sobota, 28 listopada 2015

Akcja "Translokacja"

Trochę się pospieszyłam pisząc post Dziecko 0.5 (TU). Powstał tak naprawdę na sześć dni przed naszym okrągłym półrokiem, ale sądziłam, że nic nie zdąży się przez te kilka dni zdezaktualizować, a tu o! - Miki zaczął dwa dni później pełzać! I stało się to tak nagle!

Nie rozumiem Mama. Jak to "tym" chodzę do przodu? 


M.: Ej, widziałaś to?! Przemieścił się!
F.: No tak, tak. Tak się przesuwa trochę. (No bo w końcu tak trochę to się już od dawna przesuwał i kręcił.)
M.: Nie, nie, ale naprawdę. Podniósł zadek, podciągnął się a rękach i się przesunął do przodu!
Patrzę na nich nieufnie, nie spodziewając się niczego nadzwyczajnego, a tu nagle syn teleportuje się kolejne 20 cm naprzód! I tak mu się ta nowa supermoc spodobała, że powtórzył ją zaraz potem jeszcze kilkanaście razy. Chyba był równie zdziwiony jak i my, tym że może o własnych siłach dotrzeć do losowo wybranej rzeczy. Następnego dnia zdążył być pod stołem, gonić Neskę i iść na zwiad do odkurzacza.
I, w przeciwieństwie do nas, zdaje się być zachwcony zdobyciem mocy mobilności.

No właśnie. Znacie to? Dzieć leży w jednym miejscu (co najwyżej kręci się dookoła), a wy uparcie odsuwacie od niego zabawki. "No popatrz, jest tylko kilka centymetrów dalej. Wystarczy, że tylko troszkę się wysilisz i będziesz ją mieć!" I czekacie, kiedy w końcu zacznie się to to samo przemieszczać.

I nie wiem jak u was, ale my przynajmniej z dnia na dzień postanowiliśmy odwrócić ten proces o 180 stopni. "Hej hej, zobacz, wszystkie zabwaki masz tutaj obok. Nigdzie nie musisz po nie iść. Leż sobie tutaj grzecznie. Chcesz jeszcze tamtą piłeczkę? Poczekaj, mama ci poda."

Pisałam już, że żyjemy na podłodze (TUTAJ). Wyraziłam wtedy swoją wątpliwość co do tego, jak sprawdzi się taki stan rzeczy przy łażącym już dziecku. Nie ukrywam - całą masę elektroniki trzymamy na podłodze pod telewizorem (pady do gier, ładujące się telefony, laptop, klawiaturę i masę rozmaitych kabli). Nie zawsze chce nam się to chować, bo w zasadzie do tej pory nie było ku temu potrzeby. Teraz? No cóż, Kopernika wyraźnie intryguje ten, dotychczas niedostępny dla niego świat. Tak więc, nagle na podłodze pod telewizorem zapanował (względny) porządek.

Dodatkowo wprowadzamy w życie "plan odczulający". Tak sobie pomyśleliśmy, że w zasadzie dzieci ciągnie do tego typu rzeczy nie dlatego, że są to super mega wypasione zabawki, tylko dlatego, że zajmują się tym rodzice i rodzicom się zabawa tym podoba, więc też chcą spróbować co to jest takiego fajnego. Wychodzimy więc Kopernikowi naprzeciw. Chcesz zobaczyć to coś super fajnego, czym bawi się tata? O proszę - zobacz. Chcesz pobawić się telefonem mamy? Nie ma najmniejszego problemu.
I na razie plan wydaje się działać. "Tak Mama! Daj telefon! Muszę go mieć! ... I to już? To niby takie fajne? E, do bani." Póki co szybko nudzi się tego typu rzeczami, które mu dajemy. I mam nadzieję, że faktycznie poskutkuje to tym, że nie będzie go do tego szczególnie ciągnęło i nie będziemy musieli się o naszą elektronikę martwić.

Nasze najnowsze zabawki. Jak się okazuje - strasznie nudne i nieciekawe.

Niestety na odczulaniu zabawa się nie kończy. Na szczęście już poprzestawialiśmy książki na regale, żeby nie miał w zasięgu swoich małych łapek nic co możnaby łatwo zniszczyć, lub czym mógłby sobie zrobić krzywdę, lecz jest jeszcze kilka rzeczy, które wypadałoby całkiem szybko ogarnąć. 

1.
Wybebeszony komputer. Leży na boku z otwartą obudową i straszy. Trochę się biedaczek sypie i często trzeba przełączać w nim kabelki, żeby go trochę popchnąć. Ciężko co chwia go otwierać i zamykać w tym celu, ale coś trzeba wymyśleć. Bo zaraz nam Kopernik zacznie w nim kabelki przełączać i sprawdzać czy dobrze prąd przewodzą.

2. 
Gdzie wy trzymacie swoje leki? Bo my na samym dole regału w drewnianym pudełeczku, tuż pod półką z zabawkami dziecka. Fantastyczne miejsce, prawda? Nope. Fatalne miejsce. Muszę w końcu przenieść je do szafki w łazience. Pewnie zrobię to jutro. Nie chcę czakać z tym do momentu aż syn owe drewniane pudełeczko odkryje. A na miejsce leków włożę naszą kolekcję instrumentów. Nic się nie stannie jak się do nich dobierze. Większość jest na szczęście bardzo dziecioodporna. 

3.
Zabezpieczenia na szafki. Zanim zacznie pełnoetatowo raczkować czy chodzić, to pewnie jeszcze trochę czasu minie ale po co zostawiać sobie takie rzeczy na ostatnią chwilę? Ta kwestia nie ma priorytetu ASAP (w przeciwieństwie do dwóch pozostalych), ale myślę, że i tak zajmiemy się tym w najbliższym czasie. 

I to chyba najważniejsze. No i cieszę się, że już niedługo przerwa świąteczna. Prawie cztery tygodnie będę siedziała z Mikim, bez chodzenia na uczelnię i zdaje się, że nie będzie to nudny czas. No właśnie - święta za pasem. Nie wiem jak wy ale ja już od kilku dni katuję "Let it snow".



12 komentarzy:

  1. Ja po 3 latach od urodzenia mojej bratanicy zaczęłam z utęsknieniem wspominać czas kiedy nie chodziła i nie mówiła... :)) mówienie jest najgorsze :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszyscy mnie strasza ze jak mala sie nie rusza i siedzi w jednym miejscu to jest lepiej...jak ruszy to sie zabiegam i zatesknie za tamtymi czasami ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajnie jest być rodzicem i podziwiać te wszystkie małe i duże osiągnięcia naszego dziecka. To prawda, niesamowite jest to, że czasami taka chwila, a może wiele zmienić w życiu malca. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja zwykle zaczynam pisać posty podsumowujące średnio na 2 tyg. przed - by zdążyć :P i potem też modyfikacja i aktualizacja nowych umiejętności ;)

    W poradach HIPPa (chyba na 7 czy 8 miesiąc) zalecają, by rodzice przeszli się na czworakach po swoim mieszkaniu czy domu, no i sami wyczaili gdzie się znajdują potencjalne zagrożenia dla dziecka :P Przyznam się, że z mężem nie czworakowaliśmy ;D ale może Wy się skusicie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My caly czas czworakujemy :) w koncu zyjemy na podlodze :)

      Usuń
    2. My caly czas czworakujemy :) w koncu zyjemy na podlodze :)

      Usuń
  5. Ha! No to Was zaskoczył :) Dzieci już tak mają... nie znasz dnia, ani godziny kiedy zademonstruje nową umiejętność :)
    Gratulacje dla synka! ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Obserwowanie tych wszystkich pierwszych razów maluszka jest cudowne. Nie mogę się doczekać aż moja mała zacznie robić coś więcej niż jeść i spać choć kiedyś z pewnością za tym zatęsknię :)

    OdpowiedzUsuń
  7. My juz od jakiegoś czasu sluchamy swiatecznych piosenek :D musimy się nacieszyć. Moja mała też ma pół roku, a nie pełza, więc brawo dla synka :)

    OdpowiedzUsuń
  8. No i nadszedł czas.... najtrudniejszy jak mi się wydaje dla rodziców, no bo dopiero co dziecko leżało i można było je ,,spokojnie" zostawić na parę minut, tak czas najwyższy się pożegnać z tą cudowną mocą i posilić się mocą super rodziców i mieć oczy dookoła głowy :)
    Pozdrawiam
    matkapolka89

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja z ogromna ulgą przyjęłam to, że Róża zaczęła pełzać (swoją drogą dokładnie w dniu ukończenia 6 miesięcy :) ). Ona niestety nigdy po prostu nie leżała, nie chciała; wyła i trzeba było ją nosić. A tu nagle ręce zrobiły się wolne, a dziecko zajęte samym sobą zwiedzało. Super sprawa! Tak samo było potem z chodzeniem. Wszyscy straszyli „zobaczysz jak to będzie strasznie!”, a dla nas okazało się to ogromną ulgą. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Też pamiętam dokładnie ten moment, Hania ledwo przemieszczała się 10 cm do przodu, potem przez tydzień złaziła z koca na panele by ślizgać się do tyłu, a potem nagle z dnia na dzień zaczęła stawać! Nie mam pojęcia jak to się stało! I efekt jest taki, że czworakuje by dopaść czegoś stabilnie stojącego i próbuje wszędzie stać. Teraz to dopiero trzeba mieć oczy w.... wszędzie ;)

    OdpowiedzUsuń