poniedziałek, 21 września 2015

Miki mówi!

Zapytajcie mnie jak długo pracowałam ze zwierzętami. Śmiało, zgadujcie ile ze swoich 24 lat spędziłam w zoo a potem w ośrodku szkolenia psów. Osobiście uważam, że całkiem sporo. I cudownie ten czas wspominam. Zapytajcie mnie dalej, czego o zwierzętach przez ten czas się nauczyłam. Więcej niż kiedykolwiek wcześniej przypuszczałam, że w ogóle można się o nich dowiedzieć. A najważniejsze z tego wszystkiego - to co najbardziej pomaga w pracy ze zwierzętami (a już szczególnie przy tresurze) - to to, że zwierzęta mówią.
No dobrze, ale jaki to ma związek z moim czteromiesięcznym synem?


Moim zdaniem związek jest oczywisty. Skoro nawet młode zwierzęta, są w stanie mową ciała komunikować się z innymi osobnikami (a co za tym idzie, również z ludźmi), to czemu nie mogłoby to robić małe dziecko.W końcu to my jesteśmy tym inteligentnym gatunkiem, nie?
Pisałam wcześniej o migusiach (języku migowym dla niemowląt słyszących). Czytając książkę-instrukcję załączoną do zestawu, trafiłam na wypowiedź autorki, o tym skąd w ogóle wziął się pomysł stworzenia projektu. Opisywała swoją córeczkę, która po wspólnym wąchaniu kwiatków zaczęła na każdy zobaczony kwiatek czy rysunek kwiatka reagować pociąganiem noskiem. To był jej sposób "mówienia" - kwiatek. Potem powstał pomysł tworzenia znaków na całą masę innych rzeczy.

Zwierzęta nie nazywają przedmiotów. Mówią nam one o tym co czują. Czy w takim razie niemowlę, jest w stanie jakoś powiedzieć nam o tym co czuje? Niektóre matki ponoć są w stanie określić po rodzaju płaczu, czy ich dziecko chce jeść, spać czy cokolwiek innego. Ja do nich akurat nie należę, ale też Miki, rzadko kiedy komunikuje się płaczem. Częściej stęka, kręci się, wierci i weź tu człowieku zgadnij o co mu chodzi. Bo o coś musi. A mnie wydaje się, że skoro to małe dziecko jest inteligentniejsze od małego szczeniaka, to zapewne też szuka on (chociażby instynktownie) sposobu na porozumienie się ze mną i powiedzenie o co mu chodzi.

Wrócę znów do zwierząt. Długo uczyłam się mowy ciała psów. Pracując przy tresurze trzeba nauczyć się interpretować niemal każde spięcie mięśni, ustawienie uszu, odwrócenie wzroku, pomruki, warknięcia, czy niepozorne oblizanie pyska. Przekonałam się, że te nieszczęsne psy, zwykle cały czas do nas mówią, cały czas próbują nam coś przekazać, a większość z nas nie ma o tym pojęcia. Nawet jeśli mieszka z psami całe życie. Nauczyłam się, że podstawą komunikacji na poziomie niewerbalnym, jest mowa ciała, która jest przecież zachowaniem głównie instynktowym.

I w tym wszystkim ja (wstyd się przyznać) nie brałam nawet pod uwagę, że moje dziecko może używać swojej mowy ciała, żeby ze mną rozmawiać. Bo przecież jeszcze za mały, przecież on nawet nie orientuje się do końca co się dzieje, przecież jeszcze nic nie rozumie. I tutaj ukłon w stronę M., który uparcie dopatrywał się w każdym geście czy machnięciu ręki Mikiego, jakiegoś przesłania. "Chyba mówi, że ma pełną pieluszkę." - powtarzał uparcie gdy Miki klepnął się przypadkiem w portki, "Chyba chce jeść". - mówił gdy miki pacnął się w policzek itp., itd.. Podchodziła do tego raczej pobłażliwie i z lekkim uśmiechem lecz w pewnym momencie zaczęłam się łamać. Miki bowiem tarł oczka.

Nie chciałam wierzyć, że faktycznie może to coś oznaczać. Ewentualnie mogłam uwierzyć, że chodzi o jakieś zmęczenie czy coś w tym rodzaju. Jednak gdy zaczynał trzeć oczka zachowywał się jakby wyraźnie czegoś w danej chwili chciał. Zaczynał się właśnie kręcić, wiercić i pojękiwać. Ja obserwowałam - M. uparcie dochodził do tego co to może oznaczać. Aż w końcu zrozumieliśmy. O! my głupi dorośli, którzy nie są w stanie zrozumieć tak oczywistego przekazu, które dawało nam nasze dziecko. Miki zaczyna trzeć oczka gdy jest głodny! Czy to nie oczywiste?!

Już spieszę z tłumaczeniem. Gdy przystawiam Mikiego do piersi jego rączki od razu układają się tak, że piąstki lądują przy oczkach. Nie mogłam uwierzyć, że wcześniej tego nie zauważyłam. Sprawdziliśmy to raz, drugi, trzeci i kolejne i nie mam już żadnych wątpliwości. Miki MÓWI nam kiedy jest głodny i robi to w sposób aż nazbyt oczywisty. ("Dalej rodzice! Jestem gotowy - przystawiać cycka!")

Nie pozostaje nam już w takim razie nic innego, jak obserwować go uważnie i nauczyć się jego języka, zanim on nauczy się na dobre naszego. :) Może faktycznie małe dzieci są dużo inteligentniejsze niż nam się wydaje?

Miki na spacerze pilnuje, żeby mu czapka przez sen nie spadła :)

8 komentarzy:

  1. Taaak, też to zauważyłam u Antka. Gdy się np. denerwuje to mieli językiem, a kiedy nie wie co zrobić, jak się zachować to "gra" palcami na ustach. Dzieci są genialne, tylko my - dorośli - jesteśmy bardzo ograniczeni.

    OdpowiedzUsuń
  2. WOW! Dzięki za ten wpis ;) Będę bacznie obserwować moją Córę od pierwszego dnia urodzenia :) Mam nadzieję, ze nauczę się w miarę Jej języka ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. super sprawa opowiem siostrze:) Może i ona u swojej Miki znajdzie takie grymasy itp:) gratuluje spostrzegawczości

    OdpowiedzUsuń
  4. Trochę mnie tu nie było, a tu jakie zmiany! Świetny nowy wygląd bloga, jest przejrzyście i przyjemnie dla oka :)
    Co do mowy ciała synka, to zajęłoby mi pewnie o wiele dłużej odkrycie, że tarcie oczek = głód ;) U nas Kornelia robi biały nosek gdy robi kupkę, a gdy jest głodna, to wręcz spierdziela całe pięści :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz rację, najważniejsze to starać się uważnie obserwować, bo dziecko stara się z nami komunikować :)
    U mnie rodzinie kuzynka odkąd urodziła synka starała się do niego mówić jednocześnie pokazując co będzie robiła - typu pora jedzenia - określony ruch ciała, pora spania - tak samo itp. itd... Skutkowało to tym, że półroczne dziecko pokazywało im czego właśnie chciało, bo mały załapała bardzo szybko, ale kosztem tego, że z mową były problemy, bo przyzwyczaił się, że sam gest wystarczy.. Także trzeba się pilnować, żeby nie poprzestać na samych gestach a jednocześnie pracować nad mową :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to interesujące. Wyniki badań, z którymi się zapoznawałam, pokazywały, że dzieci, które były uczone znaków zanim nauczyły się mówić, dużo szybciej uczyły się potem właśnie mówić. Dzieci 24 miesięczne wyprzedzały swoich rówieśników o ok. 3-4 miesiące, a dalej w wieku 36 miesięcy mówiły już na poziomie 47 miesięcznych dzieci więc różnica znacząca. I nie trafiłam na wzmiankę, żeby opóźniało to rozwój mowy. No ale może był to wyjątek?

      Usuń
  6. Prawdę mówiąc to dopiero przy drugim dziecku zaczęliśmy jako-tako rozumieć o co może chodzić. Na początku z pierworodną to jakbyśmy kosmitę na wychowanie dostali...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurcze, a ja już nie pamiętam jak to było z moim niespełna dwulatkiem gdy był taki malutki. Ale wiedziałam kiedy co chce, chyba instynktownie.
    Natomiast pamiętam jak w lipcu siedzieliśmy na ławce (w czerwcu skończył pół roku), trzymałam go na kolanach a on zaczął sobie mruczeć pod nosem KI KI KI... dopiero kolejnego dnia zauważyłam, że woła tak do kota, który nam często wówczas towarzyszył. To był jego pierwszy wyraz określający konkretną rzecz. Pamiętam, że byłam niezwykle dumna.

    OdpowiedzUsuń