czwartek, 24 września 2015

W końcu kolorowe marzenie staje się szarą rzeczywistością

Myślisz o nim jeszcze na długo zanim się pojawi. Wyobrażasz sobie tego małego człowieka, którego chciałabyś nosić pod sercem, a potem ściskać w ramionach. Widzisz oczami wyobraźni jak stawia pierwsze kroki, zaczyna mówić i prowadzisz go do szkoły. Widzisz jak się śmieje i bawi i poznaje świat. Aż przychodzi taki moment, że trudno jest Ci myśleć o czymkolwiek innym. W twojej głowie zaczyna mieszkać mały człowiek. Twoje małe marzenie, którego tak bardzo chciałbyś na tym świecie.



W końcu dowiadujesz się, że wszystko zaczyna się spełniać. Jeszcze go nie widać, lecz już tam jest. Mały człowiek zaczął powstawać. I teraz już naprawdę o niczym innym nie możesz myśleć. A targają tobą naprawdę najróżniejsze emocje; głównie radość i strach. Zaczynasz się niepokoić o jego zdrowie i bezpieczeństwo, szybko nie przestaniesz, lecz kompletnie Ci to nie przeszkadza. Najważniejsze, że on już jest. Marzysz tylko o tym, żeby bezpiecznie przyszedł na świat.

W końcu nadchodzi ten moment gdy trzymasz go po raz pierwszy na rękach. Nie jesteś w stanie nawet opisać tego co czujesz. W dużej mierze jest to po prostu ulga. Wszystko jest w porządku, cały strach i niepewność ostatnich miesięcy odchodzą w zapomnienie. Czujesz, że maluch w Twoich rękach jest bezpieczny i teraz zacznie się Wasza prawdziwa wspólna przygoda. Twoje marzenie właśnie się spełniło.

Mijają pierwsze dni i tygodnie. Układasz sobie nowe życie z tym długo wyczekiwanym człowiekiem. Dbasz o niego, pielęgnujesz go, patrzysz jak poznaje świat i cieszysz się każdą drobnostką. Jesteś zmęczona, niewyspana, możesz zapomnieć o wielu rzeczach, które robiłaś do tej pory, jednak nadal się cieszysz. Bo masz przy sobie małego człowieka i nie zamieniłabyś go już na nic innego. Nawet gdy orientujesz się, że nie tylko zaprząta Twoją głowę a przestawia do góry nogami cały Twój dotychczasowy świat.

Mijają miesiące. Przyzwyczajasz się. Dni stają się rutynowe i monotonne, nawet jeśli cały czas coś się dzieje. Zaczyna Ci brakować tego, że nie masz już tyle czasu dla siebie. Zaczyna Ci brakować wielu rzeczy, a nowe życie to często głównie wyzwania i wyrzeczenia. Nie zaprzeczasz, że bywa naprawdę ciężko. Nie zaprzeczasz, że czasem tęsknisz do tego co było wcześniej. Do beztroskich wyjść o każdej porze dnia i nocy, do nielimitowanych spotkań ze znajomymi, do zapomnienia o całym świecie i błogim szaleństwie, w końcu do cudownego nicnierobienia. I zaczynasz się zastanawiać: "Czy to naprawdę jest to czego chciałaś?". A nawet: "Czy było warto?".

Chciałabyś bez wahania krzyknąć, że tak. Że nie zamieniłabyś tego na nic innego. Ale czy na pewno? Wakacje z pieluchami w domu, czy nawet nad jeziorem na mazurach, zamiast dzikiej Kambodży? Planowanie, liczenie, kalkulowanie wszystkiego zamiast spontaniczne spakowanie się i ruszenie autostopem przez Europę? Zastanawianie się, czy zdążysz zapakować zmywarkę i pralkę, czy jednak trzeba pilnować malucha i może olać domowe porządki, zamiast leniwego czytania książki przez pół dnia i romantyczna kolacja we dwoje wieczorem? Na pewno już byś tego nie zamieniła? Mdli cię na widok domowego bałaganu, który mimo Twojej ciągłej pracy, generuje się z powietrza. Jest Ci niedobrze na myśl o kolejnym, na szybko przygotowywanym obiedzie i pojawiają się łzy w oczach gdy zdasz sobie sprawę, że nawet gdy już położysz człowieka spać, to zbyt zmęczona będziesz, żeby naprawdę chwilę zająć się sobą.

A potem przypominasz sobie, że miałaś kiedyś marzenie. Pragnęłaś aby zakiełkowała w tobie ta iskierka życia, którą mogłabyś codziennie tulić w ramionach. Pamiętasz jak bardzo zaprzątała Twoją głowę, jeszcze zanim w ogóle powstała. I zaczynasz się zastanawiać, czy faktycznie byłoby lepiej, mieć swoją Kambodżę, spontaniczność i nieskończone pokłady wolnego czasu jednocześnie czując, że cały czas, mimo wszystko czegoś Ci brakuje i tak naprawdę marzysz o czymś innym. Patrzysz na ludzi, którzy cały czas tym marzeniem żyją i jakoś wcale im nie zazdrościsz. Bo masz je już u siebie. Bo trochę straciło na jaskrawości i zrobiło się nieco bardziej wymagające niż byś chciała ale jest tutaj i nic tego nie zmieni.

Więc patrzysz na małego człowieka (tego właśnie, który kradnie Ci czas, siły i pieniądze). Czekasz aż się do Ciebie uśmiechnie, żebyś straciła już wszystkie wątpliwości.* Dziecięcy uśmiech naprawdę potrafi czynić cuda. W końcu, tak. Stwierdzasz, że mimo wszystko było warto. Wbrew wszelkiej logice przyznajesz, że nie zamieniłabyś swoich zmartwień, podkrążonych oczu i wymiętej sukienki - swojej szarej rzeczywistości - ponownie jedynie na kolorowe marzenia. Bo jesteś w stanie znów docenić to szczęście, które dał Ci los i wiesz, jak bardzo nieszczęśliwa byłabyś bez niego.


*Gdyby jednak w chwili zwątpienia, mały człowiek postanowił znów marudzić lub ryczeć cały dzień i za groma nie chciał się uśmiechnąć, zalecamy zabicie drzwi deskami i jednak wyjazd do Kambodży. Ew. przekazanie go babci i wyjście z domu tylko we dwoje. :)






9 komentarzy:

  1. Te wszystkie emocje, czasem tak sprzeczne ze sobą są chyba wpisane w macierzyństwo :) Czasem, kiedy jestem naprawdę mega zmeczona, próbuję się wyciszyć i nie robić nic innego tylko patrzeć na mojego małego człowieka. Ta uwaga pomaga mi się niekiedy odnaleźć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jeszcze jestem chyba trochę za młoda na maluszka, ale uwielbiam dzieci i mogłabym z nimi spędzać czas bez przerwy <3

    OdpowiedzUsuń
  3. aż łza się w oku kręci od tych emocji, piękniusi jest:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wzruszyłam się... Jestem na etapie "ciężko" ale już teraz nie zamieniłabym się z nikim! Kocham moją córcię najbardziej na świecie

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak! Tak! Tak! Trafiłaś w samo sedno :)
    Ten uśmiech, niby nic,a potrafi zdziałać prawdziwe cuda... Ja wielokrotnie mam dość, podpieram się brodą ze zmęczenia, chciałabym własne dziecko choć na chwilę oddać komuś na pół godziny i miec święty spokój, ale gdy nagle Hanka patrzy na mnie tymi swoimi wielkimi, ufnymi oczami i zaczyna uśmiechać się całą gębą, wszystko przechodzi, a energia pojawia się nie wiadomo skąd :)
    Zresztą cały czas tak mam, że czasem staję przy jej łóżku, patrzę na nią i ciągle nie dowierzam, że moje marzenie się spełniło...cudowne uczucie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytasz w moich myślach!!! Od miesiąca mój świat staje na głowie...

    OdpowiedzUsuń
  7. No właśnie, wystarczy tylko uśmiech. Nawet te niedospane noce nam nie przeszkadzają, dla dziecka warto żyć i moje życie nabrało sensu po narodzinach Syna.

    OdpowiedzUsuń
  8. So cute and interesting post about the dreams. It is very correct that colorful dreams gray reality. Thanks a lot for sharing this useful information.

    Buy essays online

    OdpowiedzUsuń