wtorek, 8 września 2015

Mieszkam z prostakiem

Mieszkam z nim pod jednym dachem, jednak to jak mnie traktuje... pozostawia wiele do życzenia.
By Felia


Żyje tutaj jak królewicz, wszystko musi mieć podstawione pod nos, a najlepiej całymi dniami by się tylko zabawiał albo leżał do góry brzuchem. A ja mam mu usługiwać. I te maniery... Beka i puszcza bąki jak stary żul pod sklepem. I jeszcze się potrafi z tego śmiać.
Aż wstyd czasem z nim wyjść do ludzi. Serio, w towarzystwie wcale nie jest lepiej. Nawet nie próbuje zachować żadnych pozorów. Mam wrażenie, że jak tylko gdzieś razem wychodzimy to na siłę chce pokazać się z jak najgorszej strony. Żebyście wiedzieli co było, gdy po raz pierwszy przedstawiałam go rodzinie. Cały się zarzygał, a potem zachowywał się, jakby nic się nie wydarzyło. Przy rodzinnym obiedzie...
Do tego szczerzy się do każdej cizi, która na niego spojrzy. I nawet nie ukrywa, że w głowie mu jedynie cycki. Tak bezceremonialnie mnie czasem za biust łapie, nawet jak jesteśmy poza domem.
A w domu wcale nie jest lepiej. Pominę fakt, że jedzenie ma być zawsze gdy sobie tego zażyczy. Potworne robi sceny, gdy go od razu nie dostanie, a ja po prostu wolę tego unikać. O tym, żeby mi w czymś pomógł mogę zapomnieć. Nie odkurzy, nie zmyje naczyń, nie pójdzie z psem na dwór. Nawet po sobie samym nie chce sprzątać. A nieźle potrafi nabrudzić. Jego rzeczy walają się dosłownie wszędzie, a ja chodzę i zbieram to wszystko, żebyśmy się o to nie pozabijali.
Nawet w środku nocy, potrafi mnie obudzić o drugiej czy trzeciej i drze się tak, że pewnie i sąsiedzi słyszą. Cieszę się, że jeszcze nikt policji nie wezwał. Chociaż może powinien... Bo on potrafi nawet podnieść na mnie rękę. Ba! bije, kopie, szarpie za włosy. Nie ukrywa nawet jak bardzo go to czasem bawi. A co ja mogę? Przecież mu nie oddam.
Gdybym go nie przypilnowała pewnie nawet by się nie mył. Heh, nawet nie ma mowy, żeby spróbował umyć zęby. Poza tym, o jakich my zębach mówimy. Właśnie, bo specjalnie urodziwy to on też nie jest. Szczerbaty, łysy (nawet tej garstki włosów, którą ma, nie uczesze tylko tak mu sterczą na boki). Paznokcie mu rosną póki się nie wyłamią, albo sama mu ich nie obetnę. Wyobrażacie to sobie?! Dobrze, że chociaż nie obgryza... Nie używa dezodorantu - bo i po co? W ogóle z kosmetykami jest trochę na bakier.
Nie pracuje, nie uczy się. Straszny pasożyt. Tylko by brał i brał. 
Nigdy nie usłyszałam z jego ust dziękuję, przepraszam czy proszę. Nawet na to nie liczę. Może kiedyś się zmieni ale póki co... Póki co to jedynie "daj, zrób, co tak wolno?".
Cóż, pozostaje mi go kochać takim jaki jest. Bo kocham go potwornie i jestem w stanie przymknąć oko na to wszystko o czym przed chwilą wspomniałam. Bo zapewne niejeden szlachetny dżentelmen i światły człowiek w jego wieku - mając trochę ponad trzy miesiące - zachowywał się podobnie. :)


P.S. Wcale nie jest aż tak źle jak napisałam. Pozwoliłam sobie jedynie na artystyczną hiperbolę. :) No, zazwyczaj, nie jest...

10 komentarzy:

  1. Czytając Twój wpis uśmiałam się niemiłosiernie, opisałam to w tak świetny no i prawdziwy sposób, że jakby nie było gratuluję artystycznej duszy :) Mały, łysy i się mu usługuje, ale za to się kocha najbardziej na świecie :) Rewelacja. No tak początku są trudne, ale kobieta zniesie wszystko, nawet jak ten mały człowiek łapie za cycki, ciąga za włosy i wiecznie wszystkiego się domaga. Masz świetne poczucie humoru :)
    Pozdrawiam Was ciepło.
    www.matkapolka89.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Heheheh... aż się uśmiechnęłam czytając tego posta! ;)
    Morał z tego taki, że jakie by nie były te nasze dzieciaczki to i tak będziemy je kochać najmocniej na świecie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahaha :D rozbawiłaś mnie tym tekstem!

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie napisane! :))) a Dzidziuś słodziutki :* można tym Maluszkom wybaczyć wszystko :))
    pozdrawiamy serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. Takiemu to można wszystko wybaczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  6. hahaha i jak tu takiego nie kochać? ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. cieszę się że poczucie humoru cię nie opuszcza☺Miki jest słodki i kochany zresztą podobno pierwszego wnuka kocha się najbardziej ( dopóki nie pojawia się następne He He)
    Dobrze że nie straciłaś sama swojego uroku dziecięcego w całym tym swoim macierzyństwie i dorosłości

    OdpowiedzUsuń
  8. Uroczo to opisałaś :)
    Trzeba czasem podejść z dystansem bo człowiek by zwariował :P

    OdpowiedzUsuń
  9. ale świetny wpis. Gratuluję i biję pokłony
    www.puffa.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. o kurcze, zawadiaka mieszkasz z niezłym gagatkiem :) ale wynagradza chyba słodkością jak się pomyli :))

    OdpowiedzUsuń