czwartek, 8 października 2015

Jak technologia niszczy dzieci

Przeglądam otchłanie polskiej blogsfery, czytam uważnie jakie tematy poruszają inne matki i po raz kolejny z rzędu trafiam na to samo: "technologia niszczy dzieci!". Sprawdzam więc jak to ta technologia niszczy nasze dzieci, czytam jeszcze uważniej i nadal nie potrafię zrozumieć w czym dokładnie ta biedna technologia zawiniła. A na znalezieniu odpowiedzi przecież bardzo mi zależy. Jestem w końcu matką i chciałabym dziecko uchronić przed wszystkim co może na nie źle wpłynąć. Która matka by się nie przejęła?

Uwaga! Niniejszy wpis jest tekstem przedstawiającym mój punkt widzenia na temat kontaktu dzieci z technologią. Jeśli chcesz przeczytać o tym jak nowe technologie wpływają na dzieci, z naukowego punktu widzenia, zapraszam do wpisu Wpływ nowych technologii na dzieci.



Sokrates i kilku jeszcze innych greckich filozofów, było przeciwnikami słowa pisanego. Książki (pisanie), ich zdaniem, miały prowadzić do zapominalstwa, gdyż ludzie mieli przestać korzystać ze swojej pamięci. Jednocześnie ludzie czytający mieli zaprzepaścić się w słowie pisanym do tego stopnia, że przestaliby w ogóle słuchać swojego rozumu. "Będą słuchać wielu rzeczy i nie uczyć się niczego." Ich zdaniem wiedza pozyskiwana z tekstów, miała być w rzeczywistości sztuczna i bezwartościowa. Pisanie było złe.
Idąc tym samym tropem (kilka setek lat wprzód) naszym pradziadkom szkodzić miały samochody, dziadkom - telewizja, rodzicom - muzyka rockowa, a my i nasze dzieci jesteśmy skazani na destruktywne działanie urządzeń cyfrowych.

Tylko czy naprawdę ta technologia tak bardzo nas niszczy? Pozwolę sobie, wspomóc się pewną historyjką:


Przybył na ziemię kosmita i zafascynowany nową cywilizacją, zaczepił pierwszego lepszego przechodnia. Patrząc zdumiony na smartfona zapytał się, czym jest to dziwne, proste urządzenie. Mężczyzna, zaczął więc opowiadać o tym, jak można się dzięki niemu kontaktować ze znajomymi i w prosty sposób łączyć z internetem. Pokazał kosmicie jak prosto i szybko można z każdego miejsca na Ziemi zdobywać rozmaite informacje na dowolny temat, od historii świata, przez najnowsze odkrycia naukowe, po rozmaite dane dotyczące wszystkiego co nas otacza. Od tak, po prostu wstukując kilka słów w mały dotykowy ekranik. Kosmita był naprawdę zachwycony i zaczął podziwiać rodzaj ludzki za wynalazek, który dawał przecież błyskawiczny dostęp do całej wiedzy, zdobywanej przez ludzi od zarania dziejów. Z ciekawości zapytał tylko, do czego najczęściej owego urządzenia się używa.
- O popatrz - powiedział zadowolony mężczyzna. - Tutaj możesz oglądać śmieszne koty!

 Zgadzam się, że trudno mieć inne zdanie o szkodliwym wpływie technologii cyfrowej, skoro nie potrafimy dostrzec w niej potencjału, który nam ona daje, a co za tym idzie, nie potrafimy z niej dobrze korzystać. Patrzymy na nastolatka z nosem wbitym w telefon i domyślamy się, że albo właśnie z kimś smsuje, albo siedzi na facebooku, albo akurat przegląda jakieś śmieszne obrazki. I zapewne będziemy mieli rację, lub będziemy od niej bardzo blisko. Ale czy jest to wina technologii?

Zaglądam więc do swojego smartfona. Widzę masę słowników, których w Polsce nawet bym pewnie nie dostała, widzę aplikację pomagającą mi w łatwy sposób poruszać się po mieście, widzę niezwykle precyzyjną prognozę pogody dla dokładnie mojego miejsca zamieszkania, widzę możliwość szybkiego sprawdzenia informacji z kraju i świata, widzę dostęp do rozmaitych artykułów, które mogę przejrzeć jadąc autobusem, widzę w końcu nieskończoną niemal encyklopedię, która pozwala mi sprawdzić od ręki czym jest ten dziwny kognitywizm, jaka jest różnica między aligatorem a krokodylem, ile planet do tej pory odkryli naukowcy czy co niezwykłego jest w języku tamilskim. Patrzę na swojego smartfona i cieszę się z tego w jakich żyję czasach. I nie mogę wręcz uwierzyć w to jak prosty mamy dostęp do informacji.

Dlaczego nie uważam, że technologia cyfrowa psuje dzieci? Bo jest ona tylko narzędziem. Tak samo jak ciężko byłoby mieć pretensję do młotka, za rozbity palec, tak trudno mi wyobrazić sobie zrzucanie winy za zepsute pokolenie na komputer czy telefon. To rodzice wychowują (i ewentualnie psują) dzieci, nie technologia.

Zaledwie kilka dni temu słyszałam (mrożącą mi krew w żyłach) historię o małym, chyba dwuletnim chłopcu, który odkąd tylko nauczył się ruszać palcem po tablecie, niemal się z nim nie rozstawał, rzadko kiedy (jeśli w ogóle) sięgając po inne zabawki. Grał sobie ładnie w gry, które ściągali mu rodzice i aż miło było patrzeć na to bystre dziecko. Niestety bystre dziecko musi teraz przechodzić zapewne długą i niełatwą rehabilitację dłoni, bo oprócz machania palcem po ekranie, niewiele potrafi nimi zrobić. Więc zrobił mu to tablet czy rodzice? Czy to okropna technologia tak źle wpłynęła na chłopca czy brak wyobraźni?

Zrobię wszystko aby małego Kopernika ustrzec przed krwiożerczą technologią. Postaram się to jednak zrobić, pokazując mu jak mądrze z niej korzystać. Nie widzę sensu w izolowaniu go od urządzeń cyfrowych i nie wiem nawet jak miałabym to zrobić, gdy oboje z M. korzystamy z nich bardzo często. Zazdroszczę mu tego, że zamiast 32 tomów encyklopedii na regale, będzie miał calusieńką wikidepię (ponoć wydrukowana zajmuje ok. 7600 tomów), tego, że gdy będzie chciał zobaczyć program o lwach, gwiazdach czy odkrywaniu wraków zatopionych statków, będzie mógł zrobić to od razu, zamiast czekać do sobotniego popołudnia (gdy i tak okazywało się, że musimy wtedy jechać do babci). Zazdroszczę mu tego, że gdy będzie chciał porobić papierowe samoloty, będzie mógł w prosty sposób znaleźć instrukcje do dziesiątków modeli, zamiast szukać tej wiedzy nie wiadomo gdzie. Zazdroszczę mu tego, że gdy będzie chciał się czegoś dowiedzieć, będzie mógł to po prostu sprawdzić, zamiast wypytywać rodziców wzruszających bezradnie ramionami, czy marzyć o tym, że może dostanie kiedyś książkę, w której znajdzie w końcu odpowiedź.

"Każde starsze pokolenie jest niezadowolone z kolejnego. To ludzkie i przewidywalne." Ale czy tak musi być? Może byśmy spróbowali choć raz spojrzeć na to co nowe i nieznane z zainteresowaniem, zamiast odrzucać to na wstępie? Może w końcu przestalibyśmy obwiniać wszystko dookoła za "zepsute dzieci" i spojrzeli na tych, którzy do tego zepsucia nie powinni byli dopuścić?
Dla mnie technologia jest tylko narzędziem. Niezwykłym, potężnym i fantastyczny, lecz jedynie narzędziem, z którego powinniśmy nauczyć korzystać zarówno siebie jak i nasze dzieci.

A ludziom, którzy twierdzą, że dzisiejsze dzieci nie robią nic tylko siedzą przy komputerach proponuję wyłączyć komputery i wyjrzeć na dwór na bawiące się tam dzieci. :)

"Bo teraz wszyscy tylko z nosami w smartfonach. Nikt już ze sobą nie rozmawia..."

Na koniec jeszcze jeden przykład na to, jak zwykliśmy patrzeć na wszelkie nowinki technologiczne. Krótki cytat z książki "Wszystko co złe jest dla ciebie dobre":

"Co by się stało, gdyby książki zostały wynalezione po grach wideo. Fragment z krytycznego artykułu.

Te nowe "biblioteki", które zaczęły pojawiać się jako miejsca do czytania to przerażający znak. Mnóstwo dzieci, do tej pory tak żywych, rozbieganych i aktywnych społecznie, siedzą same w boksach bibliotek, czytając w ciszy, nie zwracając na nic uwagi. Ale może największym niebezpieczeństwem książek jest to, że zawsze prowadzą jedną, ściśle określoną ścieżką. Nie możesz kontrolować narracji - siedzisz tylko i dajesz się biernie prowadzić dyktowanej ci historii. Czemu ktokolwiek chciałby brać udział w przygodzie kompletnie i niezmiennie zobrazowanej przez inną osobę? Lecz obecne pokolenie oddaje się temu kompletnie bez opamiętania na wiele godzin dziennie. Grozi to całkowitą pasywnością dzieci, ucząc ich, że nie mają wpływu na zaistniałe okoliczności. Dzieci uczą się "podążać za fabułą" zamiast uczyć się jak nią kierować."*
*Wolne tłumaczenie

7 komentarzy:

  1. Sporo w tym prawdy. Kiedyś u siebie pisałam, że nie mam zamiaru dziecku totalnie ograniczać dostępu do nowych technologii, ale mam zamiar je odpowiednio dozować. Tak więc mój niespełna dwulatek wie co to tablet i nawet ma tam swoją ulubioną gierkę, ale raz na kilka dni mu ją włączam. Za to często korzystamy z YouTube, gdzie jest bardzo dużo edukacyjnych piosenek (wszystko co melodyczne pociąga mojego Synka). Mam jednak nadzieję, że rozbudzam w nim tym samym ciekawość do świata realnego, a nie wirtualnego. Bo gdy nagle w piosence pojawia się wiewiórka, to on pokazuje mi od razu ręką na okno, za którym stoi orzech i na którym figlarnie skacze wiewiórka, którą często razem obserwowaliśmy. Gdy widzi biedronkę, to od razu biegnie do kuchni i przynosi odrobinę chleba, bo przecież uczyliśmy się wierszyka o biedronce która leci do nieba, po to by przynieść nam kawałek chleba.

    O to chodzi mi to czego uczymy przy pomocy wirtualnego świata przenosić do świata realnego, dozować wiedzę z rozsądkiem. Kiedyś w przyszłości przecież mój Syn będzie moim ambasadorem w tym świecie, bo ja przecież nie nadążę za nowinkami technologicznymi. Ze wszystkiego trzeba umieć korzystać z rozsądkiem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie. Nie izolować, ale mądrze dozować. No i absolutnie uwielbiam YouTube. Dzięki niemu mam wpływ na to co, ile i kiedy ogląda moje dziecko a nie muszę się zdawać na programy telewizyjne. U nas też często goszczą piosenki edukacyjne. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. wszystko to bardzo ładnie brzmi i dużo w tym prawdy . Technologia dla dzisiejszego pokolenia to okno na świat tak jak dla mojego były to książki.
    Nie ma sensu ograniczać dostępu dzieciom do technologii ale uczcie ich mądrze z niej korzystać i róbcie to w miarę możliwości razem z nimi. Najważniejsze jest moim zdaniem w tym wszystkim aby spędzać z dzieckiem jak najwięcej czasu razem . Może to być serfowanie po internecie ale uważam że czytanie im i z nimi do spółki książek granie w gry i rozmowa jest również o ile nie bardziej wartościowa dla dziecka. Niech mają w przyszłości co wspominać z okresu dzieciństwa myśląc o rodzicach i domu rodzinnym . A Wam życzę aby abyście kiedyś usłyszały od swoich dzieci proste " dziękuję ci mamo". Zapewniam że jest to najpiękniejsza rzecz jaka może Was spotkać w życiu. Sztuką jest być z dzieckiem nie obok dziecka z czego wielu rodziców nie zdaje sobie sprawy. Na pewno mądrze wychowacie swoje dzieci a ja życzę Wam powodzenia i wytrwałości.☺

    OdpowiedzUsuń
  4. Tu rola rodzica, żeby pokazał że w noc piękna gwiazdy oglądamy na dworze , a w pochmurna na ekranie, a w weekend zamiast do CH pójdziemy do planetarium...

    OdpowiedzUsuń
  5. W pewnym sensie się zgadzam. Technologia nas otacza i próba całkowitej od niej ucieczki jest nie tylko niemożliwa, ale mogłaby wręcz spowodować kalectwo społeczne, zwłaszcza że rozwijać będzie się coraz mocniej. Rozumiem jednak jak technologia niszczy dzieci. Czytałam kiedyś fajny artykuł, w którym opisane były zmiany w mózgu u dziecka, które od początku ma dostęp do komputera, smartfonu itp. Mózg kształtuje się w określony sposób, staje się zdolny tylko do pobierania prostych, krótkich i gotowych komunikatów. Zmiany są bardzo trwałe i takie dzieci (a potem dorośli) już nigdy nie będą potrafili przeczytać w skupieniu dłuższego tekstu, a to prowadzi oczywiście do problemów z nauką i do zwykłego zubożenia życia.
    Moja córka nie dostaje na razie do ręki smartfona (chyba że wyłączony, chodzi z nim wtedy przy uchu i gada po swojemu), nie ogląda telewizji (bo nie mamy), dużo za to czyta, pracuję nad jej koncentracją. Uważam że to powinna być podstawa, a na technikę przyjdzie jeszcze czas.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam kilka artykułów na ten temat i te dane są przerażające. A najgorsze jest to że tak na prawde przed technologią nie uciekniemy i czy tego chcemy czy nie dzieci będą miały z tym kontakt - pytanie jak duży zależy od nas samych.

    OdpowiedzUsuń