sobota, 24 października 2015

Pierwszy posiłek!

Nadszedł w końcu ten długo wyczekiwany przeze mnie dzień. Kopernik dostał dziś swój pierwszy posiłek. Zbiega nam się to z ukończeniem przez niego piątego miesiąca. Chciałam w prawdzie zaczekać do końca szóstego, lecz syn wszystkimi kończynami i całym otworem gębowym od jakiegoś czasu domagał się więcej. Postanowiliśmy więc zareagować, zanim zaczął polować na psa. Wbrew pozorom lubimy psa.



A co na pierwsze danie wymyśliła mama? Mama pomyślała o jakimś zdrowym warzywku. Może coś z żelazem? W końcu to jest ważny składnik, którego w mleku mamy w pewnym momencie robi się za mało na potrzeby rosnącego człowieka. Właśnie, najlepiej niech od razu przyzwyczaja się do czegoś co jest dobrym źródłem żelaza. To niech będzie burak! 
 Co mnie do tego buraka podkusiło to nie wiem...

No ale trudno. Kupiony, czekał grzecznie na swój wielki dzień. I może nawet mogłam się wycofać jeszcze, gdy spojrzałam na swoje czerwone od obierania go dłonie, ale już machnęłam ręką. Co ma być to będzie. W końcu to słodkie, smaczne... może jakimś cudem nie wyląduje nigdzie poza paszczą człowieka i jego śliniakiem.

Nie bardzo wiedziałam do tej pory jak w ogóle może nam takie jedzenie wyjść i jak to wygląda. Wyobrażałam sobie, że siedzi sobie Kopernik ładnie na tatusiowych kolankach, otwiera papę gdy mama zbliża się z łyżeczką i elegancko memła wszystko w buzi. No może czasem coś mu skapnie. Tak to wyglądało zazwyczaj na reklamach, jak dobrze pamiętam. Nie wzięłam pod uwagę tego, że syn bardzo aktywnie będzie chciał brać udział w jedzeniu.

"Mama, dawaj tą łychę bo źle trzymasz! Kurcze, co z tym talerzem robicie? Dajta mi ten talerz! Patrz tata, to czerwone można tak w ręce pomemłać. Zobaczymy jak będzie wyglądać na twoich spodniach? E, nuda. To może na wykładzinie? Wykładzina jaśniejsza to będzie lepiej widać. Patrz tata jaki wzorek!"

Ciesz się synu tym co masz, bo nieprędko znów buraki dostaniesz. Oj nieprędko...
A jak mu smakowało? Wyglądało to trochę tak:

"Rany, jakie paskudztwo! Dajcie więcej! Ble, to naprawdę wstrętne... Ale jak masz tam jeszcze to daj. Muszę się przekonać czy naprawdę takie niedobre. E, niedobre. Ale przynajmniej można łychę pogryźć."

Nie wyglądał na zachwyconego, ale nie wypluwał nic i jak mu się podsuwało więcej to zjadał. Oczywiście po jakimś czasie znudził się burakami i postanowił zjeść sam talerz. O tak, już na ostatnim rodzinnym obiedzie talerze robiły furorę. Do jednego przyssał się na dobre piętnaście minut i za nic nie chciał go oddać.


Tak więc, nasza pierwsza przygoda z jedzeniem, zakończona względnym sukcesem. Wydaje mi się to takie dziwne cały czas. Do tej pory było przecież tylko mleko i tylko ja, a teraz? Teraz ma już być coraz mniej mnie. Cały czas trudno mi to sobie wyobrazić. Ale pewnie już niedługo w ogóle zapomnę o tym, że karmiłam piersią. Rany, jak ten czas zasuwa!

9 komentarzy:

  1. Ja bym chciała zapomnieć :znasz Kuba przy pierwszym posilku o ile dobrze pamiętam to plakal więc u Was to rzeczywiście sukces :D chłopiec Ci dorasta. Powodzenia w dalszym rozszerzaniu diety!

    OdpowiedzUsuń
  2. wygląda na to że smakował bardziej talerzyk ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydaje mi się, że i tak jest dość grzeczny ;))

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam takie szczęśliwe fotki umorusanych dzieciaczków :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wcale nie musi byc Cie mniej... ;) My jeszcze nie mamy ani jednego posiłku mlecznego zastapionego stalym... nawet po obiadku musi byc cycus na dobitke ;)
    Super ze burak podszedl... z kazda kolejna lyzeczka bedzie na pewno jeszcze lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Co tam plamy trudne do usunięcia, jak radość dzieciaczka taaaaka wielka ;-) Ciekawe jak zareaguje w przyszłości na pierwszy plaster cytryny - można się popłakać ze śmiechu oglądając takie filmiki na YouTube ;-)

    Przy okazji: Nominowałam Cię u siebie na blogu do "Liebster Blog Award 2015". Zapraszam do zabawy, pytania znajdziesz na moim blogu: http://sercamamdwa.blogspot.com/2015/10/zabawy-ciag-dalszy.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Haha, jaki pyszny talerz! :D A burak to ulubione warzywo mojej córki. :) Ja czekałam dłużej i od razu ruszyłam z BLW. Podoba mi się filozofia metody, ale przede wszystkim jestem na maksa leniwa i nie chciało mi się robić papek, przecierać, miksować. :P
    Oby zainteresowanie jedzeniem pozostało!

    OdpowiedzUsuń
  8. To pierwsze koty za płoty ;) dobrze to pamiętam, wyrywanie łyżeczki, babranie rączkami, potem przecierani nimi całej buźki i wszystkiego dookoła... Ale po około 3 miesiącach Córa moja siedzi z rączkami z boku i czeka aż mama załaduje łychę do buzi ;) także jeszcze 3 miechy i może i u Was będzie bez siłowania się o łychę ;p

    No a u nas już 3 stałe posiłki wprowadzone, ale łącznie z karmieniem piersią, czyli jeszcze żadne karmienie nie zostało zastąpione, tylko wzbogacone o nowe jedzonko inne niż mleko :) Póki co Córa komunikuje mi, że pićko mamine dalej chce ;)

    Powodzenia z kolejnymi łychami! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. My rozszerzamy powoli dietę już od 4 msca i z dużym sukcesem. Mała wszystko kocha jeść. Mamy już za sobą marchew, buraka, brokuły, ziemniaki, dynię i jabłko. Oczywiście wszystko naokoło jest upaćkane, ale co zrobić. Moja córa jeszcze nie wiedząc czemu po każdej łyżeczce, jeszcze zanim połknie wkłada kciuka do buzi. Chyba brakuje jej efektu ssania przy karmieniu łyżeczką.

    OdpowiedzUsuń