wtorek, 17 listopada 2015

Jak nauczyć dziecko płakać w kilku prostych krokach, czyli "Każde dziecko może nauczyć się spać."

Za sprawą Inoue, która także boryka się z pewnymi... nocnymi komplikacjami latorośli, trafiłam na książkę, która miała być naszym wybawianiem.
"Każde dziecko może nauczyć się spać." autorstwa Anette Kast-Zahn i Hartmut Morgenroth.
Książka wyraźnie tłumaczy jak wygląda sen i jego fazy nie tylko u niemowląt, ale i u dorosłych ludzi, pokazuje, dlaczego niektóre dzieci mają problem z samodzielnym zasypianiem i daje wyraźne wskazówki co do tego, jak można nauczyć je przesypiać całą noc. Tego dokładnie szukałam. I nie ukrywam, że miałam po jej przeczytaniu wiele nadziei na to, że u nas też  w końcu może się wszystko jakoś zacząć normować. Trochę się zawiodłam. Tylko nadal nie mogę się zdecydować czy na sobie, na książce czy na pierworodnym.





Książkę wciągnęłam w ciągu jakichś dwóch, trzech godzin tego samego wieczoru gdy ją dostałam. W końcu jestem zdesperowana i niewyspana, tak? I pierwsze wrażenie zrobiła na mnie ogromne. Przede wszystkim, w końcu poczułam się zrozumiana. Czytając zamieszczone tam historie ludzi, którzy mieli problemy z zasypianiem u dzieci, czułam że czytam o nas. A wytłumaczenie takich sytuacji wydało mi się potwornie logiczne.

Wg. książki dzieci, które często się w nocy budzą, nie mają problemu ze snem tylko z zasypianiem. Sama też pisałam już o tym, że każde dziecko (każdy człowiek) budzi się w nocy po określonych fazach snu. A niektóre dzieci, po prostu nie potrafią potem same zasnąć. A to za sprawą rodziców, którzy "uzależnili" swoje dzieci od konkretnego sposobu zasypiania. U nas było to oczywiście - zasypianie przy cycu. Taki szkrab, gdy obudzi się w nocy i nie ma w pobliżu cyca, zaczyna się niepokoić. Bo jak można z powrotem zasnąć, skoro zasypia się przy cycu? 

Pomyślałam więc, że może warto spróbować. Skoro tylu osobom się udało i takie pozytywne rzeczy można o tym wyczytać to i my damy szansę. 
A cała metoda (w gigantycznym skrócie oczywiście) to 3-5-7. Wieczorem, gdy nadchodzi pora spania, kładziemy dziecię do łóżka, chwilę lulamy/bawimy się/śpiewamy mu, po czym całujemy w czółko i wychodzimy z pokoju. Ważne aby dziecię było jeszcze rozbudzone - w końcu musi zasnąć samo. Gdy zacznie płakać, czekamy 3 minuty i idziemy pokazać mu, że ciągle jesteśmy obok i nic złego się nie dzieje. Następnie znów wychodzimy i czekamy, Przy kolejnym płaczu czekamy 5 min, a z każdym następnym 7. Po kilku dniach dziecię powinno zasypiać samo, bez żadnego płaczu i przesypiać całe noce. Powinno...

Niestety nie przyniosło to oczekiwanych rezultatów w naszym wypadku. Może byłam za mało konsekwentna? Może jakoś źle się za to zabrałam? Może Miki jest na to za mały? (Książka mówi o dzieciach powyżej 6 miesięcy, ale myślałam, że te 2-3 tygodnie już nie zrobią różniczy.) A może na prawdę nie da się go przestawić na spanie całą noc?


Na zamieszczonym wyżej zdjęciu widać nasz dzienny protokół sprzed ostatnich dwóch tygodni, na którym zaznaczone są posiłki Kopernika i jego sen. I przyznam, że pierwszy dzień był obiecujący. Drzemki za dnia jakoś udało nam się wywalczyć (nie było tak źle) a wieczorem zasnął zanim zdążyłam do niego w ogóle wrócić. Następny dzień był najgorszy ze wszystkich. Tamten wieczór po prostu wyprał mnie emocjonalnie. Nie wiem jakim cudem udało mmi się znieść jego płacz, załzawione oczy i te smutne łapki wyciągające się w moją stronę, za każdym razem gdy wracałam do niego do pokoju. Po 40 minutach byłam po prostu wykończona fizycznie i psychicznie. Powiedziałam sobie jednak, że próbujemy dalej i kontynuoawał to w następnych dniach. Potem bywało różnie, raz lepiej raz gorzej, a ja starałam się uparcie podążać za instrukcjami, licząc na to, że naprawdę uda nam się "nauczyć samodzielnie zasypiać".

Dlaczego zrezygnowałam z tej metody?
Po pierwsze - po tygodniu, nie widziałam prawie żadnej różnicy w nocnych pobudkach. No może przestał się faktycznie budzić co godzinę, ale dalej jest to jedna wielka sieczka.
Po drugie - Miki stał się bardzo płaczliwy i nerwowy. Wcześniej naprawdę nie był płaczliwym dzieckiem. Gdy zaczęliśmy "uczyć go spania", coraz częściej za dnia stawał się poddenerwowany, zaczynał popłakiwać i nie było mowy, żeby odłożyć go do łóżeczka, bo od razu wpadał w panikę. Wieczorami, gdy kończyliśmy kąpiel i zabierałam go do łóżeczka, już w drodze zaczynał pochlipywać co nigdy wcześniej nie miało miejsca!

Nie wiem, czy dobrze zrobiłam przerywając proces. Może faktycznie powinnam była to dociągnąć do tych dwóch tygodni i wszyscy zaczęlibyśmy spać spokojnie. Może za bardzo przejęłam się tym, że robię mu krzywdę, gdy faktycznie żadna krzywda mu się nie działa? Mimo wszystko czułam, że on jednak potrzebuje tego poczucia bezpieczeństwa i bliskości. A może to ja tego potrzebowałam?

Z drugiej jednak strony, może on naprawdę cały czas budzi się z głodu? To kolejna ważna dla mnie sprawa. Kopernik cały czas najchętniej jadłby co godzinę. Hej! przecież to już nie jest noworodek! Wg. schematu żywienia niemowląt, dziecko w jego wieku powinno jeść 5 razy dziennie, nie 15! Z tym też walczymy. (Jak widać - mało skutecznie.) Próbuję go przetrzymywać ile się da, lecz rzadko kiedy udaje nam się jeść rzadziej niż co dwie godziny. A przecież nie zmuszę go, żeby zjadł więcej, gdy już jest przy piersi. Co mam więc robić? Nawet gdy zabawiam go i odciągam od myśli o jedzeniu i uda mi się przeciągnąć to o kolejne pół godziny, godzinę to o następny posiłek woła tak jak zwykle. Próbowałam bardzo wiele razy.

Wprowadzenie stałych posiłków, które miało być trochę moim wybawieniem, też nic nie dało. Owszem, coś tam podjada (puste kółeczka), lecz to bardziej dla smaku niż żeby się tym jakoś miał najeść.

Tak więc, wracamy trochę do punktu wyjścia. Nie twierdzę jednak, że ta metoda jest zła. Po prostu nie zadziałała w naszym wypadku. A może naprawdę nie potrafiliśmy z niej właściwie skorzystać. Może wrócimy do niej za jakieś dwa miesiące, a może jakoś ją zmodyfikujemy, żeby dostosować ją do naszych potrzeb? A może uda mi się wymyśleć coś jeszcze innego, albo nagle jednak zaczniemy przesypiać całe noce?

Tymczasem szykuję się na spotkanie "Świadoma Mama" organizowane w Warszawie w najbliższy piątek. Ponoć mają być na nim eksperci i specjaliści. Ja sobie chętnie w takim razie z nimi porozmawiam. Naprawdę liczę na jakieś fachowe porady i mam nadzieję, że spotkanie twarzą w twarz z osobami, które deklarują, że znają się na rzeczy, coś nam da.


A na zakończenie, skoro już dotrwaliście do końca tej ckliwej historii, trochę humoru:

Moja mała kuzynka, zapytana czy napisała już list do Mikołaja, odpowiedziała:
- Ale przecież Mikołaj nie portafi jeszcze czytać.

No fakt, jeszcze nie potrafi. To może mu coś chociaż narysuje? :)





7 komentarzy:

  1. Z tym karmieniem - czytam mamę (antoonowke znasz?), której dziecię miało ponad rok, a bylo przede wszystkim na piersi. Stałe pokarmy to bylo wlasnie takie smakowanie. A pierś non stop. Każde dziecko jest inne i ma inne zapotrzebowania. Najwazniejsze by nie robic nic na siłę.
    Ja metodę przez Ciebie opisaną zmodyfikowałam do swoich/naszych potrzeb. Nie widziałam sensu wpatrywania się w zegarek i wracałam do Kuby za każdym razem, kiedy jego marudzenie, placz przetadzal sie w krzyk, spazmy. Nie brałam go na ręce, tylko kladlam znów do łóżeczka i głaskając po główce, pleckach śpiewałam kołysanki. Czasem odpuszczał i w mig usypiał, niekiedy rzucal się bardziej, więc wiedziałam, że potrzebuje więcej czasu, znów wychodziłam. I tak zasypia sam. Czasem rzeczywiście musimy być przy nim, kiedy czuje się mniej bezpiecznie, ale nie przy piersi i bez bujania. I wiesz co? W nocy budzi się czasem kilka razy :p chyba nie ma reguł :D zauwazylam jednak, ze śpi lepiej, kiedy w pokoju jest ciepło, a on nie ma skarpet i jest odkryty. Takie niuanse. Nadal walczę z nocnym karmieniem... Moze skończy sie jak do przedszkola pójdzie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym placzem robilismy podobnie. Tez raczej bez patrzenia na zegarek. No i nie przekraczalam i tak 5 min. Czasem w ogole nie wychodzilam tylko chowalam sie u nas na lozku. Nie widzi go od siebie z lozeczka. Moze i to robilam niepotrzebnie?

      Usuń
  2. Na razie nie mogę się wypowiedzieć na ten temat. Ale jedną rzecz chcę napisać - nie mogę się napatrzeć na Twojego Kopernika, taki jest słodziak! Będzie wyrywał laski jak nic! :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem pełna podziwu, że postanowiłaś rzucić się na głęboką wodę - czyli zastosować metodę w jej pełnym wymiarze. Przyznam się bez bicia - ja tej odwagi nie miałam, dlatego załagodziłam ją do granic możliwości, bo panicznie bałam się tego, przez co musiałaś przejść z Kopernikiem... Myśmy mieli jeden taki dzień, kiedy płacz był straszny, więc potrafię sobie takie uczucie przeciągnąć przez kolejne dni i próby... Ale u nas skończyło się na tym jednym dniu.

    Ale również uważam, że na świecie nic nie jest uniwersalne, szczególnie, jeśli chodzi o dzieci. Także ta metoda na pewno nie jest dla każdego (choć tytuł twierdzi inaczej). Dlatego u siebie tak bardzo rozpisałam się o tym, jak u nas to wygląda oraz jaka jest Córa, by pokazać, że mimo katastrofalnych wręcz problemów z jej zasypianiem, jednak mieliśmy od niej pewne fory - przynajmniej przy drzemkach w dzień.

    Może faktycznie ta metoda nie jest dla Was, może da się ją jakoś zmodyfikować, by jednak coś ruszyło, może faktycznie Syn jest za mały (jak wiesz, ja naukę zaczęłam, jak Mała skończyła 8,5 miesiąca i stała się bardziej samodzielna)...? Tak na prawdę powodów może być mnóstwo...

    ... sama się zastanawiam, jak to pójdzie przy samodzielnym usypianiu na noc, bo my wciąż "trenujemy" drzemki.

    Ale trzymam za Was mocno kciuki! Mam nadzieję, że uda Wam się znaleźć złoty środek i się uda!

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurcze, szkoda że się nie udało. Ale tak jak pisze Inoue może gdzieś jest jakaś metoda, która będzie Wam pasować i zadziała.
    Będę trzymać za Was kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. U nas mimo zbliżających się drugich urodzin nadal noce są przerywane co 2h. Regularnie. No cóż chyba się już przyzwyczaiłam, nawet nie wiem jak to jest przespać całą noc. Byle do marca, wtedy koniec z karmieniem. Zobaczymy jak mi pójdzie odstawianie Syna od piersi, no ale właśnie wtedy może zacznie przesypiać całe noce i ja też :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. No niestety metoda nie dla nas. Właśnie przenieśliśmy Różę do dużego łóżka, bez żadnych zabezpieczeń i barierek i jak nie ma ochoty tam leżeć, to po prostu wychodzi. To i tak lepsza opcja niż łóżeczko ze szczebelkami, bo tam przekładała już nogę i gdyby jej nie trzymać, to leciałaby na głowę. ;)

    OdpowiedzUsuń