niedziela, 13 września 2015

Wkręć go!

Pojawia się na świecie mały człowiek. Chcesz dla niego jak najlepiej i wychowujesz go najlepiej jak potrafisz. Dbasz o jego zdrowie, naukę, dobre wychowanie. Jesteś dorosłym, odpowiedzialnym człowiekiem. Owszem, nie raz bawisz się z maluchem i są chwile gdy pozwalasz sobie na odrobinę infantylności lecz na co dzień jesteś już poważną i rozważną osobą... Co, co? Nie. Wróć. Zacznijmy od nowa i zatrzymajmy się na tym, że pojawia się mały człowiek.



Bez wątpienia każdy normalny rodzic chce dla swojego dziecka jak najlepiej. Ale nie oszukujmy się. Kto z nas ciągle, wewnętrznie sam nie jest dzieckiem. Pisałam już o tym, że gdzieś umknął mi okres dorastania (Kiedy to się stało?!). Nadal trochę jestem wielkim dzieckiem a najlepszym na to dowodem jest to, jak bardzo lubię wykręcać rodzinie i znajomym różne kawały (w tym miejscu chciałam przeprosić wszystkie swoje dotychczasowe ofiary). Oczywiście gdy tylko Miki pojawił się w planach, razem z M. zaczęliśmy puszczać wodze wyobraźni, nie tylko co do czekających nas z nim zabaw, ale także co do tego, w co by można było takiego małego człowieka wkręcić.

Dotychczas naszymi faworytami są dwa skromne pomysły:

1 Nie jesteś pierwszy:
 Pewnego dnia zaczynamy liczyć Mikiemu punkty za różne rzeczy: za posprzątanie czegoś, za pomoc przy czymś itp. Gdy w końcu Miki zapyta się co może z tymi punktami zrobić, lub po co w ogóle są, mówimy mu jakby od niechcenia, że pod  koniec kwartału/roku jest test i trzeba zebrać odpowiednia ilość punktów, żeby go zdać. Gdy syn zapyta się, co się stanie gdy nie zda się testu, w tajemnicy mówimy mu, że miał kiedyś starszego brata i tamten niestety nie zdał... Oczywiście zaraz pocieszamy syna jakimś dobrym słowem:
- Ale nie przejmuj się. Ty jesteś przecież takim dobrym i pomocnym chłopcem. Na pewno zdasz, co nie, Miki?

(To coś w stylu  "Rodzice wmawiali mnie i mojemu bratu, że mieliśmy jeszcze jednego brata, który zamienił się w grzyba bo nie chciał się kąpać. Umieścili nawet jego zdjęcie w albumie rodzinnym.")


2 Kiedyś to były czasy

Bierzemy z półki "Rok 1984" i opowiadamy Mikiemu, jakie to kiedyś były czasy. Czytamy mu fragmenty tego nieocenionego pamiętnika, spisanego przez wybitnego historyka Georga Orwella. Potem możemy mu też oczywiście opowiedzieć o upadku tego potwornego komunizmu, albo wkręcić dziadków, żeby poopowiadali trochę o tamtych czasach i Wielkim Bracie. Myślałam nawet o wydrukowaniu i jakiemuś ładnemu oprawieniu "Księgi" Goldsteina, żeby wszystko jeszcze uwiarygodnić. 

Oczywiście można spróbować z jakąkolwiek inna książką, lecz dobrze żeby miała w sobie albo jakąś miniona datę, albo słowo "kronika" czy "historia". 

I jeszcze jedna ważna sprawa. Doskonale zdaję sobie sprawę, że żart jest dobry, gdy śmieją się obie strony i moim zdaniem nie wolno przekraczać pewnych granic. Nie chodzi o to, żeby zrobić z dziecka idiotę, przed obcymi czy znajomymi. (Jak na przykład powrót płaczącej dziewczynki z pierwszych kolonii, bo tata dla zabawy nauczył ją odwrotnie nazw kolorów i dzieci się z niej śmiały.) Zdaję sobie sprawę, że wyżej wymienione żarty będzie można wprowadzić w życie dopiero gdy Miki będzie na tyle duży, żeby je zrozumieć i nie można będzie ich przeciągać w nieskończoność. 

Tymczasem ciekawa jestem czy i Wy macie, lub mieliście jakieś ciekawe pomysły na wrobienie swojego dziecka. A na zakończenie coroczny halloweenowy numer u Jimmyego Kimmela: "Powiedziałem dzieciom, że zjadłem im wszystkie halloweenowe cukierki." :)

2 komentarze:

  1. Oj tak wiem o czym piszesz ]:D . Ale jeszcze żaden niecny plan mi się nie urodził. Ale jak tylko... to się nim pochwalę :P

    OdpowiedzUsuń
  2. No z tym bratem to istotnie szatański pomysł :))

    OdpowiedzUsuń