kolanach, rzadziej na klatce piersiowej, i dalej mam dwie, lub przynajmniej jedną rękę wolną. Myślę, że to taka nasza alternatywa do noszenia na rękach.

W zasadzie trudno jest mi się teraz trochę odnaleźć poza domem, w niektórych sytuacjach. Jak na przykład wtedy w restauracji. Albo gdy byłam na rodzinnym obiedzie u mamy. Usiadłam z Mikim na kanapie i zaczęłam się zastanawiać gdzie by go tutaj odłożyć. No obok chyba nie wyjdzie bo może spaść na podłogę. Na podłodze też nie bardzo bo chodzi po niej mnóstwo ludzi i tylko pod stołem jest trochę miejsca. Na kolankach nie mam go jak położyć, a na rękach przecież nie będę trzymać. Ostatecznie wylądował na podłodze w drugim pokoju, tak żebyśmy mieli go ciągle na oku.


Zakładam też, że takie "niskie" mieszkanie ma swoje minusy. Nadejdzie bowiem ten wiek, że Miki zacznie się przemieszczać i łapać wszystko co będzie w zasięgu ręki a u nas absolutnie wszystko (no może poza kuchennymi rzeczami) jest w zasięgu ręki. Nie nastawiam się jednak negatywnie i jeszcze nie planujemy generalnej przebudowy. Chcę najpierw zobaczyć, jak to wyjdzie w praniu w takim stanie.

Ach, a jeśli chodzi o tamto wyjście do restauracji to długo go nie zapomnę. Gdy wzięłam syna na ręce i próbowałam znaleźć nam wygodną pozycję, to troszkę się Mikiemu odbiło. Tak troszkę, że omal się ściany w lokalu nie zatrzęsły. Aż mi było wstyd spojrzeć na ludzi jedzących dookoła.

8 komentarzy:

  1. Marzy mi się wysoki stół i krzesła. Żeby było coś poza zasięgiem tych lepkich paluszków, które z wielkim zamiłowaniem badają już wszystkie niższe szafki, półki i sprzęty. Mamy nawet starą wieżę, która jest podłączona tylko do prądu, dzięki temu młody ma się czym zająć na kilka chwil. Trzeba już nawet uważać na blaty w kuchni i stawiać wszystko te 15 cm od krawędzi.
    Kiedyś życie bez stołu mi nie przeszkadzało, teraz chciałabym usiąść ze wszystkimi i móc zjeść kulturalnie obiad. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A mi się właśnie marzy taka pufa. Hmm muszę przyznać, że byłaś poważnie w niezręcznej sytuacji w restauracji, dlatego może dobrze by było w swoim domu zrobić jakieś małe przemeblowanie, aby w przyszłości był Wam wszystkim lepiej.
    A ja pomyślę o pufie, aby poczuć się bardzo zrelaksowana :)
    Pozdrawiam
    www.matkapolka89.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajne rozwiązanie takie życie "podłogowe"... bo ja właśnie często muszę się oderwać i schylać do Oli jak coś jej nie odpowiada, czy uleje, itp.
    Wszystko ma swoje plusy i minusy. A może akurat nie będzie tak źle i nie będzie trzeba nic zmieniać? ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. super takie życie podłogowe, dla małego ekstra sprawa, ile on ma miejsca na tej podłodze :) Codo beknięcia, to ja bym chyba zaczęła się w głos śmiać jak by mi mały wywinął taki numerek :) hehe

    OdpowiedzUsuń
  5. My też mamy taką jedną pufę. Co prawda mamy kanapę w salonie, ale też taki niski stolik. Już niedługo u nas też będą eksperymenty co i jak ;)
    Oj tam musiało się Chłopakowi porządnie odbić :) Męska rzecz :D :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziecięciu się wybacza takie wpadki restauracyjne :D powiem Ci, że ja zawsze miałam problem, gdzie położyć Jakubka i tak, jak się jeszcze nie turlał, to często był na kanapie (mamy w domy praktycznie wszędzie płytki ;/), potem na dywanie, mata szła ciągle w ruch, a kiedy zaczął raczkować, to żałowałam niskich mebli i półki pod stołem. Nic się nie dało na niej położyć i tak! A teraz? Teraz oddajemy nasz szklany barek na kółkach, bo po prostu jest mega niepraktyczny przy dziecku... A puf zazdroszczę. Zawsze mi się marzył właśnie niski stolik i życie podłogowe :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawe podejście z tym "życiem na podłodze". Pomimo iż ja chyba bym się do tego nie przyzwyczaiła to jednak bardzo mi się to rozwiązanie podoba. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Masz taki... japoński wystrój :)

    OdpowiedzUsuń