czwartek, 10 września 2015

15 tydzień życia - They see me rollin'

To już. Już zaczął się ten moment, kiedy nie można dziecka zostawić bezpiecznie samopas. Dziecko zaczęło wędrować. Miki nauczył się... turlać po domu.

Nie raczkuje, nie pełza jeszcze nawet (chociaż troszkę próbuje) a jednak zaczął zdobywać dom. Kilka dni temu zaczął na potęgę uskuteczniać przekręcanie się z pleców na brzuch. Początki były ciężkie, bo obrócić się łatwo ale jakoś w drugą stronę już było trudniej. Więc pierwsze dwa dni tej zabawy wyglądały tak, że śmigał na brzuch, chwilę tak wytrzymywał, po czym zaczynał panikować, że jest na brzuchu a już nie chce. Więc mama przybywała z ratunkiem i odkręcała go na plecy. Nie mijało jednak pół minuty, gdy Miki znów lądował na brzuchu. I tak cały dzień. Brzuch - płacz- odkręcanie. Brzuch - płacz - odkręcanie. Świetna zabawa...

Gdy w końcu zmęczona mama przestała przylatywać z pomocą przy każdym krzyku trzeba było pomyśleć o innym rozwiązaniu, więc Miki dopracował technikę odkręcania się z powrotem na plecy. A że za każdym razem przewraca się w tą samą stronę to i przemieszczać się tym sposobem nauczył. I tak się turla...

Na razie zdaje się nie mieć żadnego konkretnego celu podróży. Chyba przyświeca mu coś w stylu: "Na koniec świata i jeszcze dalej!". Na szczęście też, jeszcze nie łapie wszystkiego dookoła lecz już trzeba zacząć pilnować porządku na podłodze.

Ponadto włóczykij, przeszedł na kolejny stopień odkrywania własnych nóg. Nie sztuka bowiem zorientować się, że w ogóle istnieją (gdy pierwszy raz zwrócił na nie uwagę, kontemplował je przez dwa dni). Sztuka pojmać niesforne kończyny! Tak więc Cesarz Mikołaj wziął się ostro do pracy i podjął się pochwycenia ich i okiełznania. Z ogromnym zdumieniem obserwowałam wczoraj jak spina się cały, żeby pochwycić latającą mu przed oczami stopę. I w końcu mu się udało!

Zaczął też już większą uwagę zwracać na otoczenie i  zabawki. Jak mu się coś w łapki wciśnie to potrafi się na tym nawet dłuższą chwilę skupić. A jakie jest jego zdziwienie, gdy machając rękoma sam coś złapie. No i wszystko idzie na inspekcję do paszczy. Dopiero gdy paszcza zaakceptuje nowy obiekt, można zacząć się nim bawić.

Ponadto unormowały nam się dzienne drzemki więc łatwiej mi rozplanować dzień i wiem mniej więcej kiedy i ile czasu mam dla siebie. Miki też już znacznie dłużej wytrzymuje bez jedzenia, lecz znacznie dłużej, w naszym wypadku i tak oznacza max 2 godziny. Mieliśmy jednak ostatecznie spotkanie z doradcą laktacyjnym i pani rozwiała nasze wszelkie wątpliwości. Chce jeść co godzinę - widocznie tego potrzebuje. Rozwija się świetnie, przyrost ma prawidłowy, więc nie ma się czym martwić. A i nocą zaczyna sypiać dłużej. Ostatnio pobiliśmy nawet rekord i Miki przespał prawie 6 godzin cięgiem bez pobudki! Szkoda tylko, że było to cięgiem od 20. do 2. a nie od 24. do 6. na przykład... Ale postęp jest? Jest. :)


Z kącika rodziców:
Ja: Kurcze fajnie z tym dzieckiem. To trochę jak mieć znów tamagotchi.
M.: No. Albo grać w Simsy.
Ja: Oj, nie. Simsy kojarzą mi się z basenem bez drabinki.
M.: ... Masz rację. Zostańmy przy tamagotchi.

4 komentarze:

  1. Haha Mały Podróżnik :) Uroczy Chłopak :)
    To teraz się zacznie pewnie eksplorowanie całego mieszkania :P

    OdpowiedzUsuń
  2. A to ci prawdziwy odkrywca, szybko mu to wszystko idzie :) Doroślak mały :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdolny ten Wasz synek! Szybko zaczął się przewracać i turlać... :)
    Jeszcze troszkę, a może zacznie Wam przesypiać całe noce... Pamiętam jak moja córka swego czasu budziła się w nocy równo co 3h jak z zegarkiem w ręku. Po pewnym czasie zaczęła ładnie przesypiać całe noce, a teraz znowu ma jedną pobudkę w nocy i drugą nad ranem... sama nie wiem czym to jest spowodowane...

    OdpowiedzUsuń