niedziela, 6 września 2015

Pierwsze dziecko - Pierwsza matka

Wśród moich bliskich znajomych jestem pierwsza, która zaszła w ciążę i urodziła dziecko. Taki ze mnie pionier macierzyństwa! Jednak trochę dziwnie się z tym czasem czuję. Z jednej strony wszystko po kolei sama odkrywam i jest to takie nowe i niesamowite. Z drugiej jednak, wiele rzeczy tak nagle mnie zaskoczyło i nigdy wcześniej o nich nie słyszałam. O ciąży i małych dzieciach dowiadywałam się wszystkiego na bieżąco. Nie specjalnie interesowałam się tym wcześniej bo i po co? Teraz jednak, jakkolwiek otoczona znajomymi i przyjaciółmi czuję się trochę osamotniona w tym wszystkim.

Nie mam konta na facebooku jednak spotkałam się z uwagami ludzi, którzy narzekają potwornie na znajomych - młodych rodziców - którzy nic innego nie robią, tylko postują miliony zdjęć swoich pociech i zagracają tym tablice (czy jakoś tak). Nie chciałam być jednym z takich rodziców. Nie chciałam nikomu na siłę wciskać swojego szczęścia.


Jednak nie ukrywam, że nadal bardzo lubię o tym rozmawiać. Jest to dla mnie coś nowego, coś niesamowitego i całkowicie różnego od wszystkiego co do tej pory mnie spotkało. Chcę się z kimś dzielić emocjami, które towarzyszą mi z tego powodu na co dzień. To tak jak relacjonować komuś przez telefon wrażenia z wycieczki czy chcieć podzielić się z kimś uwagami po skończeniu dobrej książki. Ale ja nie chcę nikomu na siłę opowiadać książki, która może go wcale nie interesować.

Cóż, trochę moim znajomym zazdroszczę siebie. One już będą miały kogoś z kim będą mogły dzielić się wrażeniami i kogoś kto ma to już za sobą. Będą mogły porozmawiać o ciąży i dzieciach z kimś, kto jest w temacie. Będą mogły pochwalić się, że "podnosi główkę, leżąc na brzuszku" czy "przekręcił się na plecy" wiedząc, że rozumie się ich ekscytację.
Nie twierdzę, że nie mogę o tym z nikim porozmawiać, bo mam cudowne przyjaciółki, z którymi mogę porozmawiać o wszystkim i wysłuchają mnie, ale wiem też, że dla niektórych jest to jeszcze czarna magia. Gdy mówię o czymś, związanym z Mikim to widzę nie raz cisnące się na usta pytania "Ale to dobrze czy źle, że tak robi? Bo nie wiem czy gratulować czy współczuć."

Łażąc z wózkiem po parku często widzę młode mamy, chodzące parami z wózeczkami i rozmawiające między sobą. I zazdroszczę im tego, że mają kogoś blisko, z kim mogą wymieniać się dzieciowymi nowościami, radościami i wątpliwościami. Mnie zostaje internet i znajoma ze szkoły rodzenia, z którą jestem w ciągłym kontakcie. Nie mieszkamy jednak na tyle blisko siebie, żeby się często widywać, ale dobre i to chociaż, że jest z kim smsami się powymieniać i przesyłać zdjęcia podniesionych główek.

Latorośl na szczęście jest już na tyle przewidywalna, że odważnie wychodzę z nim na miasto i oddalam się od domu. Łatwiej mi się znów spotykać ze znajomymi! Nawet pojechałam z nim w sobotę na stare miasto i wyprawa udała się świetnie. Ostatnio M. mówiłam jak bardzo mnie to cieszy.
Ja: Zobacz jakie to cudowne. Mogę go po prostu wpakować do wózka kiedy potrzebuję i wyjść z domu! Kocham dzieci!
M.: Nie wiem czy wiesz malutka, ale nie mając dzieci można wyjść z domu o każdej porze i nic nie trzeba pakować...

Tymczasem Miki śmiga już na wszystkie boki, plecy, brzuchy, zadziera głowę gdzie się da i patrzeć tylko jak zacznie na dobre pełzać. I minie ten cudowny okres kiedy to "zostawia się dziecko, wychodzi do drugiego pokoju, a po powrocie ono dalej jest tam gdzie się je zostawiło".





11 komentarzy:

  1. Kiedyś u siebie wspominałam, że dopiero w momencie gdy zaszłam w ciążę, a potem jeszcze bardziej gdy Alan przyszedł na świat poczułam empatię w kierunku tych co już dzieci posiadają. Wcześniej nigdy nie ciągnęło mnie do rozmów o dzieciach, kupkach, strupkach. Nie wiedziałam, jak zachowywać się przy malutkim dziecku. Interesowały mnie te z którymi już można było pogadać :-) a teraz nagle okazało się, że odkryłam tę część naszego świata, o której pojęcia nie miałam.
    Ps. Ja wśród moich znajomych byłam jedną z ostatnich, które doczekały się potomstwa, niektóre moje koleżanki urządzały w zeszłym roku swoim dzieciom osiemnastki :-) one wkrótce będą Babciami, a ja jestem młodą Mamą :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jako pierwsza z mojego pokolenia będę miała dzieciątko i wiesz, już widzę jakby niektórzy chcieli mi doradzać, ale nie koniecznie dla mnie to dobre. Nie słucham i chyba wolę nie słuchać, kiedy urodzę dziecko okaże się jak to będzie, na pewno fajnie jest mieć z kim porozmawiać i wybrać się na spacer wspólnie z dziećmi, ale spójrz na to z drugiej strony, nie słuchasz wychwalań bo i takie są, nie denerwujesz się, jesteś niezależna, ale jak bardzo ci tego brakuje, może wybierz się na spacer z mamą? tatą ? rodzeństwem? jeżeli masz dobre kontakty, może warto ?
    Pozdrawiam ciepło.:)
    www.matkapolka89.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak z rodziną to co innego. Kontakty mam dobre i lubię z nimi rozmawiać, ale chciałoby się mieć obok kogoś kto jest w takiej samej sytuacji i można z nim dzielić się wrażeniami na bieżąco. Wrócę do porównania a wyjazdem na wycieczkę. Można komuś opowiadać przez telefon jak jest fajnie, ale dużo fajniej mieć kogoś obok i podziwiać razem z nim.

      Usuń
  3. Oooj wiem co czujesz. I to jak! Tu w Niemczech jestem praktycznie sama i zazdroszczę tym matkom, które spacerują z innymi wózkami. Teraz jednak z moja znajomą jesteśmy w ciąży praktycznie równolegle, więc może coś się zmieni :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam w 100% taką samą sytuację. Jestem pierwsza w naszej ekipie, dodatkowo wiele kilometrów dalej, więc także z kłuciem w sercu spoglądam na młode mamy idące razem i śmiejące się. Ja nie mam tutaj nikogo takiego...

    OdpowiedzUsuń
  5. Zasypuję moje najbliższe koleżanki zdjęciami mojego szkraba, ale nigdy nie dam jego zdjęcia na fejsa
    www.puffa.pl

    OdpowiedzUsuń
  6. Doskonale Cię rozumiem! Nawet wśród moich dalszych znajomych nikt jeszcze nie ma dziecka, w rodzinie to samo. A doskonale rozumiem jak ogromna może być chęć pogadania na ten temat. Matki chodzące z wózkami parami - marzenie! O ile byłoby raźniej! To też fajne doświadczenie dla dzieci, które przecież z taka radością reagują na inne maluchy, ja zawsze mogłam tylko "przypadkiem" przejść koło kogoś, żeby moja córką mogła sobie pomachać i się pośmiać. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z przodu łysolek z tyłu busz na głowie,piękny ten twój skarb. Z czasem to się zmieni i ty będziesz tą od podpowiedzi :) co do dzidziusiów :) Będziesz skarbnicą wiedzy :) Jak encyklopedia :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj taaak... takie towarzystwo to naprawdę coś cennego. Nie sądziłam, że po przeprowadzce na swoje mieszkanie zyskam tyle nowych znajomości, poznam tyle nowych, młodych mam z którymi się super kumpluję i mogę porozmawiać na wszystkie tematy!
    A może warto zaczepić te młode mamy chodzące po parku? :) U nas w sumie tak się zaczęło... i to właśnie dzięki Facebookowi, bo jedna wspaniałomyślna mama założyła fan page naszego osiedla pt. Mama(nazwa naszego osiedla) :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też odczuwałam i niestety nadal mocno odczuwam brak innym matek koleżanek, z którymi mogłabym wyjść na spacer, wypić kawę lub po prostu pogadać przez telefon. Nie jest lekko ale można się z tym oswoić.

    OdpowiedzUsuń